ISSN 2956-8609
„Reżyser, dramatopisarz, autor scenariuszy teatralnych i telewizyjnych, pedagog, aktor i lalkarz, dyrektor teatru, a sporadycznie również scenograf”1, „Schiller teatru lalek”2, który „wyprowadził teatr lalkowy z dziecięcego getta”3. „Był człowiekiem nieprzeciętnym […] optymistą z ogromnym poczuciem humoru”4. Twórca totalny, wielokrotnie inspirujący się w swojej twórczości własnym życiem. Jan Wilkowski.
Ostatnie lata przyniosły kilka publikacji dotyczących zarówno jego biografii, jak i twórczości. Wszystko za sprawą okrągłej, setnej rocznicy urodzin, która w okolicach 2021 roku przyniosła m.in. wspomnienia przybliżające sylwetkę artysty, wydane przez Teatr Lalka5 czy opracowanie dramatów Wilkowskiego, które ukazało się w serii „Dramat Polski. Reaktywacja”6.
Czy blisko trzy dekady po śmierci Jan Wilkowski może stanowić inspirację dla współczesnych twórców? Czy jego dramaty nadal są aktualne i są twórczym materiałem dla młodych? Czy spuścizna, o której wspominają jego uczniowie, jest żywa tylko w nich, czy również oddziałuje na tych, którzy nie mogli się z nim spotkać osobiście?
Jan Wilkowski urodził się w 1921 roku jako drugie dziecko Stanisława i Franciszki Wilkowskich. „Ojciec był grafikiem, cynko- i litografem, matka – całe życie wyłącznie matką”7. Ale to właśnie ta zwyczajna, wciąż obecna, mama otworzyła przed nim baśniowy świat. Jak wspomni po latach: „Bajka była skromna i nieefektowna, tak jak Ona i ten kuchenny świat, ale za to prawdziwa – przeżyta, a nie opowiedziana i przez to właśnie niezwykła”8. Podobny świat tworzył Wilkowski później w pisanych przez siebie sztukach dla dzieci. To one stanowią główny nurt jego dramatopisarskiej działalności. W centrum wielokrotnie stawiał w nich dziecko i jego problemy, co było w pewien sposób nowością w powojennej literaturze, przepełnionej księżniczkami, smokami czy przekładami z literatury radzieckiej. Wokół dziecka budował fabułę swoich przedstawień, a świat, w którym umieszczał postaci nasycał emocjami. Precyzyjnie rysował charaktery bohaterów sztuk, jednocześnie tworzył dla nich świat z bardzo ludzkimi problemami, co spowodowało, że jego utwory, czytane po pięćdziesięciu latach, są nadal aktualne, współczesne teatry natomiast coraz chętniej wracają do twórczości Wilkowskiego dla młodych widzów.
