ISSN 2956-8609
1.
„Chcecie mnie zabić milczeniem, poczekajcie! Ja was zmuszę, że o mnie będziecie pisać!” – wykrzykiwała Gabriela Zapolska1. Jej biografia jest nie mniej interesująca od twórczości dramatopisarskiej, zapracowała nią na legendę, która fascynuje kolejne pokolenia. Pisali o niej, między innymi, Tadeusz Peiper (Gabriela Zapolska jako aktorka – książka ukończona w latach pięćdziesiątych XX wieku, ale wydana dopiero w 2004 roku, Kraków), Józef Bieniasz (Gabriela Zapolska, Wrocław 1960), Jadwiga Czachowska (Gabriela Zapolska: monografia bio-bibliograficzna, Kraków 1966) i – ostatnio – Arael Zurli (Szkło i brylanty. Gabriela Zapolska w swojej epoce, Warszawa 2016). Jednak to dwutomowe wydanie Listów Zapolskiej z lat 1881–19202 najpełniej odsłoniło Zapolską prywatną. Ich lektura przedstawia człowieka podejmującego skomplikowane decyzje, uwikłanego w szereg sprzeczności, niejednoznacznego w ocenie.
Z tego mimowolnego autoportretu […] wyziera raz po raz oblicze sfinksa – wielkiej pisarki i grafomanki, aktorki wybitnej i podrzędnej, działaczki społecznej i egocentryka, socjalistki i burżujki, radykała i kołtunki, kokoty i matrony, emancypantki i utrzymanki, filosemitki i antysemitki. Która Zapolska jest prawdziwa?
– pytał we wstępie Edward Krasiński3.
Artystka funkcjonowała w stanie permanentnej wojny ze światem, w relacjach z ludźmi bywała niesprawiedliwa i okrutna, nie potrafiła zdystansować się wobec krytyki, której jej nie szczędzono. Rywalki sceniczne, nawet zdolne i utalentowane, poniżała. Niezaspokojone ambicje przekuwała nie tylko w sukcesy, ale i w klęski – osobiste i artystyczne. Nie umiała się z nimi pogodzić, odreagowywała więc agresją. Skonfliktowana nie tylko ze środowiskiem teatralnym, ale i społeczeństwem. W sferze intymnej nie była łatwą partnerką dla kolejnych kochanków i mężów. Całe życie, nie bez racji, buntowała się, a umierała – sfrustrowana i rozgoryczona. Cóż, nie ona jedna, prawda?
2.
W dramaturgii życia Zapolskiej Irena Eichlerówna odnalazła potencjał na sceniczną opowieść. W 1977 roku ta wybitna aktorka dobiegała siedemdziesiątki i – świadomie, bez złudzeń – domykała już karierę, nie tylko z racji wieku, ale i gwałtownych zmian w samym teatrze, których nie chciała i nie potrafiła zaakceptować. Jako aktorka znała dobrze twórczość dramatyczną Zapolskiej. Jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej zagrała tytułową bohaterkę w Pannie Maliczewskiej (Teatr im. Słowackiego w Krakowie, 1932). Po wojnie wystąpiła jako Hanka w Moralności pani Dulskiej (Teatr Nowy w Warszawie, 1950), gdzie w roli Zbyszka partnerował jej Władysław Sheybal. Ich sceniczny romans przerodził się w kilkuletni związek dojrzałej kobiety i młodszego o piętnaście lat mężczyzny. W 1957 roku Eichlerówna pozwoli, żeby niedoświadczony Sheybal wyreżyserował ją jako Lulu w Skizie Zapolskiej. Wkrótce potem aktor opuścił komunistyczną Polskę, udając się do Wielkiej Brytanii. Za granicą – już jako Vladek Sheybal – zrobił karierę filmową, partnerując, między innymi, Seanowi Connery’emu jako agentowi 007 w Pozdrowieniach z Rosji (1963) czy Richardowi Chamberlainowi w Szogunie (1980). Z Eichlerówną się rozstał, ale pozostali przyjaciółmi do końca życia.
To właśnie Sheybal miał pierwotnie zagrać Stanisława Janowskiego, malarza i męża Zapolskiej, w Tej Gabrieli…, przedstawieniu faktomontażu, bazującym na wspomnianych listach artystki, którego prapremiera odbyła się 8 stycznia 1977 roku w Teatrze Małym, ówczesnej scenie Teatru Narodowego. Ostatecznie wystąpił w tej roli Andrzej Łapicki, który podpisał się na afiszu również jako reżyser. Sceniczny portret Stanisława Janowskiego Eichlerówna wykreowała na użytek przedstawienia, świadomie fałszując obraz, wyłaniający się z listów Zapolskiej i z jego pamiętnika, zdeponowanego w zbiorach rękopisów Ossolineum. Smutnego mężczyznę zastąpił barwny inteligent z poczuciem humoru – ten kostium idealnie przylegał do scenicznego i prywatnego wizerunku Łapickiego. Tekst dwuosobowej sztuki opracowała bowiem razem z Tamarą Karren sama Eichlerówna. Sceniczna obecność Sheybala wyostrzyłaby autobiograficzny wydźwięk samego przedstawienia, ale i bez niej chyba nikt na widowni nie wątpił, że legendarna Eichlerówna, przyglądając się życiu Zapolskiej, opowiadała również o sobie i grała siebie.
