ISSN 2956-8609
Edmund Wierciński, syn Mieczysława i Ernestyny z Zieleniewskich. Urodzony 20 lutego 1899 w majątku Jurgów powiatu wołkowyskiego, województwa białostockiego. Oboje moi rodzice byli dziećmi powstańców z 1863 roku. Atmosfera domu była przesiąknięta wspomnieniami i dążeniami niepodległościowymi. Dzieciństwo spędziłem częściowo w kraju, częściowo w Turkiestanie (Taszkient) i Syberii (Tomsk, Irkuck)1. Do szkoły średniej uczęszczałem w Wilnie, Moskwie i Tomsku. Na uniwersytet wstąpiłem w 1916 r. w Tomsku, a następnie w 1921 r. przeniosłem się na Uniwersytet Warszawski.
W Wilnie uczęszczałem do Rządowej szkoły realnej, należałem do nielegalnej organizacji niepodległościowej młodzieży postępowej „Wyzwolenie”. Władze wpadły na trop tej organizacji, i mimo że uczyłem się dobrze, groziło mi usunięcie ze szkoły z „wilczym biletem” – wybuch wojny jednak i zmiana kursu polityki rządu wobec Polaków usunęło to niebezpieczeństwo. Następnie, po kilkumiesięcznym pobycie w Moskwie, wyjechałem do Tomska, gdzie uzyskałem maturę i w roku 1916 wstąpiłem na Uniwersytet. Tutaj pracę kulturalno-oświatową i niepodległościową prowadziłem głównie na gruncie Polskiej Korporacji Akademickiej. W związku z akcją tworzenia Wojska Polskiego na wschodzie Rosji i w Syberii, w 1918 roku, po konferencji z pierwszym wysłannikiem Polskiego Komitetu Wojennego, p. Jerzym Bandrowskim2, zacząłem prowadzić tę akcję na terenie Tomska3. Po przeprowadzeniu akcji propagandowej na terenie akademickim zostałem wybrany prezesem Polskiej Korporacji Akademickiej w Tomsku i w tym charakterze wstąpiłem jako ochotnik do tworzącego się Wojska Polskiego w sierpniu 1918 roku. Przydzielono mnie jako emisariusza do Tomskiej Delegatury Polskiego Komitetu Wojennego.
Jeszcze przed powstaniem w Tomsku Polskiego Punktu Zbornego przeprowadzałem z rosyjskimi władzami wojskowymi odkomenderowania powołanych4 przez nie Polaków do tworzącej się 5. Dywizji. Brałem czynny udział w akcji agitacyjnej wśród byłych jeńców austriackich. Pisałem do gazet rosyjskich artykuły dotyczące spraw polskich w kraju i tworzącego się Wojska Polskiego na Syberii. Współpracowałem jednocześnie z delegatem [wyraz nieczytelny] dr. Glossem, dopomagając mu w układaniu [dwa wyrazy nieczytelne] i enuncjacji prasowych, dotyczących czesko-polskiej współpracy wojskowo-politycznej na terenie Syberii.
Po rocznej pracy w Delegaturze Tomskiej przeszedłem do służby liniowej w 5. pułku artylerii polowej, gdzie zostałem przydzielony do szkoły podoficerskiej, po ukończeniu której miałem przystąpić do egzaminu oficerskiego. Po kapitulacji 5. Dywizji w Klukwiennej5 byłem internowany przez bolszewików w obozie jeńców („gorodkie”) w Krasnojarsku, skąd udało mi się zbiec.
Przez kilka miesięcy ukrywałem się w Krasnojarsku, początkowo pod swoim6 nazwiskiem, potem, kiedy7 władze bolszewickie zaczęły mnie energicznie szukać na terenie Tomska i Krasnojarska, parokrotnie zmieniałem nazwisko, posługując się oddaną mi do przechowania pieczątką Tomskiej Delegatury Polskiego Komitetu Wojennego. Jednocześnie otrzymałem do przechowania oryginał aktu kapitulacji 5. Dywizji, który po aresztowaniu pułkownika Czumy8 znajdował się w rękach dr. Kapłana9.