Niech przykładem będzie seria o Misiu Tymoteuszu, która po ponad sześćdziesięciu latach od premiery pierwszej ze sztuk (Tymoteusz Rymcimci, Teatr Lalka, reż. Jan Wilkowski, prem. 25 marca 1960), pozostaje wiąż obecna na polskich scenach lalkowych i staje się inspiracją dla kolejnych pokoleń (ostatnia premiera pt. Miś Tymoteusz, w reż. Wojciecha Stachury, inspirowana sztukami o Misiu Tymoteuszu miała miejsce w Teatrze Groteska 22 marca 2025). Temat rodzicielstwa nurtował tak samo Wilkowskiego, jak i współczesnych rodziców. Relacja Misia Tymoteusza i Taty Niedźwiedzia ma wiele z współczesnego rodzicielstwa – opiera się na partnerstwie i obopólnym zrozumieniu. Choć mały Miś wielokrotnie ma rację, to nie umniejsza ojcowskiego autorytetu. Tymoteusz stara się zrozumieć otaczający go świat, jednocześnie akceptując go takim, jakim jest. Choć współcześni badacze mogliby zarzucić sztukom Wilkowskiego brak wrażliwości na przemoc fizyczną, jako „metodę” wychowawczą (wizja „lania”, którą nosi w swojej głowie Tymoteusz) czy nie akceptacji odmienności i pielęgnowania uprzedzeń (Psiuńcio musi sobie zasłużyć na pozostanie w domu Niedźwiedzi poprzez wykazanie swojej „przydatności” – odstraszenie Lisa), to trzeba pamiętać, że „sztuki o Tymoteuszu mówią przede wszystkim o tym, jak dziecko widzi świat”9. Sposób jego przedstawienia w sztukach odpowiada temu, co było społeczną normą w momencie ich powstawania. Nie zmienia to jednak faktu, że twórczość Wilkowskiego dla dzieci, z koniecznymi uwspółcześnieniami i skrótami, może stanowić punkt wyjścia do atrakcyjnych dziś spektakli. Udowadnia to wspomniana wcześniej premiera Teatru Groteska, gdzie stworzony w latach sześćdziesiątych przez Wilkowskiego świat – kuchnia i wspólne przygotowanie jajecznicy – zostaje przeniesiony do drugiej dekady XXI wieku i świata Internetu, gdzie Tata Niedźwiedź jest influencerem i prowadzi swój kanał kulinarny na YouTube. Dramaty Wilkowskiego zaadaptowała Sandra Szwarc, a w intensywnej i barwnej scenografii Aleksandry Iwańczyk, opartej na „pluszowej” estetyce lalek typu muppet10, wyreżyserował tę historię Wojciech Stachura. To, zaproponowane w Grotesce, uwspółcześnienie Wilkowskiego zostało bardzo dobrze przyjęte przez publiczność i stało się hitem repertuarowym.
Sukcesem serii o Misiu Tymoteuszu11 jest niewątpliwie jej stała obecność w teatrach lalkowych. Niestety, triumfu przygód niedźwiadka nie powieliły inne dzieła Jana Wilkowskiego, w tym najgłośniejsze, wręcz ikoniczne, spektakle w jego adaptacji i reżyserii. Guignol w tarapatach, we współautorstwie z Leonem Moszczyńskim (piszącym później pod pseudonimem Jan Ośnica) czy O Zwyrtale muzykancie, czyli jak się stary góral dostał do nieba, inspirowany tekstami Kazimierza Przerwy-Tetmajera, od dziesięcioleci nie są obecne na polskich scenach.
Przygody szewczyka Guignola – opowiadające o niesprawiedliwości społecznej i wykorzystywaniu biednych przez bogatych, opierające się na bardzo prostym konflikcie uruchomionym przez niemożność zapłacenia pieniędzy za komorne – mogłyby stanowić ramy dla współczesnego spektaklu. Choć od prapremiery w 1956 roku minęło kilkadziesiąt lat, to zarówno Dyrygent Głód, jak i Dyrygent Wojna (pod postaciami których ukrywają się reprezentanci władzy – Kamienicznik, Komisarz i Sędzia) nie są postaciami anachronicznymi. A rozwiązania sceniczne, inspirowane tradycyjną, lalkową komedią uliczną, w