Raptularz
  • archiwum
  • podcasty
  • autorzy
  • pół serio
e-teatr
e-teatr

ISSN 2956-8609

Lesia-Stefania Michalevic

Oznaczeni na żółto

07.08.2026

Siedzę w pustym mieszkaniu. Jeszcze dziesięć minut temu byłam skupiona na tekście naukowym, teraz – przytłoczona ilością informacji – czuję, że to informacja pochłania mnie, a nie ja ją. Od dawna powtarza się ten schemat. Wydaję się sobie niewypowiedzianie mała i nieistotna w skali wszystkich książek napisanych i przeczytanych przez ludzkość, z których nic nie wynieśliśmy, co uświadamiają nam portale informacyjne. Zwykle takie informacje przyswajam łatwiej, na chłodno. Ale nie w tym przypadku.

Siedzę w pustym mieszkaniu. Wiercę wzrokiem kursor, którym najechałam na ikonkę „odtwórz”. Po lewej stronie ekranu Spotify troskliwie proponuje zapisane playlisty – jakby chciał mi dać możliwość ucieczki od albumu, który otworzyłam, ale którego nie mam odwagi przesłuchać; wydaje się, że aplikacja czuje mój lęk. Wiem, co usłyszę, bo odtwarzałam nagranie już wcześniej, ale wtedy miałam na sobie słuchawki. Teraz chciałam sprawdzić, jak zapis zabrzmi bez nich. Ostatecznie nie starczyło mi siły; dźwięk odbierany bez pośrednictwa słuchawek to wpuszczenie do mojej przestrzeni czegoś, czego już nigdy nie będę mogła się pozbyć.

Aplikacja informuje, ile czasu zajmie odtworzenie: sześć kompozycji w 20 minut i 13 sekund. Kropelki w moich uszach dzielą świat na dwa wymiary. Ustawiam dźwięk jak najciszej, aby zachować kontakt z rzeczywistością – i naciskam „odtwórz”.

Album Oznaczeni na żółto1 został wydany w listopadzie 2024 roku jako wspólny projekt Centrum Praw Człowieka „Wiasna” oraz ludzi teatru, muzyków i byłych więźniów politycznych. Prezentacja płyty odbyła się 10 grudnia w Muzeum Wolnej Białorusi w Warszawie, tego samego dnia otwarto wystawę Uczucia2, na których pokazano rysunki białoruskich więźniów politycznych. Byłam na tej prezentacji; bardzo mocno ją przeżyłam i przez wiele miesięcy nie mogłam zdobyć się na odsłuchanie albumu, który cierpliwie czekał na mnie w sieci. Każda kompozycja składa się z warstwy muzycznej i nagrań dokumentujących autentyczne wydarzenia. Każda rejestruje etapy procedury, przez którą przechodzi więzień polityczny: „aresztowanie”, „warunki”, „sąd”, „listy”, „po uwolnieniu”. Ostatnia, szósta kompozycja, nosi tytuł „dzieci”; wykracza poza to, o czym wiemy z mediów, z nielicznych, docierających zza krat wiadomości.

Obawiałam się, że jako osoba znająca białoruski, nie potrafię ocenić, czy przekaz jest zrozumiały dla ludzi, którzy tym językiem się nie posługują; jednak uważam, że wartość polityczna, artystyczna i performatywna Oznaczonych na żółto przełamuje językowe bariery. Co więcej: niezrozumienie tekstu, odczuwanie nastroju, który tworzy warstwa muzyczna, otwiera dla odbiorcy nowy wymiar.

Nie czuję się komfortowo używając w odniesieniu do tego projektu wyrażenia „dzieło artystyczne”. Choć powstało przy udziale osób twórczych, jego publikacji na platformach streamingowych dokonano z konta „VIASNY”, organizacji założonej w 1996 roku przez Alesia Bialiackiego, działacza praw człowieka, polityka, laureata Pokojowej Nagrody Nobla, a w momencie pisania pierwszej wersji tego tekstu – więźnia politycznego (ponownie)3.  Właśnie tak – odczuwam dyskomfort, gdy mówię o tym albumie jako o zjawisku artystycznym, choć takim jest. Trafiając na pogranicze estetyki i polityki, przesuwa pole, w które zwykle jest domeną dokumentowania i archiwizacji.