Parokrotnie udało mi się uniknąć aresztowania. Raz przyszli mnie aresztować pół godziny (dosłownie!) po pierwszej zmianie nazwiska „Wierciński” na „Konarski”. Czekiści rozmawiali ze mną – „Konarskim” – o mnie „Wiercińskim”, dopytując się kiedy i dokąd wyjechałem. W czasie rewizji na szczęście nie znaleziono aktu kapitulacji.
Pragnąc10 zawieźć do kraju powierzony mi dokument, który w związku z rozpoczęciem pertraktacji polsko-bolszewickich powinien był jak najprędzej znaleźć się w rękach Rządu Polskiego, sporządziłem sobie sam (!) zaświadczenie, że jestem byłym poddanym szwedzkim, któremu Tomska Delegatura Polskiego Komitetu Wojennego przyznała obywatelstwo polskie. (Wiedziałem, że władze bolszewickie nie uznają obywatelstwa polskiego, stwierdzonego przez Polski Komitet Wojenny, tylko poprzednie). Istotnie, na podstawie tego fantastycznego dokumentu władze bolszewickie wydały mi „bumagę”, że jestem obywatelem szwedzkim – Antonim Johanesowiczem Krjënus-Konarskim, i w październiku 1920 roku wysłano mnie przez Moskwę i Petersburg na granicę fińską (Biełoostrow). Dokumenty osobiste (z uniwersytetu, z Polskiego Komitetu Wojennego, z 5 pułku artylerii polowej) oraz akt kapitulacji wiozłem zaszyte w sztylpie. W czasie ostatniej rewizji, w Biełoostrowie, dowiedziałem się, że u jadącego ze mną oficera szwedzkiego (więzionego w Butyrkach) znaleziono w cholewie buta jakieś papiery. Postanowiłem więc rozpruć sztylpę i ukryć akt kapitulacji11 na zewnątrz budynku stacyjnego w śniegu.
Rewizja minęła pomyślnie (całą podróż odbyłem w niebieskim mundurze 5. Dywizji – sprułem tylko naramienniki i guziki z orzełkami). Po rewizji jednak zamknięto nas wszystkich w hali dworca i nie pozwolono wychodzić. Raz udało mi się wyśliznąć, ale po zrobieniu kilku kroków w kierunku ukrytych w śniegu dokumentów zagrodził mi drogę czekista, nakazując natychmiastowy powrót do hali. Skonstatowałem12 z przerażeniem, że dokumenty ukryłem prawie naprzeciwko okien pokoju13 Czeki i wróciłem do hali. Postanowiłem jednak za wszelką cenę zabrać z ukrycia dokument (cel mojej podróży) i zdając sobie sprawę, że jest to kwestia narażenia życia, zwierzyłem się ze swojej tajemnicy towarzyszowi podróży, Anglikowi, Mr Block14, prosząc go o zawiadomienie listowne mego ojca, który pozostał w Tomsku, w razie smutnego zakończenia ponownej wyprawy po dokument. Kiedy zaczęto wynosić bagaż w celu przewiezienia do pogranicznej stacji fińskiej, wymknąłem się przed dworzec. Przyszedł mi nagle do głowy fortel – udać chorego na żołądek; szybko rozpiąłem ubranie i, na wpół nagi, trzymając się za żołądek, przebiegłem pod oknami Czeki do miejsca, gdzie ukryłem dokument. Fortel udał się, nie zatrzymano mnie i za chwilę, z odzyskanym aktem kapitulacji w kieszeni, kroczyłem ku granicy fińskiej. Po przybyciu do Terijak15 napisałem do Poselstwa Polskiego w Helsinkach, złożyłem raport i wręczyłem szczęśliwie przewieziony dokument [kilka wyrazów nieczytelnych]. Skierowano mnie do Rygi, gdzie po złożeniu sprawozdania członkom polskiej Delegatury, zostałem wysłany do kraju w charakterze kuriera dyplomatycznego16.
NOTA REDAKCYJNA
Relację (niedatowaną) zapisano ołówkiem na dwóch kartkach papieru o wymiarach
Materiał pochodzi z archiwum domowego Krzysztofa Smołki, wnuka Marii i Edmunda Wiercińskich.
do druku podał Marek Piekut
Przypisy: