Raptularz
  • archiwum
  • podcasty
  • autorzy
  • pół serio
e-teatr
e-teatr

ISSN 2956-8609

Grzegorz Józefczuk

Teatr w Drohobyczu. Czar i odwaga eksperymentu

20.03.2026

Jeżeli weźmie się pod uwagę zjawiskowe opisy flory i fauny w opowiadaniach Brunona Schulza, urok parkowych zaułków, gdzie spacerują dziewczęta a wiatr podwiewa ich sukienki, tajemniczość przydomowych chaszczy, migotanie światła w koronach drzew, a tym bardziej egzotyczne, ptasie terytorium ukryte pod dachem powieściowego domu – nie pozostaje nic innego, jak stwierdzić, że na Drohobycz, położony na axis mundi, spadł jakiś powabny czar. Bo pod wpływem chyba właśnie takiego impulsu, który kiedyś owładnął autorem Sklepów cynamonowych, dzisiaj prowadzi tu teatr Mykoła Hnatenko. Jego pełna nazwa to Lwowski Akademicki Obwodowy Teatr Muzyczno-Dramatyczny im. Jurija Drohobycza w Drohobyczu.


Aksolotle i pavo cristatus
Hnatenko pochodzi spod Ługańska, studiował w Dnipro i w Kijowie (między innymi zarządzanie teatrem), zaczynał jako aktor w 1978 roku, od 1983 roku pracuje w Drohobyczu, gdzie od 1997 roku pełni funkcję dyrektora. Kiedy byłem tam po raz pierwszy, w foyer, udekorowanym plakatami i fotografiami aktorów, z obowiązkowym fortepianem – zaskoczył mnie widok akwariów. Malutkie i wielkie ryby, żółwie, a nade wszystko – aksolotle, małe salamandry meksykańskie, płazy niezwykłe, które potrafią regenerować utracone części ciała. Zastanawiałem się potem nad tym, czy ryby lub płazy reagują na muzykę, bo czasami teatr wita gości klasycznym kwartetem albo zespołem jazzowym, kiedy odbywa się tu kabaretowo-muzyczny „Wieczorek w foyer”.

Ogród Teatru Muzyczno-Dramatycznego im. Jurija Drohobycza, Drohobycz | fot. Grzegorz Józefczuk

Niebawem trafiłem do teatralnego… ogrodu, gdzie widz może się dostać w trakcie antraktu. Dziesiątki drzewek, krzaków i kwiatów, nawet mała fontanna i dwa spore oczka wodne ze złotymi rybkami, połączone romantycznym mostkiem. Mało tego, przy ścianie teatru zbudowano woliery, żyją tu przedziwne ptaki, kuropatwy, ozdobne koguty i pawie. Także i lokalne wróble mają tu niezłe uczty. Kiedy odwiedziłem drohobycki Teatr po raz kolejny, miałem dla dyrektora Hnatenki prezent z Polski: cebulki biało-kremowych tulipanów o nazwie „Jan Paweł II”. A Stowarzyszenie Festiwal Brunona Schulza objęło opieką jednego pięknego osobnika z tej menażerii, pawia indyjskiego, którego teatr nazwał „Arlekinem”, o czym informuje stosowna tabliczka; pavo cristatus jest w Indiach zwierzęciem magicznym.

Foyer Teatru Muzyczno-Dramatycznego im. Jurija Drohobycza, Drohobycz | fot. Grzegorz Józefczuk

