Raptularz
  • archiwum
  • podcasty
  • autorzy
  • pół serio
e-teatr
e-teatr

ISSN 2956-8609

Maciej Englert

Januszek. O Januszu Michałowskim

10.07.2026

Zmarł Janusz Michałowski. Był w teatralnym świecie aktorem wyjątkowym. Ale też jego droga do teatru była inna. Urodził się w Augustowie w rodzinie prostych ludzi. Jak wspominał w rozmowie Małgorzatą Adamską, już jako chłopiec utonął w świecie poezji. Czytał wszystko co było wierszem, uczył się na pamięć tych, które mu się podobały, szukał dla nich miejsca i ludzi, którym chciał je powiedzieć. Nigdy nie był w teatrze, ale postanowił zostać aktorem. W latach pięćdziesiątych, prowincjusz z drewnianą walizeczką, pojawił się na egzaminach do warszawskiej szkoły teatralnej. Tak zaczynała się jego długoletnia kariera aktorska. Zagrał, a właściwie stworzył, sto kilkadziesiąt postaci w teatrze, drugie tyle w Teatrze Telewizji. Doceniał i podziwiał talent mistrzów, ale ich nie naśladował, podobnie jak w życiu nikogo nie udawał. Piękny, charakterystyczny głos, nienaganna dykcja, charyzmatyczne, „myślące” oczy. Bogaty warsztat aktorski, poczucie humoru i autoironia – niezbędne atrybuty inteligencji, a przy tym poetycka dusza, pozwalały mu mieścić się we wszelkich gatunkach i konwencjach.

Janusz Michałowski jako Duch ojca Hamleta w Hamlecie Williama Shakespeare'a w reżyserii Macieja Englerta
Teatr Współczesny w Warszawie, 2012 | fot. Magda Hueckel
Archiwum Teatru Współczesnego w Warszawie

Już jako aktor o poważnym dorobku dołączył do Teatru Współczesnego. Wzmocnił możliwości repertuarowe tej sceny, ale stał się też ważną postacią w życiu zespołu. Był dobrym człowiekiem. Życzliwym, otwartym, skromnym. Szanował ludzi i budził szacunek w niewymuszony sposób. Nie bez przyczyny Borys Szyc mówi, że „trochę mu ojcował”. Lubiłem z nim pracować, a właściwie obserwować jego pracę nad rolą, bo szybko zrozumiałem, że zazwyczaj o postaci i funkcji, jaką pełni w sztuce, wie dużo więcej ode mnie. Nie podejmuję się opisać, jak dochodził do prawdy postaci. Ale efekt nigdy nie zawierał żadnego fałszu i zachwycał prostotą środków wspaniałego warsztatu aktorskiego. Miał w sobie coś, co Aleksander Bardini nazywał „radością grania”, która skutecznie chroni przed rutyną.

Spędził we Współczesnym ostatnie dwadzieścia lat. Był już starszym, schorowanym człowiekiem, kiedy na dwusetnym którymś spektaklu Hamleta, gdzie grał Ducha ojca Hamleta, nagle zatrzymał się – zapomniał tekstu. Przerażony próbował mówić własnymi słowami. Wreszcie zszedł ze sceny. Nie rozumiał co się stało, ciągle powtarzał, właściwie bardziej do siebie niż innych, że nigdy w życiu mu się to nie zdarzyło. Nazajutrz rano przyszedł do teatru w okropnym stanie. Postanowił, że nie może już grać. Usiłowałem go przekonać, że w teatrze to się zdarza, że może nie wziął leków, że to pochopna decyzja... Kiedy zapytałem, czy odwołujemy wieczorne przedstawienie, długo milczał, potem cicho powiedział: „Zagram”. I zagrał. Trudno wyobrazić sobie, ile to go kosztowało. Bardzo dobrze zagrał, ale wtedy po raz ostatni wystąpił na scenie.

Przychodził dalej do teatru, ale już nie grał. Zresztą niebawem teatr też przestał grać. Nastąpił długi czas pandemii Covidu. Nasze kontakty sprowadziły się do telefonicznych rozmów. Śmierć Izy Cywińskiej, jego żony, gwałtownie przyspieszyła postępy choroby Janusza. Rozmowy były coraz rzadsze, aż wreszcie telefon zamilkł. Dotarła wiadomość, że jest już w szpitalu. Później, że mówi tam wiersze, a lekarze zachęcają go, by je mówił, bo to dobrze działa na pacjentów.

Wreszcie Paweł Ziemilski, producent filmowy, bliski krewny, który nim się opiekował, przesłał wiadomość, że Janusz Michałowski zmarł. Do tej informacji załączył niezwykłe nagranie ze szpitalnej poczekalni. Widzimy w pierwszym planie głowę starego człowieka wpatrzonego w dal. W tle odgłosy rozmów ludzi, czekających na wizyty. Zaczyna mówić, cicho, z namysłem – „Gdym odjeżdżał na zawsze znajomym gościńcem, Patrzyły na mnie bratków wielkie, złote oczy”. Leśmian. Nie recytuje, ale… trudno mi znaleźć właściwe słowo, może – opowiada wiersz. Mądrze, z pełną świadomością wagi słów, metafor i myśli. Mam wrażenie, że kontekst, nadaje wierszowi dodatkowe znaczenie, gdzieś w tle proza życia i towarzyszące odgłosy ludzkich rozmów, a tu romantyczny świat poezji. Ulegam wrażeniu, że słyszę metafizyczne pożegnanie człowieka szczęśliwego, spełnionego, który nigdy ani nie porzucił, ani nie zdradził tego chłopca z domku nad augustowskim jeziorem, z głową pełną wierszy; szukającego dla nich miejsca i ludzi, którym chciał je powiedzieć. Znalazł to miejsce w teatrze. Bo, czy nie jest szczęściem spędzenie życia na robieniu tego, co naprawdę kochasz?

Czy na pewno nie wiem, czemu często mówiliśmy do niego – Januszku?

117/118

Zapolska, albo o polskim kołtunie

Czytaj również:

  • Ewolucja polskiego kołtuna
    09.07.2026
  • Zapolska czyli Foucault
    10.07.2026
  • Wieczna kobiecość Dulskiej
    10.07.2026
  • Zapolska gra Eichlerównę, czyli o performowaniu biografii
    10.07.2026
  • Dziewczyny są mniej ważne
    z Agnieszką Glińską rozmawia Dorota Kołodziejczyk
  • Pajęczyca
    z Małgorzatą Kożuchowską rozmawia Michał Smolis
Raptularz

ISSN 2956-8609

Wydawca

Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego
ul. Jazdów 1
00-467 Warszawa

www.instytut-teatralny.pl

Redakcja

kolegium w składzie:
Grzegorz Kondrasiuk, Małgorzata Piekutowa,
Michał Smolis, Maryla Zielińska (do 31.12.2024)

raptularz@instytut-teatralny.org

współpracują:
Michał Januszaniec, Dorota Kołodziejczyk,
Alicja Borowiec