Raptularz
  • archiwum
  • podcasty
  • autorzy
  • pół serio
e-teatr
e-teatr

ISSN 2956-8609

Marek Piekut

W jądrze ciemności

12.12.2025

W Rosji 1917 roku, między rewolucją lutową a październikowym puczem, wszystko wydawało się prostsze. Co najważniejsze, z polskiego punktu widzenia, ustąpiła, kultywowana w carskich sferach rządowych nieufność wobec Polaków; po Gieorgiju Lwowie, arystokracie i liberale, premierze Rządu Tymczasowego, nastał Aleksandr Kiereński, eser (socjalista-rewolucjonista), w niedawnej przeszłości członek Koła Przyjaciół Niepodległości Polski w Piotrogrodzie. Przewrót bolszewicki odwrócił tę tendencję: „[po] rozbiciu korpusów polskich przez Niemców, stanowisko bolszewików wobec Polaków określiło się ostatecznie jako całkowicie wrogie. Bolszewicy rozpoczęli liczne aresztowania a nawet rozstrzeliwania Polaków związkowych jako kontrrewolucjonistów”1. A skoro Rosjanie nie ufali Polakom, za to z różnych powodów ufali Czechom, to przy Korpusie Czechosłowackim (formowanym już od 1914 roku), w ścisłej zależności organizacyjnej, choć z zachowaniem wewnętrznej autonomii, miały się organizować polskie oddziały. Pieczę nad werbowaniem i szkoleniem żołnierzy poruczono majorowi (niebawem pułkownikowi) Walerianowi Czumie2; do bezpośredniej pracy nad przygotowaniem bojowym i organizacją tworzonych oddziałów przeznaczono płk. Kazimierza Rumszę3.

Na pierwszy punkt zborny i formacyjny wyznaczono Ufę. W lipcu 1918 sformowano pierwszą kompanię pierwszego pułku 5. Dywizji Strzelców; również w lipcu powstał (w Omsku) Legion Polski, natomiast w Irkucku (ciągle w lipcu) nowy oddział powołała Polska Liga Wojenna Walki Czynnej. W tym samym miesiącu działające dotąd w rozproszeniu organizacje patriotyczno-wojskowe podporządkowały się jednemu ośrodkowi – Polskiemu Komitetowi Wojennemu (PKW). 23 lipca 1918 PKW podpisał z Czechami umowę o ścisłej współpracy.

Trzon formowanych oddziałów tworzyli jeńcy – żołnierze z armii państw centralnych; zgłaszali się również w sporej liczbie „zwykli” ochotnicy – tacy jak Edmund Wierciński, młodzi, ożywieni duchem patriotycznym, pełni entuzjazmu. I to oni właśnie stanowili najcenniejszy nabytek. Był to żołnierz niekiedy „butny i hardy, jednak z ufnością i szacunkiem odnoszący się do dzielnego brata-porucznika”4. Byłym żołnierzom armii zaborczych nie brakowało wprawdzie motywacji, ale znacznie trudniej potrafili się wdrożyć do nowych obowiązków.

Prawdziwym wyzwaniem dla oficerów było wyplenienie złych albo tylko niepożądanych nawyków weteranów armii zaborczych; dla nowotworzonych oddziałów opracowano nowe, ale oparte na polskiej tradycji (jeszcze z czasów Księstwa Warszawskiego) regulaminy, komendy, ćwiczenia. Przy każdym oddziale starano się, w miarę możności, ustanawiać etatowe stanowiska instruktorów oświatowych, przy niektórych tworzono nawet niewielkie biblioteczki. Nadrzędnym bowiem celem pozostawało stworzenie ideowo jednolitej formacji, zatarcie różnic wynikających z zaborczego podziału.

Po bolszewickiej rewolcie, a zwłaszcza po pokoju brzeskim stało się oczywiste, że najpilniejszym, jedynym właściwie zadaniem jest przeprowadzenie szybkiej ewakuacji. Ustalono, że polskie siły miały osłaniać wycofujący się Korpus Czechosłowacki, niedobitki armii admirała Kołczaka i towarzyszących, głównie polskim oddziałom, wcale licznych cywilów – żon, dzieci, krewnych zwerbowanych na Syberii polskich skazańców lub ich potomków.

Trasę ewakuacji wyznaczała linia kolei transsyberyjskiej; „wygospodarowano” setki wagonów i dziesiątki lokomotyw, w różnym stanie technicznym. Większość urządzeń kolejowych na stacjach, takich jak pompy, warsztaty naprawcze, magazyny węgla była zrujnowana; brakowało wody i węgla. Do tego dochodziły zwykłe na Syberii mrozy, trzydziesto- i czterdziestostopniowe. Z braku wody do lokomotyw znoszono śnieg, z braku węgla – ścinano drzewa w tajdze, z powodu mrozu – należało za wszelką cenę utrzymać ogień pod kotłami lokomotyw. Lokomotywy bez ciepłej wody natychmiast zamarzały i wtedy nie nadawały się już do użytku.

Decydujące dla naszej historii, i objaśniające narrację Wiercińskiego wydarzenia6, rozegrały się w Krasnojarsku i na stacji Klukwienna (oddalonej od wsi o tej nazwie o jakieś 20–30 km). Czechosłowacy, z którymi współpraca, mimo licznych napięć, układała się na ogół zadawalająco, nie kryli już niechęci przechodzącej w otwartą wrogość wobec polskiej ariergardy. Nie zgodzili się przepuścić, razem ze swymi „eszelonami”, dwóch wagonów z chorymi cywilami, często zostawiali za sobą celowo uszkodzone lokomotywy, które trzeba było usunąć z torów.

Sytuację dodatkowo komplikowało szerzące się zniechęcenie, upadek wiary. Niemałą rolę odgrywała też komunistyczna propaganda: do oddziałów, nie tylko polskich zresztą, przenikały idee bolszewickie. Największe jednak zagrożenie dla zbiorowego morale stanowili uczestnicy ekspedycji karnych, rozsyłanych po okolicy w celu aprowizacji.

„Tzw. karne ekspedycje (karatelnyje otriady) węszyły po całej tej nieszczęsnej ziemi, biły, katowały, rozstrzeliwały najniewinniejszych ludzi na byle doniesienie wroga – sąsiada lub mszczącego się za doznaną kiedyś obrazę lub porażkę współzawodnika. Każdy ataman – wielkorządca samodzielny obranego przez siebie do eksploatacji terenu – wysyłał swoje oddziały karne; dyktator Kołczak i Czesi – też swoje. A w końcu do tego pięknego grona dali się także wciągnąć Polacy na Syberii”5.

10 stycznia 1920 bolszewicy otoczyli Polaków na stacji Klukwienna; Czechosłowacy zdążyli odjechać w stronę Władywostoku, ale zostawili na torach unieruchomione lokomotywy. Zabrakło czasu, by je usunąć.

Edmund Wierciński opisał, bez zbędnych szczegółów, bez czułostkowości, ze spartańską nieomal powściągliwością, najistotniejsze szczegóły misji, która mu została zlecona i której się podjął. Przebył tysiące kilometrów z bezcennym, jak mniemał, oryginałem aktu kapitulacji 5. Dywizji Syberyjskiej, podpisanym przez pułkownika Czumę. Wiemy, że po morderczej, samotnej przeprawie, po przebyciu z nim tysięcy kilometrów Edmund oddał dokument we właściwe ręce, oprócz relacji samego bohatera są na to liczne dowody. Wkrótce Wierciński starł z siebie pył bitewny, wstąpił na uniwersytet, gdzie organizował amatorskie przedstawienia teatralne, pisał recenzje, wreszcie – zajął się teatrem.

Zachowane dokumenty pozwalają na częściowe odtworzenie końcowego etapu marszruty; zamykają się w datach od 23 października 1920 do 8 stycznia 1921. 23 października Edmund Wierciński dostał w Moskwie, sygnowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych certyfikat (udostowerenie), zezwalający na opuszczenie Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej; certyfikat opiewa na szwedzko-polskie nazwisko [il. 1]. W dniach 30 października – 12 listopada 1920 odbył dwutygodniową kwarantannę w Terijoen, niewielkim mieście w środkowej Finlandii [il. 2]. 

il. 1
il. 2

Stamtąd pojechał do Poselstwa Polskiego w Helsinkach, spotkał się z konsulem, Mieczysławem Pożerskim i otrzymał Paszport zagraniczny terminowy, wystawiony 15 listopada, ważny do 15 lutego 1921 [il. 3–10]. Dostał też polecenie wyjazdu do Rygi, w której właśnie trwały rokowania pokojowe, kończące wojnę polsko-bolszewicką. Miał się tam spotkać z Ignacym Matuszewskim, szefem II Oddziału Naczelnego Dowództwa WP (wywiad i kontrwywiad). Nie wiemy, jak długo przebywał w Rydze; na pewno zameldował się 19 listopada, co poświadcza stempel w paszporcie [il. 8], wiemy też, że dwa lub trzy dni mieszkał w dobrym Petrogradas weesniza (Hôtel de Petrograd), co potwierdza rachunek za dwie noce (od 24 do 26 listopada).

W jądrze ciemności
il. 3
W jądrze ciemności
il. 4
W jądrze ciemności
il. 5
W jądrze ciemności
il. 6
W jądrze ciemności
il. 7
W jądrze ciemności
il. 8
W jądrze ciemności
il. 9
W jądrze ciemności
il. 10

29 listopada (albo nieco wcześniej) dotarł do Warszawy, zgłosił się do siedziby II Oddziału, skąd wyszedł z Kartą służbową, adresowaną do Oddziału Kwaterunkowego Dowództwa Miasta z poleceniem wyznaczenia „kwatery dla kuriera Oddziału II [...] przybyłego z Finlandii” . Kwaterę dostał nie najgorszą: na odwrocie Karty pobytu widnieje owalny stempel Grand Hotelu przy Chmielnej; mieszkał tam od 30 listopada do 22 grudnia. Kartę pobytu podpisał, w zastępstwie Szefa Biura Wywiadowczego, porucznik Jan Pindela-Emisarski, który 6 grudnia 1920 wystawił Wiercińskiemu zaświadczenie (z notarialnym uwierzytelnieniem), potwierdzające jego służbę w 5. Dywizji Strzelców [il. 11]. Przytoczmy jego treść:

il. 11

Niniejszym zaświadczam, iż osobiście mi znany p. Edmund Wierciński służył w wojsku polskim na Syberii w 5 pułku artylerii polowej. Do wojsk polskich wstąpił w Nadwołżu 18 sierpnia 1918 roku, t.j. w tym czasie, kiedy wrogie nam mocarstwa centralne stały u szczytu swej potęgi i powodzeń oręża. Skupiający się w tym czasie na Syberii oficerowie i żołnierze stanowili bezwarunkowo najlepszy element polskości; garstka ich swą pracą i bezgranicznem poświęceniem się Sprawie przyciągnęła ku sobie szerokie masy społeczeństwa polskiego, obudziła poczucie narodowe i stworzyła w rezultacie 5 dywizję strzelców, która na Syberii mimo tego, iż uległa przemocy bolszewickiej i kapitulowała, odegrała niepoślednią rolę.

P. Edmund Wierciński po kapitulacji 5 dywizji uciekł z niewoli bolszewickiej i przez Finlandię przybył do Polski, gdzie zameldowawszy się w Biurze Wywiadowczym Naczelnego Dowództwa złożył obszerne zeznania i oryginały ważnych dokumentów, dotyczących wojska polskiego na Syberii.

Prawdziwość powyższych stwierdzam własnoręcznym podpisem.

22 grudnia 1920 dostał Wierciński Dokument podróży na przejazd z Warszawy do Wołkowyska, na koszt Ministerstwa Spraw Wojskowych. Jechał zapewne do rodzinnego domu w Żuplikach. Z Warszawy wyjechał pociągiem 24 grudnia, 27 grudnia o 8 rano zameldował się na stacji w Wołkowysku i po kilkunastu dniach, 8 stycznia 1921, o godzinie 21.17 wsiadł do pociągu do Warszawy [il. 12–13].

il. 12–13

Pozostaje pytanie, co stało się z przemyconym i oddanym przez Wiercińskiego we właściwe ręce aktem kapitulacji 10 stycznia 1920? Czemu jego napisany po rosyjsku tekst znamy tylko z ogólnikowych omówień? Dokument tak ważny, by ryzykować dla niego ludzkie życie, zaginął. Czy było to zwyczajne „zawieruszenie” – z nieuwagi, niedbałości, przypadku, czy może akt intencjonalny?

Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że 5. Dywizja Syberyjska miała dwóch dowódców: Waleriana Czumę i Kazimierza Rumszę. W obliczu klęski, 9 i 10 stycznia, dowódcy poróżnili się ostro w zasadniczej kwestii: przystać na obóz jeniecki, prowadzony przez bolszewików, co do których żaden z nich nie miał złudzeń – albo przedrzeć się z bronią w ręku, ruszyć pieszo, przez śnieg, mróz, opustoszałą krainę w stronę Mandżurii, do Harbina, a stamtąd, da Bóg, do ojczyzny. Liczne świadectwa podkreślają biegunową różnicę osobowości każdego z nich. Czuma był ostrożny, nieskłonny do ryzyka, Rumsza w gorącej wodzie kąpany, za nic mający życie swoje i podkomendnych. Czuma wybrał obóz jeniecki, Rumsza – morderczy marsz w wolności i ku wolności.

Który miał słuszność? Obaj byli patriotami o ładnych biografiach, także późniejszych. Czuma zapewne brał w rachubę apatię, znużenie pracą i nieustannym niebezpieczeństwem, osłabienie chorobami i niedożywieniem. Miał prawo przypuszczać, że nie zdoła bez wielkich strat wyprowadzić swoich ludzi. Z płk. Czumą zostało w obozie co najmniej 10 000 żołnierzy

Nie wiemy, ilu zabrał z sobą płk. Rumsza, czas klęski nie sprzyja statystykom. Jego grupa, dla zwiększenia szans przeżycia, podzieliła się na mniejsze oddziały i, klucząc między Czechami, zbuntowanymi kołczakowcami oraz bolszewikami, nękana mrozem, głodem, dziesiątkowana przez tyfus, zmierzała do Irkucka. W Irkucku Rumsza zorganizował na nowo intendenturę i zdecydował o kolejnym punkcie zbornym w neutralnej Mandżurii, w niemal polskim Harbinie. Nawiązał kontakt z misją francuską, otrzymał pieniądze i przystąpił do organizowania exodusu do Europy, zaczynając od starań o statek. Droga przez Władywostok została zablokowana z powodu kolejnego na Syberii przewrotu politycznego, okazało się jednak, że w Szanghaju zainstalowała się polska misja z chargé d’affaires w Japonii.

Na dostarczony przez Japończyków statek (nazwano go „Jarosław”) zaokrętowało się ok. 1200 żołnierzy i ok. 200 oficerów. W wojennom gorodkie zmarłych (choroby, głód, mróz, przepracowanie, bicie lub zabijanie przez strażników) obliczano na 3500–4000.

Jeszcze raz zadajmy postawione wyżej pytanie: dlaczego Wiercińskiemu tak bardzo zależało na ocaleniu oryginału aktu kapitulacji? Chciał tym coś udowodnić, kogoś oskarżyć? Czy stawiając te, pozostające wciąż bez odpowiedzi pytania, nie wkraczamy na terytorium tak chętnie eksplorowane przez Conrada, którego, o czym wiemy, Wierciński znał i cenił?

Przypisy:

  • 1 Henryk Bagiński, Wojsko Polskie na Wschodzie 1914–1920, Warszawa 1921, s. 536.
    2 Walerian Czuma (1890–1962), urodzony w Galicji (w Niepołomicach opodal Krakowa), w połowie września 1914 wstąpił do Legionów Polskich Piłsudskiego. W 1918 z Polskim Korpusem Posiłkowym (utworzonym na bazie Legionów) przedarł się przez front rosyjski; uczestniczył w dwóch ważnych bitwach – pod Rarańczą (15 lutego 1918) i pod Kaniowem (11 maja 1918), dotarł do Moskwy, gdzie, jako komendant placu, organizował rekrutację do polskich oddziałów, następnie został oddelegowany do sformowania 5. Dywizji Strzelców Polskich (zwanej później także 5. Dywizją Syberyjską), formalnie podległej Armii Polskiej, tzw. Błękitnej, gen. Józefa Hellera… we Francji. Po kapitulacji 10 stycznia 1920 płk. Czuma trafił do obozu, skąd niebawem, razem z wyższymi oficerami, został odseparowany od reszty jeńców; w listopadzie 1920 przewieziono go do Moskwy, do centralnego więzienia Czeki, na Butyrkach. Z początkiem 1922 wymieniony na sowieckich komisarzy, wrócił do Warszawy. We wrześniu 1939 był dowódcą obrony Warszawy, a po jej kapitulacji znalazł się w oflagu Murnau – wyzwolony wiosną 1945 przez Amerykanów, został na emigracji.
    3 Kazimierz Rumsza (1886­–1970), urodzony w guberni kowieńskiej, absolwent szkoły oficerskiej w Wilnie i Akademii Sztabu Generalnego w Petersburgu, uczestnik kampanii sierpniowej 1914, pojmany przez Niemców do niewoli, wkrótce z niej uciekł i ponownie trafił na front. 21 stycznia 1919 mianowany na dowódcę 5. Dywizji Strzelców Polskich. Po powrocie do Polski (w czerwcu 1920) wziął udział w wojnie z bolszewikami: dowodził świeżo zorganizowaną Brygadą Syberyjską, w skład której weszło wielu ocalałych weteranów 5. Brygady Strzelców Syberyjskich; 20 sierpnia poprowadził swoją Brygadę przeciw słynnemu (i zbrodniczemu) III Korpusowi Kawalerii Armii Czerwonej, za co dostał Virtuti Militari; potępił zamach majowy Piłsudskiego, w 1928 skierowany na przedterminową emeryturę; do czynnej służby wrócił w czasie następnej wojny w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie; zmarł na emigracji.
    4 H. Bagiński, Wojsko…, dz. cyt., s. 564.
    5 Przecław Smolik, Przez lądy i oceany. Przygody jeńca w Azji w czasie Wielkiej Wojny. Sześć lat na Dalekim Wschodzie, Warszawa-Kraków [1921], s. 87.
    6 Zob. Edmund Wierciński, Akt kapitulacji, „Raptularz” nr 102/103, https://raptularz.e-teatr.pl/akt-kapitulacji.

Reprodukowane dokumenty pochodzą z Archiwum Marii i Edmunda Wiercińskich (depozyt) Pracowni Dokumentacji Teatru Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego

102/103

Wiercińscy

Czytaj również:

  • Rok Wiercińskich
    12.12.2025
  • „Żupliki, 27.7.30, godz. 13.05, słońce odkryte, przysłona: 11, czas: 1/25, odległość: 1,5 m”
    O fotografowaniu Wiercińskich
    12.12.2025
  • Wiercińscy. Album rodzinne
    12.12.2025
  • Akt kapitulacji
    12.12.2025
  • „Myszka"
    12.12.2025
  • Archiwum Edmunda i Marii Wiercińskich w Instytucie Sztuki PAN
    12.12.2025
  • Archiwum Marii i Edmunda Wiercińskich
    w Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego
    12.12.2025
  • Zawdzięczam mu wszystko
    Edmund Wierciński we wspomnieniu Ewy Krasnodębskiej
Raptularz

ISSN 2956-8609

Wydawca

Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego
ul. Jazdów 1
00-467 Warszawa

www.instytut-teatralny.pl

Redakcja

kolegium w składzie:
Grzegorz Kondrasiuk, Małgorzata Piekutowa,
Michał Smolis, Maryla Zielińska (do 31.12.2024)

raptularz@instytut-teatralny.org

współpracują:
Michał Januszaniec, Dorota Kołodziejczyk,
Alicja Borowiec