Chleb i złote rybki
Kilka lat temu dyrektor zbudował na skraju teatralnego ogrodu piec chlebowy, prawdziwy, jak to się mówi – zawodowy, a nie taki z wiejskiej chaty. Widziałem, jak wypieka się w nim chleb. Próbowałem. Ciasto wyrabiają aktorki w teatralnej kawiarni. Kroją sało, robią kotlety, lepią pierogi. Wszystko dla szpitali lub na front. Chleb na front! Kiedy w 2022 roku, w trzecim miesiącu pełnoskalowej wojny, rozmawiałem z dyrektorem, wyliczał: 13 tysięcy wareników, 5 tysięcy kotletów, 5 tysięcy naleśników z mięsem, tysiąc naleśników z ryżem, 80 kilo ryby smażonej, 220 kilo kapusty z mięsem, 95 kilo hołubców, 80 litrów zaprawy barszczu. Dodał, że ma „na utrzymaniu ” piętnaście osób – uchodźców wewnętrznych, którzy wtedy mieszkali w teatrze (na przykład w sali prób), plus trzy koty i dwa psy. Gotowanie odbywa się za składkowe pieniądze, czasem pomagają sponsorzy. Jest to zawodowy, repertuarowy teatr, któremu kulinarne prace nie przeszkadzają w prowadzeniu prób i graniu bogatego repertuaru, w tym pokazów charytatywnych dla uchodźców wewnętrznych. „To nasza art-terapia” – mówi dyrektor. Teatr też często podróżuje, występuje na innych zawodowych scenach lub nawet w prowincjonalnych domach kultury. Do tego wyjeżdża za granicę, gdzie gra, między innymi dla diaspory ukraińskiej. Hnatenko nie traci energii, właśnie kończy remont piwnic, które zamienił w nowoczesne schrony. Tej inwestycji nie powstydzilibyśmy się w Polsce.

Na drohobyckiej scenie, w ramach Międzynarodowego Festiwalu Brunona Schulza, grały Kroke i Bester Quartet, wrocławskie Karbido, lubelska Orkiestra św. Mikołaja oraz zespoły Serhija Żadana, występował Jan Peszek, kameralne teatry z Polski, Brazylii i Hiszpanii, Lubelski Teatr Tańca, Białostocki Teatr Lalek, kielecki Kubuś i Pinokio z Łodzi, Teatr Łesia Kurbasa ze Lwowa, Scena Plastyczna KUL Leszka Mądzika. Wykłady wygłaszali Jurij Andruchowycz, Adam Michnik, David Grossman, Sjon – czyli Sigurjón Birgir Sigurðsson, pisarz i poeta, autor tekstów piosenek Björk; Adam Zagajewski, Ryszard Krynicki. Setki wydarzeń, dziesiątki artystów z całego świata, od Brazylii po Tokio. Drohobycki teatr wystawił adaptację prozy Olgi Tokarczuk, Serenadę Sławomira Mrożka, ostatnio – proroczą – Noc Helvera Ingmara Villqista. I bodaj pierwszy w Ukrainie spektakl dedykowany Brunonowi Schulzowi. Pamiętajmy, że mówimy o mieście, które obecnie liczy około 75 tysięcy mieszkańców, o 25 % mniej niż przed kilkunastu laty; a publiczność została dramatycznie okrojona przez wojnę i emigrację młodych ludzi.

Teatr w Drohobyczu. Czar i odwaga eksperymentu
„Wieczorek w foyer”, Teatr Muzyczno-Dramatyczny im. Jurija Drohobycza | fot. materiały Teatru
Teatr w Drohobyczu. Czar i odwaga eksperymentu
„Arlekin” w wolierze w orodzie Teatru Muzyczno-Dramatycznego im. Jurija Drohobycza | fot. Grzegorz Józefczuk
Teatr w Drohobyczu. Czar i odwaga eksperymentu
Zespół Teatru Muzyczno-Dramatycznego im. Jurija Drohobycza przygotowuje posiłki na front | fot. materiały Teatru
Teatr w Drohobyczu. Czar i odwaga eksperymentu
Posiłki dla wojska przygotowane przez zespół Teatru Muzyczno-Dramatycznego im. Jurija Drohobycza | fot. Grzegorz Józefczuk
Teatr w Drohobyczu. Czar i odwaga eksperymentu
Fronton Teatru Muzyczno-Dramatycznego im. Jurija Drohobycza, Drohobycz | fot. Igor Feciak/SchulzFest