połączeniu z elementami teatru Bertolda Brechta (efekt obcości oraz songi komentujące akcję sceniczną), niewątpliwie odnalazłyby zainteresowanych wśród współczesnych widzów. Pozostaje zatem pytanie, dlaczego kolejne wystawienia Guignola w tarapatach (ponad dwadzieścia) nie przyniosły sukcesów, a od ponad trzydziestu lat sztuka nie gości na polskich scenach? Halina Waszkiel zasugerowała, że może być to kwestia silnego powiązania sztuki Guignol w tarapatach z „aktorską osobowością Wilkowskiego i jego rolą Jeana”12. I myślę, że trudno się z tą tezą nie zgodzić, bo mierzenie się z twórczością Jana Wilkowskiego to zupełnie coś innego niż mierzenie się z jego artystyczną legendą. Wszystkie kolejne wystawienia miały miejsce jeszcze za życia artysty, ale sprawność i charyzma Wilkowskiego-aktora, który z ogromną lekkością uprawiał teatr interaktywny (który współcześnie zyskuje na popularności), były w tamtym czasie nie do podrobienia, a i dzisiaj uchodzą za niepowtarzalne umiejętności, którymi może się poszczycić zaledwie garstka artystów. Zharmonizowanie między aktorem-lalkarzem (Wilkowskim) a lalką (Guignolem) skutkowało również tym, że Guignol w tarapatach w reżyserii i adaptacji Wilkowskiego bardzo szybko został określony przez krytyków symbolem równości lalki i aktora jako bohaterów scenicznych. Relacja, którą Wilkowski zbudował z pacynką Guignola, widoczna chociażby na fotografiach z realizacji w Teatrze Lalka, jest niepodważalnym potwierdzeniem tezy o jego wielkich animacyjnych umiejętnościach i zdolności realnego nadawania życia przedmiotom. Nie dziwi więc fakt, że późniejsze próby zmierzenia się z dramatem kończyły się bez spektakularnych sukcesów, a od roku 1995 nie znalazł się „odważny” by zmierzyć się z legendą Wilkowskiego-artysty.
Jednakże to nie wspomniany Zwyrtała czy przytoczeni Tymoteusz i Guignol stanowią dla badaczy „perłę w koronie Jana Wilkowskiego”13. Jest nią napisana w 1969, a wyreżyserowana przez Wilkowskiego w 198314 Spowiedź w drewnie. Urzeczony postacią Jędrzeja Wowry (biednego rzeźbiarza, który przeszedł do historii jako autor figury Chrystusa Frasobliwego) i zainspirowany książką Świątkarz powsinoga autorstwa Tadeusza Seweryna, Wilkowski stworzył swoją wersję opowieści o Wowrze, nazwaną później „spowiedzią Wilkowskiego”15. „Najgłębszy sens Spowiedzi w drewnie tkwi w jego »lalkowości« – w dialogu człowieka i przedmiotu, rzeźbiarza i kreowanej figury, artysty i jego dzieła, człowieka i Boga”16. Rozmowa Świątkarza z rzeźbionym przez niego Frasobliwym jest punktem wyjścia do opowieści o losie artysty – od jego wiary w twórcze działania, przez marzenia o idealnie ruszającej się figurze Kukaśki, po artystyczne nienasycenie i niespełnienie. „Dołeś mi, Ponieboze, spryt w renkach i cucie… ale lo cego taki mały!...”17 – podsumuje Jędrzej swoje artystyczne życie. Świątkarz wierzy, że rzeźbiony przez niego Chrystus będzie w stanie wysłuchać jego spowiedzi, zrozumieć i wybaczyć mu wszystkie przewiny wobec wyrzeźbionych figur świętych. To właśnie niedoskonałe Świątki towarzyszą rozmowie twórcy ze Stwórcą, wykrzykując swoje pretensje. Własne dzieła dokonują sądu nad Świątkarzem, oskarżając go o niemoralność oraz żaląc się Frasobliwemu na wszelkie niedoskonałości swoich wizerunków. Są w tym zawistne, agresywne i próżne, a w finale brutalne – Świątkarz zostaje „ukamienowany” przez spadające na niego z półek figury Świętych.
Wilkowski powołał do scenicznego życia Wowro i jego dzieła, żeby opowiedzieć o artyście, „który marząc o Sztuce, musi znosić niezrozumienie, biedę, ataki krytyków i zleceniodawców, a także własne artystyczne nienasycenie”18. Pisał niewątpliwie o sobie i swoich losach. Pierwsza z realizacji w reżyserii Jana Wilkowskiego odbyła się w 1983 roku19 i podobnie jak większość jego reżyserskich prac, przeszła do historii polskiego teatru lalkowego. Sam wyznał: „Naprawdę w pełni usatysfakcjonowany byłem realizacją tej sztuki tylko raz. Było to w Szczecinie”20. Do samej Spowiedzi w drewnie wracano jeszcze wielokrotnie w późniejszych latach. Reżyserii podejmowali się m.in. Stanisław Ochmański, Krzysztof Rau, Krystian Kobyłka czy w minionym roku Ryszard Doliński, który udowodnił, że prosta opowieść o niepiśmiennym rzeźbiarzu może poruszać również współczesnych widzów.
Realizacja w reżyserii Ryszarda Dolińskiego z Teatru Lalki i Aktora Kubuś w Kielcach, zdobyła uznanie jurorów i widzów w trakcie XI edycji Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej i Europejskiej „Klasyka Żywa”. By nadać historii Świątkarza lokalny kontekst – Doliński zdecydował się na przełożenie dramatu Wilkowskiego na gwarę świętokrzyską (autorem przekładu jest Stanisław Cygan) – i inscenizacyjnie jest to jedyna zauważalna różnica względem pierwowzoru, którym był wspomniany spektakl w reżyserii autora z 1983 roku. Kielecka realizacja powraca do prostoty i skromności, którą zaproponował Wilkowski. Wszystko odbywa się w kameralnej, drewnianej pracowni rzeźbiarza (scenografia: Mikołaj Malesza). Spowiedzi Świątkarza towarzyszy, analogicznie do szczecińskiej realizacji, ukryta animacja Świątków oraz Frasobliwego (Frasobliwy – Andrzej Kuba Sielski; Święte, Święci – Jolanta Kęćko, Beata Orłowska). Powrót do korzeni, który zaproponował Ryszard Doliński, okazał się nie lada sukcesem i – jak wynikło z pospektaklowej rozmowy – odpowiedzią na współczesne potrzeby widzów. Podobnie jak przed laty u Wilkowskiego, tak i w kieleckiej realizacji porusza widzów „poetycki manifest animacji”21 oraz opowieść o rozliczaniu się ze światem. Aktualnie obserwowany w kulturze zwrot ludowy (zwany niekiedy „chłopomanią 2.0”) jest próbą poszukiwania przez młodych autentycznych, nielukrowanych korzeni własnej tożsamości, ale także powrotu do tego, co w pewnym sensie jest pierwotne. Pokazanie kieleckiej Spowiedzi w drewnie współczesnej młodzieży może nieść ze sobą również zaczątek rozmowy o internetowym hejcie – temacie niezwykle aktualnym i trudnym. W końcu figury świętych właśnie w taki sposób – zawistny i agresywny – obwiniają rzeźbiarza o swoje niedoskonałości, a w finale dokonują na nim samosądu.
Przyglądając się twórczości Jana Wilkowskiego można dostrzec, jak duży wpływ na prace dramaturgiczne miało jego życie i doświadczenia zawodowe. Każda ze wspomnianych powyżej sztuk jest opowieścią o innym Wilkowskim – ojcu, artyście na początku i końcu drogi zawodowej. To odbicia jego radości, obaw, ale również niespełnionych ambicji twórczych. Zostawił w nich cząstkę siebie. I tak w Guignolu w tarapatach lalkarze otrzymali swój hymn, z przygód Tymoteusza Rymcimci można wyprowadzić wstęp do nowej pedagogiki, opartej o zmianę podejścia do postrzegania małego widza, ze Spowiedzi w drewnie natomiast pozostał obraz artysty i jego relacji z dziełem, rozwinięty później w dramacie Kukły i ludzie. I choć twórczość Jana Wilkowskiego nie jest najbardziej eksploatowana w polskim teatrze, to jego legenda pozostaje żywa nie tylko wśród studentów i współpracowników, ale staje się coraz częściej materiałem twórczym dla pokoleń artystów, którzy Wilkowskiego nie spotkali na swojej drodze.
Przypisy: