ISSN 2956-8609
Mieszkaliśmy na rogu Długiej i Freta, kilkaset metrów od Miodowej 24, gdzie mieściła się Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza. Nic dziwnego, że część studenckiego życia rocznika mojego brata toczyła się u nas. Zapewne tam pierwszy raz usłyszałem o tajemniczej dla mnie Myszce Wiercińskiej. Minęły cztery lata. Już jako student pierwszego roku wydziału aktorskiego na liście wykładowców naszego rocznika znalazłem profesor Marię Wiercińską. Skąd się wzięła ta „Myszka”, właściwie do dzisiaj nie wiem.
W gruncie rzeczy trudno powiedzieć, czy jestem uczniem profesor Wiercińskiej, bo uczestniczyłem w jej zajęciach zaledwie przez jeden semestr na trzecim roku. A jednak…
Profesor wybrała dla mnie i Joasi Sobieskiej scenę Gregersa z Jadwinią z Dzikiej kaczki Ibsena. Świetna, z zapałem zaczęliśmy uczyć się tekstu. Byliśmy dość zadowoleni z siebie, kiedy przyszła kolej na pokazanie wyników naszej wspólnej pracy. Prawie równo z ostatnią kwestią, w nabrzmiałym tragedią audytorium rozległ się rzeczowy, jasny głos pani profesor: „Musisz wolniej mówić” (to do mnie), „Nie graj dziewczynki” (to do Joasi). „Przecież nie wiesz jeszcze, że zaraz się zastrzeli” (do Joasi), „Zresztą ty też nie wiesz” (do mnie). No i się zaczęło. Erwin Axer nazywał to „wyprowadzaniem dialogu”. Za każdym razem, kiedy mijała mnie, wracając po uwagach na swoje miejsce, słyszałem ciche: „Mów wolniej”.
A już zagadką trudną do wyjaśnienia było to, że scena, w ostatecznej wersji, trwała sporo krócej od naszej pierwszej propozycji. W czasie czterech lat studiów grałem na egzaminach wiele innych scen, ale dzisiaj nie jestem w stanie sobie przypomnieć, jakie i z kim. Pamiętam to „Mów wolniej”, co dziś uchodziłoby za mobbing. Dotarło do mnie, że nie szło o to, żeby rozwlekać słowa, ale żeby słowa poprzedzała myśl, co i po co mówię. Jerzy Kreczmar twierdził, że to dobrze, jak aktor nie do końca jest pewien tekstu, bo wtedy widać, że myśli, co ma powiedzieć. A może pamiętam tę pracę, bo koledzy studenci uznali, że to najlepsza scena egzaminu i nawet profesor Marian Wyrzykowski pochwalił.
Ale i tak dostałem czwórkę.