Powracający wątek Brunona Schulza
W listopadzie 2012 roku teatr wystawił premierę spektaklu Zwierciadło. Podwójna nieobecność według tekstu Jolanty Jareckiej, bieszczadzkiej artystki i aktywistki, ale nie zawodowej dramaturżki, w reżyserii Włada Sorokina. Brunona Schulza zagrał z sukcesem Iwan Herasymczuk, od tego czasu nazywam go huculskim Schulzem. Nie uważam jednak tej inscenizacji za dobrą, autorka dramatu ukazała Schulza „w muszli własnego cierpienia”, a to jeden z najczęściej powtarzanych, nudnych stereotypów. Choreograf ustawił aktorów tak, jak Schulz sam siebie na rysunkach. To kolejna kalka. Scenograf udawał, że aranżuje schulzowskie poddasze lub zapomniany pokój, na scenę wprowadził stare biurko i wieszak, w miejsce pajęczyn podwiesił zwiewną materię. Wszystko to szare i marne, jak u babci na strychu. Niemniej, powstał pierwszy dedykowany Brunonowi Schulzowie spektakl w Ukrainie, wystawiony przez państwową scenę zawodową. Wcześniej tylko Ołeksandr Owerczuk, przypisany do lwowskiej, polskiej sceny Teatr Galicjana, wyreżyserował – oparty na prozie Schulza – monodram Plac Świętej Trójcy. W Drohobyczu od 2004 roku powstało wiele ciekawych spektakli schulzowskich: Demiurgos Plus, Schulzland czy Józef and Co. Stworzył je studencki teatr Alter, założony przy Centrum Polonistycznym Uniwersytetu w Drohobyczu, kierowany wtedy przez Andrija Jurkiewycza. Schulz powracał do Drohobycza life after life dość nieoczekiwanie, właśnie przez teatr. Czołowa scena ukraińska – Narodowy Teatr im. Iwana Franki w Kijowie – ulokowany blisko ulicy Bankowej, czyli siedziby Prezydenta Ukrainy, wystawił w listopadzie 2018 roku Demiurga według prozy Schulza w adaptacji i reżyserii Olega Lipcyna, pochodzącego z Kijowa awangardowego twórcy, zazwyczaj pracującego poza Ukrainą. Uważam ten spektakl za mistrzostwo świata, sprostał konkurencji nawet wizyjnemu Sanatorium pod Klepsydrą Oskarasa Koršunovasa z warszawskiego Teatru Studio (2001). Są w nim sceny, których się nie zapomina i które wciąż trwają.

 

Struna nagle pęknie
W 2012 roku teatr drohobycki wystawił Elegię Styks według Ostatnich historii, pierwszą i – chyba dotąd jedyną w Ukrainie – adaptację prozy Olgi Tokarczuk. Pomysł podsunęła Łesia Ratyńska, adaptacji dokonali Tetiana Iwaszczenko i Ołeksandr Korol, główny, zdolny reżyser drohobyckiej sceny. Opowieść o trzech wykorzenionych kobietach, o ich nowym zakorzenianiu i traumie pamięci, została tu jednoznacznie zinterpretowana jako historia o akcji „Wisła”. Tokarczuk nie kryła takiego rodowodu fabuły, i że ten temat jest dla niej ważny, a Korol deklarował, że nie chce wchodzić w politykę. W jego spektaklu najważniejszy jest człowiek. Noblistka widziała przedstawienie (była u nas dwa razy na festiwalu schulzowskim), adaptację zaakceptowała, ale egzaltacja niektórych ról wydała się jej przesadzona i manieryczna.