3.
Kiedy
wchodzimy do teatru, z góry wiemy, że aktorka od pierwszej chwili zagarnie
scenę dla siebie, że swoje kwestie na pół wyśpiewa w sposób sobie tylko
właściwy, zbliżając język polski do wielkich języków świata, zawsze śpiewnych;
że wykona mnóstwo szerokich gestów; że będzie się nurzać w strumieniu własnego
głosu, że będzie grać rękami i nogami, że wszystko, co znajdzie się w jej
zasięgu, przywołane będzie do pomocy, że nie pozostawi ani centymetra
przestrzeni bez swego władztwa; że postać kreowana zostanie zmiażdżona, pochłonięta
– jak kawał mięsa przez maszynkę do mielenia mięsa – cała. Wchodzimy do teatru
często z góry zniechęceni do tej tyranii, monotonii środków; często
przychodzimy także z inną koncepcją roli, ale kończy się zawsze tak samo:
wychodzimy raz jeszcze pokonani. […] Najbardziej zdumiewają mnie dwa
spostrzeżenia: 1) że aktorka, która zawsze gra tylko siebie, nie staje się
nigdy nudna, 2) że nigdy postać kreowana nie traci w związku z aktorką,
przeciwnie. Jeśli nawet rola nie leży Eichlerównie, potrafi ona wzbogacić ją
dodatkowymi, nawet obcymi wartościami i uczynić ją podwójnie ciekawą,
wielodenną4.
– to najkrótszy, celny opis oryginalnego aktorstwa Ireny Eichlerówny, pióra Adolfa Rudnickiego. Nie inaczej postąpiła z rolą Gabrieli Zapolskiej, której właściwie nie grała, bo przecież grała cały czas Eichlerównę. Albo jeszcze inaczej: grała Zapolską, która gra Eichlerównę. Aktorstwo na poziomie meta było również cechą artystki.
4.
Nie interesowała się odtworzeniem życia autorki Moralności pani Dulskiej, pragnęła bowiem uchwycić i przekazać sedno osobowości Zapolskiej, jej wyjątkowość na tle teatralnego środowiska i młodopolskiej epoki. Dostrzegła w niej bratnią duszę – artystkę wrażliwą na piękno, ambitną i niezwykle pracowitą, mimo ustawicznych kłopotów zdrowotnych. Nie wahała się przy tym ukazać jej małości, huśtawek nastrojów, histerii, kabotyńskich i pozerskich popisów. Potrafiła się z nich śmiać, dystansując się od bohaterki, ale czy również od siebie samej?
Z drugiej strony Eichlerówna broniła Zapolskiej jak lwica, doskonale rozumiejąc sytuację gwiazdy, walczącej z kolejnymi dyrektorami, bojkotowanej i niezrozumianej przez część recenzentów i widowni.
Kiedy na scenie Teatru Małego z pasją negowała – przyklejony dramatopisarce przez krytykę – wizerunek bezwstydnej skandalistki i grafomanki, w istocie była adwokatką swojego prawa do totalnej sztuki aktorskiej, przez nikogo i nic nieograniczonej. Blisko pięć dekad pracy scenicznej i dojrzały wiek aktorki w naturalny sposób prowokowały rozrachunki, a tą rolą stawiała sobie kolejny pomnik.
Eichlerówna, świadoma wszystkich niedoskonałości Zapolskiej, nie przestawała jednak widzieć w niej człowieka. Rozumiała ją jak aktorka – aktorkę i kobieta – kobietę, więc chciała przy niej pozostać sobą: wielką artystką bliską innej wybitnej indywidualności. Pełne bólu i krzywd (prawdziwych i urojonych) życie Zapolskiej Eichlerówna mogła z łatwością utopić we łzawym, melodramatycznym sosie, gdyby była aktorską „szmiruską”, ale uchronił ją instynkt i wybitne poczucie humoru. Dlatego nie pokazała Zapolskiej jako ofiary, ale drapieżną, bezkompromisową buntowniczkę.
„Gdy widzę kogoś wyżej – pracuję, żeby go doścignąć ”– tłumaczy z żarem swemu życiowemu i scenicznemu partnerowi. „Jesteś mi mężem”– cicho przypomina mu o tym, kiedy wszystko zaczyna się rwać. I to ściszenie głosu aktorki więcej znaczy niż szereg autentycznych rozpaczliwych i histerycznych listów Zapolskiej z tego okresu. Aktorka ironizuje kiedy miejsce po temu, ale w momentach zasadniczych – rozstania, wyrażenia zgody na rozwód itp. – potrafi oddać godność i wielkość tamtej kobiety. A w nagłym skuleniu się na schodach i ukryciu twarzy umie zamknąć cierpienie, płynące z wszystkich ciężkich utarczek, których Zapolskiej przez całe życie szczędzono
– pisała recenzentka „Teatru”5.
Sceniczna dramatopisarka namiętnie perorowała o teatrze, aktorach, dyrektorach, krytykach. Eichlerówna wygłaszała te uwagi, ale dodawała ironiczne komentarze i wnosiła własne emocje. „Głosili mnie jedną z najlepszych aktorek, a na scenie dla mnie – miejsca nie ma!” – w tym zdaniu trudno nie usłyszeć osobistej zadry Eichlerówny, która po drugiej wojnie światowej nie zagrała zbyt wielu ról i pauzowała latami (choć przyczyny tego stanu rzeczy były różne, a wina leżała również po stronie trudnej we współpracy, kapryśnej gwiazdy). Te dwie biografie łączył też epizod kilkuletniego pobytu za granicą: Zapolska bezskutecznie próbowała zawojować teatralny Paryż u Antoine’a, a Eichlerówna święciła sceniczne sukcesy w Rio de Janeiro w czasie wojny. Obie poznały koszty pracy aktorki w obcym języku, na emigracji.
5.
Andrzej Łapicki wyreżyserował w Teatrze Małym przedstawienie kameralne, ostentacyjnie staroświeckie, bazujące na dialogu aktorskiej pary. Scenografka Xymena Zaniewska postawiła na scenie kilka foteli, biurko i parawan, za którym wisiały elementy męskiej garderoby. Nieco wyżej, w tej samej przestrzeni, oddzielonej od reszty trzema schodkami, umieściła buduar damski – królestwo Zapolskiej i Eichlerówny: kanapy, fotele, poduszki, stolik, leżankę i mnóstwo dużych, wystrojonych lal. Miejsce wizji inscenizacyjnej i scenograficznej wypełniała w całości Irena Eichlerówna, ona była sensem tego przedstawienia, po swojemu nadawała sens biografii Gabrieli Zapolskiej, przedłużając jej życie. „Chciałabym, żeby mnie zrozumiano. Teatr to sen. Jedno spojrzenie. Jedna pauza – a już jest cały świat” – mówiła przejmująco w końcowych partiach przedstawienia. I nie musiała dodawać niczego więcej. Schodziła ze sceny w ciszy, a potem przyjmowała huraganowe oklaski. Jak bardzo Ta Gabriela… zrosła się z Eichlerówną może świadczyć próba powrotu do tytułu w 2001 roku w Teatrze Polskim, również w reżyserii Łapickiego. Chociaż Zapolską zagrała wybitna aktorka, Teresa Budzisz-Krzyżanowska, sukcesu nie udało się powtórzyć.
6.
W 2015 Aneta Groszyńska wyreżyserowała spektakl Zapolska Superstar (czyli jak przegrywać, żeby wygrać) Jana Czaplińskiego w Teatrze Dramatycznym im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu. Już tytuł był prowokacją, sytuował młodopolską artystkę w pozycji ikony popkultury. Podobnie jak w przypadku Tej Gabrieli... podstawę scenariusza stanowiły listy artystki, ale widownia nie oglądała na scenie linearnie opowiedzianej historii życia Zapolskiej. Czapliński nadał dramatowi podtytuł „kolaż biograficzny”, z bogatego życia artystki wybrał kilka epizodów, rozbudował je w sekwencje, a całość opatrzył komentarzem. Tomasz Walesiak zaprojektował wnętrze z odrapanymi ścianami i podłogą ze zdartym parkietem, wstawił na scenę kilka krzeseł, stary materac i mikrofony. Postać Gabrieli Zapolskiej została zmultiplikowana – wcieliły się w nią aż trzy aktorki: Sara Celler-Jezierska, Irena Sierakowska i Joanna Łaganowska. Mówiły tekst w pierwszej, albo w trzeciej osobie. Taka decyzja pozwalała przyjrzeć się Zapolskiej z różnych stron i z dystansu, dostrzec – dosłownie – wielość twarzy jednej artystki.
Kobieta zadziorna kłóciła się [...] z istotą wrażliwą, pragnącą akceptacji, buntowniczka o niewyparzonym języku z bezbłędnie wyczuwającą fale koniunktury konformistką, artystka o wyrafinowanym guście i wielkich ambicjach z prowincjonalną chałturzystką6.
Wałbrzyskie przedstawienie cechowała umowność, przybrało ono formę scenicznej, niezobowiązującej zabawy, pastiszu, dlatego może nie wybrzmiało w nim z całą mocą to, co było w nim serio. Przez dezynwolturę i radosną anarchię przedarła się jednak myśl o sile wybitnej, twórczej jednostki, której – mimo przeciwieństw – nie dało się zmiażdżyć i która potrafiła przezwyciężyć własną śmierć, zajmując należne miejsce w polskiej mitologii.
„Która Zapolska jest prawdziwa?” – pytał przed laty Edward Krasiński. Dopóki nie poznamy odpowiedzi na to pytanie, dopóty Gabriela Zapolska będzie nas intrygować.
Przypisy:
1 Paweł Chynowski, Irena Eichlerówna o swojej „Gabrieli”, „Życie Warszawy” 1977 (16 lipca).
2 Gabriela Zapolska, Listy, t. 1–2, zebr. Stefania Linowska, Warszawa 1970.