Panujące w dyskursie publicznym przekonanie, że wszyscy niepodległościowi działacze wyjechali z Białorusi, to mit. Faktem jest natomiast, że działalność obrońców praw człowieka, prawników, nie wspominając o dziennikarzach, którzy pozostali w kraju, jeszcze nigdy nie niosła tak wielu niebezpieczeństw. Już samo wyrażenie solidarności z więźniami politycznymi grozi utratą wolności. W tych warunkach trudno o szeroką aktywność społeczną. Tworzy to przestrzeń dla podmiany pamięci kulturowej i tym mocniej sprzyja neokolonialnej polityce Rosji wobec Białorusi. W szkolnych podręcznikach historii pisze się o tak zwanym zamachu stanu dokonanym w 2020 roku, a dzieci prowadzi na wycieczki do więzień. Archiwum nie opiera się na neutralnej pamięci, lecz na tym, co Jacques Derrida w swojej pracy Gorączka archiwum nazywa „archontyczną zasadą archiwum”, która zakłada „nomologiczne arché prawa, instytucji, udomowienia, pokrewieństwa”4. Derrida twierdzi, że bycie archontem (czyli posiadaczem archiwum) zapewnia władzę. Wszystkie metody podmiany pamięci kulturowej nieuchronnie sprzyjają ograniczeniu pamięci komunikacyjnej: „anarchiwiczna destrukcja stanowi część procesu archiwizacji i wytwarza to, co sama redukuje”, a redukcja może zejść „niekiedy do popiołów, a nawet czegoś, co mieści się poza nimi”. Album, o którym piszę, jest próbą odzyskania tej części zrestrukturyzowanego archiwum.

Na pierwszej kompozycji, Zatrzymanie, słychać krzyki funkcjonariuszy AMAP-u5. Głosy są przytłumione, prawdopodobnie zarejestrowano je wewnątrz budynku, co oznacza, że siły bezpieczeństwa brutalnie wtargnęły do mieszkania lub biura. Nagranie zostaje przerwane, słyszymy muzykę i rapera Angsta, jego śpiew zakłócają pozbawione emocji oświadczenia funkcjonariuszy milicji o wielokrotnym i umyślnym „łamaniu prawa” przez zatrzymanych. W ostatnich 50 sekundach nagrania przenosimy się na ulicę, funkcjonariusze AMAP-u grożą ludziom. Wśród pytań wyłapuję powtarzane w kółko „Co wy robicie?”. Z bezsilności –  wszyscy przecież rozumiemy, co robią funkcjonariusze.

Linia na suwaku nagrania wraca na początek – zacznie się kolejny utwór. Naciskam „stop”. Na szczęście, mogę.

Metaforyczna i fizyczna „niewidzialność” tych, którym poświęcono album przy jednoczesnej uniwersalności dźwięków i językowej swoistości nasuwają skojarzenie z pracami Joanny Rajkowskiej, które Joanna Jopek nazwała performansem znikania.

Trudno uchwytne, nietrwale, niełatwo poddające się klasyfikacji i rozpoznaniu działania Rajkowskiej można ująć w kategoriach właśnie nieoznaczoności, wymazywania czy odmowy. Konsekwentny ciąg uchyleń od polityki widzialności, od oznaczenia i zauważalnego […] można nazwać „znikaniem” – świadomym oscylowaniem na granicy widzialności i niewidzialności. Jej uchylenia stanowią celową negację obecnie obowiązującego systemu widzialności, ale […] nie są jego całkowitym zaprzeczeniem; raczej wskazaniem drogi dla alternatywnego myślenia i organizacji przestrzeni publicznej6.

Właśnie to ostatnie robią autorzy projektu – umieszczają w przestrzeni publicznej to, co z definicji pozostaje niezauważalne w codziennym życiu i, w gruncie rzeczy, pozostaje niezauważalne pomimo obecności na Spotify czy Apple Music.

Szczególną uwagę warto poświęcić tytułowi, ponieważ – podobnie jak w przypadku przywołanego w tekście Jopek Zniknij nad Wisłą Rajkowskiej – tytuł Oznaczeni na żółto jest zarówno deszyfrujący, jak i wtajemniczający.

W białoruskim systemie penitencjarnym więźniom politycznym nakleja się żółte plakietki – co oczywiste, ten sposób oznaczania ludzi nie jest oficjalnie zatwierdzony i komentowany przez władze, po prostu istnieje, jest stosowany przez administrację więzienia do identyfikacji osadzonych, tak, by nie mogli pozostać niezauważeni. Jednocześnie właśnie to oznaczenie wyklucza ich z publicznego dyskursu poza murami więzienia; konsekwencje, jakie mogą ponieść osadzeni za samo wspomnienie ich nazwiska w portalu informacyjnym, zmuszają do milczenia. Jacques Rancière pisał o dzieleniu postrzegalnego7; przestrzeń, czas, warunki i inne czynniki z definicji sprzyjają jedynie dodawaniu nowych – jakkolwiek paradoksalnie to brzmi – oznaczeń niewidzialności. Po wyjściu z więzienia ludzie nie noszą już żółtych plakietek, jednak w Białorusi nie mogą znaleźć pracy, a poza jej granicami doświadczają wykluczenia emigracji, potęgowanego przez nieznajomość języka, traumy psychiczne i fizyczne oraz utracone umiejętności komunikacyjne.

Nabrawszy powietrza, odtwarzam zgodnie z układem playlisty:

„Warunki” – szczęk kajdanek i rozmowy z osobami, które już wyszły na wolność. Opowiadają o torturach. Prawie bez emocji – jakby po prostu wyliczali fakty. Trzask łamanego kręgosłupa.

„Sąd” – trzask migawek aparatów fotograficznych. Beat. Głosy białoruskiego aktora Andreja Nowika i Alany Hebermariam, byłej więźniarki politycznej. Słychać krzyk. Dokumentalne nagranie z procesu aktywisty Sciapana Łatypawa, który podczas rozprawy próbował popełnić samobójstwo za pomocą długopisu. Jego krzyk został nagrany przez obrońców praw człowieka potajemnie, w czerwcu 2021 roku, i aż do premiery albumu nigdzie nie był publikowany. „Kiedy go usłyszałam, zrozumiałam, dlaczego. Bo to jest straszne!.. I ten krzyk brzmi teraz w utworze. Teraz może go usłyszeć każdy, ale żadne ostrzeżenie nie pomoże się przygotować na to, co usłyszysz. To nie jest obraz, który można po prostu schować. To dźwięk, który będzie ci się śnił”8 – powiedziała podczas prezentacji albumu Kryścina Drobysh, inicjatorka projektu.

„Listy”. Słychać szelest kartki, przesuwanie papierów.

„Po uwolnieniu”. Rozmowa telefoniczna między osobą, która wyszła z więzienia i osobą na wolności. Ta druga nie chce rozmawiać „o polityce”. Nie jest mi bliski sposób, w jaki odpowiada byłemu więźniowi politycznemu, ale z pełnym zrozumieniem przyjmuję uwagę: „Tylko nie przez telefon”. Rozmowa, nagrana w studiu, przywołuje tę prawdziwą, która odbyła się między byłym więźniem politycznym Alesiem Papkovichem a jego przyjacielem. Nie wiem, jak ja bym zareagowała w podobnej sytuacji, Papkovich wyszedł na wolność w 2024 roku, wtedy już od dawna nie mieszkałam w Białorusi. Myślę, jak niewiele możemy zrobić i jak ważne jest każde słowo kierowane do człowieka, który właśnie wyszedł z piekła. Myślę o tekście naukowym, z którego wynurzyłam się, by przesłuchać album, otwieram kartę przeglądarki, czytam zaznaczenie: „wpływ retrospekcji oraz subiektywna perspektywa […] okazują się trwałymi właściwościami historii mówionej”9. Myślę, jak cenne jest, że ta historia jest rejestrowana.

Docierając do ostatniego nagrania przygotowuję się na coś, na co nie da się przygotować:

„Dzieci”. Głosy Nasty i Wani, których rodzice przebywali za kratami.

Ta ostatnia część wydaje mi się najważniejsza i najbardziej intymna, to z jej powodu powstał ten tekst. Podczas prezentacji albumu Kryścina Drobysh powiedziała, że często słyszy, że dzieci szybko zapominają o trudnym doświadczeniu, że niewiele rozumieją – ja doskonale wiem, że dzieci rozumieją wszystko. Dzieci czują i, nie mniej świadomie niż dorośli, ukrywają przed nimi emocje. W kompozycji „Listy” dzieci mówią, że zbierają pieniądze, by jak tylko mama wyjdzie z więzienia, od razu mogła do nich przyjechać.

Kryścina Drobysh wraz z innymi twórcami spojrzeli na to, co codziennie widzimy w mediach, z innej perspektywy: „W każdym utworze chcieliśmy przekazać to, co dzieje się z człowiekiem wewnątrz. Nie tylko na zewnątrz. Widzimy zatrzymania, widzimy tortury. A co z samym człowiekiem?”10.

Faktycznie, twórcy dokonują tu zwrotu ku już poruszonemu tematowi historii mówionej. Marcin Jarząbek w swoim Podręczniku do historii mówionej jako jeden z powodów posługiwania się historią mówioną wskazuje na fakt, że „…pamięć ludzka zapisuje to, co z różnych powodów nie zostało zarejestrowane w żadnej innej formie. Chodzi tu nie tylko o różne wymiary codzienności czy prywatności, lecz także o celowe unikanie formalnego zapisu”11. Z kolei wśród organizacji, które „celowo unikają zostawiania po sobie pisemnych śladów działalności”, autor wymienia państwa autorytarne. W tym przypadku historia mówiona służy do zmanipulowanej rekonstrukcji przeszłości albo zmanipulowanego opisu teraźniejszości.

Tymczasem Spotify już nie zamierza mnie osłaniać. Pokazuje: każda z kompozycji była odsłuchana mniej niż tysiąc razy.

Istnieje publiczne pole możliwości spośród których wytwarza się dynamicznie to, co wspólnie „postrzegalne”. Nigdy jednak to dzielone widzialne nie reprezentuje całej wspólnoty, wszystkich możliwych interesów i postaw. Stąd właśnie wynika konfliktowy, agoniczny, dystrybucyjny i poddający się negocjacjom charakter – niezbywalnie politycznej – sfery publicznej. Owe „możliwości” mogą w niej zaistnieć za sprawą kreacji, czyli w dziedzinie estetyki. Dlatego polityka ma charakter estetyki”12.

Właśnie w tej sferze funkcjonuje album, który wciąż trudno mi nazwać dziełem artystycznym. Może z powodów, o których wspomniałam na początku: przez estetykę, przez wszystkie napisane książki, z których ludzkość nic nie wyniosła. Czy wyniesiemy coś z tego albumu? W przeciwieństwie do mnie, inni autorzy nie zadają patetycznych pytań:

…koniecznym założeniem w tak rozumianym świecie wspólnie postrzegalnego jest społeczna partycypacja. W słowie tym pobrzmiewa zresztą element tyleż uczestnictwa/działania, co dzielenia – pars oznacza wszak część i zakłada afirmatywne włączenie się w politykę widzialności13

lecz angażują się w politykę widzialności, czynią ją częścią tego, co sami widzą. Podobnie jak Rajkowska, która dostrzegła problem niewidzialności migrantów, po czym, za pomocą narzędzi estetyki, dokonała wizualizacji świadomości braku pewnej narracji.

Nieobecności tego, co inne w sferze publicznej, towarzyszy tu potrzeba demonstracyjnego uwidocznienia, prowadzenia narracji innej […] wobec tych oswojonych14.

Na przykład opublikowanie albumu muzycznego o więźniach politycznych, z udziałem więźniów politycznych, z udziałem dzieci więźniów politycznych, na wszystkich platformach streamingowych. Pod tytułem, który trudno zrozumieć, jeśli nie zna się kontekstu.

Na zewnątrz świta. Wciąż siedzę w pustym mieszkaniu. Głos małej Nasty dopełnia przerywaną muzykę przesłaniem dla mamy: „Kochamy i mocno ściskamy. Pa”. Naciskam stop. Przez chwile wpatruję się w ekran,

i –
zamykam
kartę.

Przypisy:

  • 1 Пазначаныя жоўтым, www.spotify.com, 19.11.2024, [dostęp 09.06.2025].
    2 Białoruskie Radio Racyja, „Uczucia” – Nowa wystawa w Muzeum Wolnej Białorusi, www.racyja.com, 12.12.2024, [dostęp 09.06.2025].
    3 13 grudnia 2025 roku Ales Bialiacki został zwolniony z białoruskiej kolonii karnej „w drodze ułaskawienia” w wyniku negocjacji władz w Mińsku z delegacją amerykańską. Bezpośrednio po zwolnieniu Bialiacki wraz z 123 innymi więźniami został przymusowo wywieziony poza granice Białorusi.
    4 Jacques Derrida, Gorączka archiwum. Impresja freudowska, przekł. Jakub Momro, Warszawa 2016, s. 139.
    5 Jednostki specjalne białoruskiej milicji, wykorzystywane m.in. do tłumienia demonstracji (biał. Атрад міліцыі асобага прызначэння, АМАП).
    6 Joanna Jopek, Wolałabym Nie, Kraków 2015, s. 165.
    7 Jacques Rancière, Dzielenie postrzegalnego. Estetyka i polityka, przekł. Maciej Kropiwnicki, Jan Sowa, Kraków 2007.
    8 Зміцер Міраш, «Гэта гук, які табе будзе сніцца». У Варшаве прэзентавалі альбом «Пазначаныя жоўтым», belsat.eu, 11.12.2024  [dostęp 09.06.2025].

    9 Marcin Jarząbek, Podręcznik do historii mówionej, Warszawa 2024, s. 47.
    10 З. Міраш, «Гэта гук, які табе будзе сніцца»..., dz. cyt. 
    11 M. Jarząbek, dz. cyt., s. 47.
    12 J. Jopek, dz. cyt., s. 167. 
    13 Tamże, s. 167–168.
    14 Tamże.

119/120

Białoruś. Teatr na wygnaniu

Czytaj również:

  • Spadkobiercy zatopionej Atlantydy
    07.08.2026
  • Miejsca, na których zostały ślady. Dramaturgia białoruskiego doświadczenia
    07.08.2026
  • Współczesny dramat białoruski w Polsce
    07.08.2026
  • Tutejsi nietutejsi
    07.08.2026
  • Poddać się temu strachowi – znaczy przegrać
    07.08.2026
  • Aliaksiej Strelnikau
    07.08.2026
  • Aktor na emigracji
    07.08.2026
  • 28 teatrów i 35 więzień
    z Iriną Lappo rozmawia Jarosław Cymerman
Raptularz

ISSN 2956-8609

Wydawca

Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego
ul. Jazdów 1
00-467 Warszawa

www.instytut-teatralny.pl

Redakcja

kolegium w składzie:
Grzegorz Kondrasiuk, Małgorzata Piekutowa,
Michał Smolis, Maryla Zielińska (do 31.12.2024)

raptularz@instytut-teatralny.org

współpracują:
Michał Januszaniec, Dorota Kołodziejczyk,
Alicja Borowiec