Na specjalną uwagę zasługuje Noc Helvera Ingmara Villqista, w przekładzie Lesi Jaremkewycz-Ratyńskiej (premiera 30 grudnia 2021). Reżyserował, pod opieką Ołeksandra Korola, Jurij Fedczuk, niewątpliwie wiodący aktor młodszego pokolenia drohobyckiej sceny. On też zagrał Helvera, a Ałła Łatyszewa-Kruk – Karlę. To spektakl z aktorstwem skupionym, skondensowanym, bez uwspółcześniania na siłę. Przedstawienie profetyczne: za kilka tygodni, 24 lutego 2022 roku, wojska Putina zaatakowały Ukrainę. „Oglądamy półtoragodzinny spektakl dwojga aktorów w nieustającym napięciu, jak strunę naprężoną aktorską grą, która rozbrzmiewa cierpieniem, bezradnością i nieuchronnością, i wiemy że ta struna nagle pęknie” – pisała Wiera Meniok na portalu zbruc, najważniejszym ukraińskim internetowym forum kulturalno-społecznym.

Teatr w Drohobyczu. Czar i odwaga eksperymentu
Ingmar Villqist, Noc Helvera, reż. Jurij Fedczuk, Teatr Muzyczno-Dramatyczny im. Jurija Drohobycza, Drohobycz, 2021 | Jurij Fedczuk (Helver), Ałła Łatyszewa-Kruk (Karla) | fot. materiały Teatru
Teatr w Drohobyczu. Czar i odwaga eksperymentu
Ingmar Villqist, Noc Helvera, reż. Jurij Fedczuk, Teatr Muzyczno-Dramatyczny im. Jurija Drohobycza, Drohobycz, 2021 | Jurij Fedczuk (Helver) | fot. materiały Teatru
Teatr w Drohobyczu. Czar i odwaga eksperymentu
Ingmar Villqist, Noc Helvera, reż. Jurij Fedczuk, Teatr Muzyczno-Dramatyczny im. Jurija Drohobycza, Drohobycz, 2021 | Ałła Łatyszewa-Kruk (Karla), Jurij Fedczuk (Helver) | fot. materiały Teatru

Fedczuk, o skromnej posturze, wykreował postać mężczyzny mocnego i despotycznego, zarazem podszytego bezradnością wobec świata, a Łatyszewa – mądrą, pełną zrozumienia kobietę, która potrafiła przetrwać. On ubrany jak skinhead, czarna koszula, dżinsy, glany, ona w zwykłej, nieco staroświeckiej sukience. Akcję rozegrano w oszczędnej scenografii, dźwięk kropel wody kapiących do brudnego zlewu budował dramaturgię.

 

Modernistyczny sześcian z El Mariachi
Noc Helvera uważam za znaczący tytuł w repertuarowej ewolucji teatru w Drohobyczu, zobowiązanego przecież do wystawiania klasyki ukraińskiej, w tym patriotycznych w wymowie sztuk osadzonych w ukraińskiej ludowości (o czym można by wiele napisać), i z dużym wyborem sztuk dla dzieci. Zespół jest bardzo dobry w repertuarze farsowym i komediowym oraz w rolach wymagających umiejętności wokalnych. W zespole ważną funkcję pełnią również aktorzy weterani, skarby każdego teatru.

Aby zmierzyć się z nowoczesną dramaturgią i wypracować nową strategię inscenizacyjną, Teatr im. Drohobycza poszukał repertuaru kameralnego. Na scenie stanął modernistyczny, modułowy obiekt (głównym scenografem teatru jest Jarosław Danyliw, a kostiumologiem – Julia Hnatenko). W tym sześcianie skonstruowanym z rur można montować rozmaite podesty, wchodzić do niego z każdej strony, może on być wszystkim, domem, niebem albo piekłem, a nawet kurnikiem.

W lutym 2023 odbyła się premiera Serenady Sławomira Mrożka, w przekładzie Wiery Meniok, reżyserował Ołeksandr Korol. W roli Lisa wystąpił Jurij Fedczuk, barwne kury z kurnika zagrały Tetiana Modżuk, Oksana Fedczuk, Olha Jakowenko, a Koguta – Maksym Szypin. Tłumaczka doskonale oddała język Mrożka. Kurnikiem stała się wspomniana, magiczno-symboliczna instalacja sceniczna. Korol lubi dynamikę, bawi się stylizacjami, Lis Fedczuka przypominał więc Antonia Banderasa z filmu Desperado, z tą różnicą, że w futerale zamiast gitary nosił wiolonczelę. Przedfinałowej sceny likwidacji Koguta nie powstydziłby się sam El Mariachi.

Sławomir Mrożek, Serenada, reż. Oleksandr Korol, Teatr Muzyczno-Dramatyczny im. Jurija Drohobycza w Drohobyczu, 2023 | fot. Julia Romanek

Obecność polskiej dramaturgii w repertuarze Lwowskiego Akademickiego Obwodowego Teatru Muzyczno-Dramatycznego im. Jurija Drohobycza w Drohobyczu nie jest jedynym dowodem otwartości tej sceny. Teatr prezentował utwory współczesnego tureckiego dramaturga Tuncera Cücenoğlu, goszczącego na premierach. Zespół co roku wyjeżdża na gościnne występy do Turcji, współpracuje z nim Radu Ghilas, znany rumuński aktor teatralny z reżyserskim zacięciem. Kilka lat temu współreżyserował przedstawienie dedykowane Adamowi Mickiewiczowi i Mihailowi Eminescu, wielkim romantykom literatury, w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach, we współpracy z Teatrem Narodowym w Jassach. Tak splatają się teatralne drogi.

 

Wariat Trump w Drohobyczu
Jeszcze barwniejsze wydają się niektóre propozycje współczesnej dramaturgii ukraińskiej. Drohobycki teatr podejmuje wyzwania w tej trudnej sytuacji, kiedy zmęczonej wojną publiczności nie zawsze jest do śmiechu, i może zawyć syrena alarmu lotniczego, a wtedy spektakl trzeba przerwać. Niedawno wybrałem się na Dom wariatów „Tęcza” i śmiałem się jak rzadko kiedy, tymczasem moi sąsiedzi w teatralnych fotelach jakby znacznie mniej. Historia dotyczyła wyborów do Rady Najwyższej, organizowanych w komisji zlokalizowanej w domu wariatów w Kulparkowie we Lwowie, gdzie od 1875 roku działa szpital dla chorych psychicznie. Ironia i gorzki, bardzo gorzki humor osadzony w realiach społeczno-politycznych Ukrainy, zmierzał do pokazania, że granica między normalnością a wariactwem bywa dość płynna. Nie zdekodowałem większości oryginalnych wzorców, pojawiających się postaci, ale Donalda Trumpa poznałem od razu. Proszę pomyśleć: wariat Trump w Drohobyczu! Przedstawienie jest adaptacją opowiadania Hi-hi-hi lwowskiego prozaika Jurija Wynnyczuka, w Polsce znanego, między innymi, jako autora powieści Tango śmierci, która omal nie dostała wrocławskiego literackiego Angelusa (ale zdobyła angelusową nagrodę Natalii Gorbaniewskiej). Premiera tej wieloobsadowej sztuki odbyła się pod koniec listopada 2025, nad inscenizacją pracowała Tetiana Awramenko, reżyserował Iwan Herasymczuk.

Teatr w Drohobyczu. Czar i odwaga eksperymentu
Ołeksandr Wojtek, Rozmowa o życiu, reż. Ołeksandr Korol, Teatr Muzyczno-Dramatyczny im. Jurija Drohobycza, Drohobycz, 2026 | Tetiana Modżuk | fot. Grzegorz Józefczuk
Teatr w Drohobyczu. Czar i odwaga eksperymentu
Ołeksandr Wojtek, Rozmowa o życiu, reż. Ołeksandr Korol, Teatr Muzyczno-Dramatyczny im. Jurija Drohobycza, Drohobycz, 2026 | Tetiana Modżuk | fot. materiały Teatru
Teatr w Drohobyczu. Czar i odwaga eksperymentu
Ołeksandr Wojtek, Rozmowa o życiu, reż. Ołeksandr Korol, Teatr Muzyczno-Dramatyczny im. Jurija Drohobycza, Drohobycz, 2026 | Tetiana Modżuk | fot. materiały Teatru

Na początku 2026 roku miał premierę zaskakujący monodram Rozmowa o życiu, wyreżyserowany przez Ołeksandra Korola na podstawie sztuki młodego dramaturga Ołeksandra Wojtka. To rodzaj retrospekcji, która może dotknąć każdego w obliczu śmierci. Przez część przedstawienia aktorka szamocze się w centralnie ustawionej, wypełnionej wodą, skrzyni, przypominającej trumnę. Efekt niesamowity, tym bardziej, że występująca w monodramie Tetiana Modżuk jest aktorką delikatnej, dziewczęcej postury, a tutaj gra śmierć. Makijaż spływa jej po policzkach jak farba, mokre włosy sklejają się jak u topielca, wyraźne są tylko skrzące, wpatrujące się gdzieś w przestrzeń oczy. Jej rola to kolejny dowód potwierdzający potencjał zespołu z niewielkiego, magicznego miasta Drohobycz. To również argument dla tezy, że bez eksperymentów teatr marnieje i zaczyna schlebiać gustom widzów, którzy chcą tylko wzruszeń albo rozrywki. Dyrektor zmaga się, jak większość teatrów na świecie, z dwiema bolączkami – finansami i publicznością, które stawiają zaporę teatralnemu, modernistycznemu rozpasaniu. W czasie wojny kondycja budżetówki jest zawsze marna, ale Hnatenko potrafi sobie dać radę, utrzymuje teatr i o niego dba. Równocześnie jego, dopuszczająca eksperyment, polityka repertuarowa otwiera furtki, które pozwalają wyjść z rutyny, manieryzmu, sztamp, egzaltacji scenicznej i forsowanej emisji głosu.

Ołeksandr Wiatr, Smak słońca, reż. Ołeksandr Korol, Teatr Muzyczno-Dramatyczny im. Jurija Drohobycza w Drohobyczu, 2022 | fot. materiały Teatru

Na koniec przywołam jeszcze jeden gest odwagi dyrekcji drohobyckiej sceny. W maju 2022 roku teatr wystawił Smak słońca Ołeksandra Wiatra w reżyserii Ołeksandra Korola, historię o życiu wojennym w ukryciu, gdzie nieoczekiwanie trafia człowiek z przeciwnej strony barykady, i spotyka tu swoich bliskich. Los zagrał z nim okrutnie, choć, tak jak każdy kocha życie i miejsce swojego urodzenia. Jest to problem, który dotyka wiele ukraińskich rodzin.

Przedstawienie pokazywano na strychu teatru, przez mały lufcik wpadały na scenę promienie słońca. Kiedy zawyły syreny alarmu lotniczego nie było wiadomo, czy to jeszcze jest teatr, czy to już rzeczywistość.

109

Ukraina.
Rok dwunasty i czwarty

Czytaj również:

  • Doraźny gest solidarności?
    20.03.2026
  • Moja Ukraina 2026 – widok cudzego cierpienia
    20.03.2026
  • Czy sztuka może zabijać?
    z Magdaleną Szpecht rozmawia Piotr Dobrowolski
Raptularz

ISSN 2956-8609

Wydawca

Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego
ul. Jazdów 1
00-467 Warszawa

www.instytut-teatralny.pl

Redakcja

kolegium w składzie:
Grzegorz Kondrasiuk, Małgorzata Piekutowa,
Michał Smolis, Maryla Zielińska (do 31.12.2024)

raptularz@instytut-teatralny.org

współpracują:
Michał Januszaniec, Dorota Kołodziejczyk,
Alicja Borowiec