ISSN 2956-8609
1.
Nigdy
nie wiedziałem tak pomazanej książki, pełnej odręcznych zapisków wykonanych
ołówkiem. Korygowała w ten sposób fakty, miejsca i nazwiska. Odebrałem to
działanie jako akt wzruszającej bezradności, chociaż jej samej towarzyszyła
zapewne w tamtych chwilach irytacja. W końcu dotyczyło to jej życia. Nie
opublikowała jednak sprostowania, chociaż w latach wcześniejszych z chęcią
sięgała po pióro, wysyłając polemiczne listy do różnych redakcji. Tym razem
milczała, być może z lojalności (rzadka cecha u aktorów) wobec autora. A może wiedziała,
że to bezskuteczne albo już bez znaczenia? Państwowy Instytut Wydawniczy wydał
tę biografię w pamiętnym 1989 roku, kiedy stanęliśmy u progu wielkich przemian,
a większość społeczeństwa pochłonęła polityka. Irena Eichlerówna zmarła 9
września 1990 roku, ledwo kilkanaście miesięcy po ukazaniu się książki.
2.
Eichlerówna. Szlachetny demon teatru
Augusta Grodzickiego powstawała przez wiele lat, autor wykonał ogromną pracę
badawczą, przede wszystkim ustalając listę ról aktorki z pierwszego,
przedwojennego okresu. Wielokrotnie konsultował się z bohaterką, mimo to nie
uniknął błędów merytorycznych. Bezpośredni kontakt z gwiazdą oznaczał dla biografa
wiele ułatwień i mnóstwo trudności.
Haracze trzeba spłacać, więc świat przedstawiony w książce oglądamy z perspektywy racji artystycznych Eichlerówny, bez uwzględnienia stanowiska drugiej strony (na przykład reżyserów, dyrektorów, scenicznych partnerów). Apologia, wbrew oczekiwaniom bohaterki, osłabia wiarygodność przekazu. W końcu cukier to trucizna, a pomnik z brązu jest martwy. Za to rysy na monolicie zawsze przyciągają uwagę.
3.
Należała
się Eichlerównie tamta biografia. Dziś niewielu odwiedza aktorkę na Starych
Powązkach, więc po co, blisko czterdzieści lat po jej śmierci, wracać do tematu?
Pozycja Eichlerówny w historii polskiego i – tak! – brazylijskiego teatru jest niepodważalna,
a porównania z Heleną Modrzejewską – jak najbardziej uprawnione. Jednak o
Modrzejewskiej powstała więcej niż jedna książka, a Jan Łomnicki na początku
lat dziewięćdziesiątych wyreżyserował popularny serial z Krystyną Jandą,
podbijając pośmiertną sławę dziewiętnastowiecznej gwiazdy. Może więc rynek wydawniczy
i polska teatrologia udźwigną dwie książki poświęcone tej samej postaci? Historia
teatru i tak egzystuje w niszy, nie podlega regułom kapitalistycznej gospodarki.
4.
Postanowiłem
zająć się Ireną Eichlerówną i w ten sposób przywrócić jej życie. Niewiele aktorek
doczekało się tak wnikliwych opisów swojej sztuki przez wybitnych ludzi pióra,
pełnych pokory wobec tajemnicy jej talentu. Niewiele tak intensywnie żyje w
anegdocie jak ona. Biograf nie powinien pominąć barwnych zakulisowych
opowieści, które za życia skutecznie budowały aurę niezwykłości, a po śmierci bohaterki
– jej legendę. Trzeba tylko ustalić granicę między prawdą a typową dla
środowiska skłonnością do konfabulacji.
Podejmuję pracę nad życiem i dorobkiem Ireny Eichlerówny, bo świat, metodologie i stan badań zmienił się od czasów Augusta Grodzickiego. A ponieważ należę do pokolenia znacznie młodszego niż Grodzicki i Eichlerówna, nie grozi mi zarzut „kradzieży” tematu. Zresztą konkurencja powinna podziałać mobilizująco na autora, taka sytuacja w realiach świata zachodniego nie jest niczym nadzwyczajnym. Niestety, w polskim pokomunistycznym grajdole wciąż jeszcze pokutuje tęsknota za monopolizacją przedmiotu badań naukowych.
5.
Razem
z upadkiem systemu pogrzebano instytucjonalną cenzurę, otwarto archiwa,
partyjne
i ministerialne, pojawiły się publikacje, które rzucały nowe światło na
przeszłość aktorki. Profesor Lidia Kuchtówna wydała Listy Wilama Horzycy
(1991), chyba jedynego mistrza aktorki,
darzonego przez nią niekłamanym szacunkiem. W 1998 roku ukazał się
trzeci tom Ćwiczeń pamięci, w którym Erwin Axer sportretował Eichlerównę
pracującą nad
rolą Marii Stuart w tragedii Schillera, za jego dyrekcji w Teatrze
Narodowym1.
Swoje wspomnienia Psy, hondy i drabina
(1991) opublikował Adam Hanuszkiewicz, były, wieloletni dyrektor Teatru
Narodowego, w którym aktorka spędziła ponad pięć dekad.
W 2014 roku na
łamach
„Dialogu” profesor Magdalena Raszewska ogłosiła Wiadomości o mojej pracy
w Teatrze Narodowym Kazimierza Dejmka,
jeszcze jednego dyrektora artystki2.
Jerzy Timoszewicz w „Pamiętniku Teatralnym” opublikował fragmenty dzienników
Zofii
Lindorfówny3, która w
wyjątkowo plastyczny sposób nakreśliła portret genialnej koleżanki.
Wszystkie
te dokumenty wnoszą nową perspektywę na twórczy dorobek Eichlerówny. A
co ze
świadectwami dotyczącymi życia prywatnego?
6.
„Biografia
prywatna Ireny Eichlerówny nie nadaje się na temat burzliwej czy
skandalizującej vie romancée, w jakiej nieraz ujmuje się żywoty sławnych
aktorek. Liczy się tylko biografia teatralna, bo teatr odsuwał inne elementy
jej życia na dalszy plan”4 – zawyrokował Grodzicki. Czy rzeczywiście można zignorować całą sferę prywatną
odtwórczyni Szimeny, Balladyny, Fedry, Marii Stuart czy Marii Tudor? Nie zadać
pytania o relacje między życiem a sztuką? Nie wniknąć w ludzkie doświadczenie,
które może być jednym z budulców roli? Grodzicki odnotowuje jedynie niezbędne,
suche fakty w kalendarium życia prywatnego. Zapewne ta decyzja biografa była
przejawem instynktu samozachowawczego. Ponieważ wcześniej Eichlerówna
zafundowała okrutny los innemu autorowi, który ośmielił się podjąć temat jej
prywatności.
7.
Juliusz
Kydryński nakreślił portret artystki w Lenie,
czyli rzeczy o aktorce, łącząc sferę zawodową z prywatną. I właśnie ta
wycieczka w życie osobiste wywołała furię gwiazdy. Kydryński napisał swoją
książkę na początku lat sześćdziesiątych. Po publikacji jej pierwszych
fragmentów w „Życiu Literackim” Eichlerówna przystąpiła do kontrataku. Zablokowała wydanie całości, argumentując, że
Kydryński bezpardonowo przekroczył granice, które uznawała za święte. Rękopisy
nie płoną, więc książka wyszła ostatecznie dopiero w 1992 roku, dwa lata po
śmierci aktorki. Przed czym tak bardzo się broniła? Krakowski literat potraktował
Eichlerównę z wyraźną fascynacją, jednak niepozbawioną krytycyzmu. Obnażał jej małość,
pisał szczerze o cielesności, o nieumiejętności radzenia sobie z upływem czasu,
o zmiennych nastrojach, zapaściach psychicznych przeplatanych falami entuzjazmu,
o samotności i potrzebie towarzystwa, o okresach buntu i rezygnacji. Powstał bardzo
ciekawy przyczynek do rozważań o kosztach uprawiania sztuki aktorstwa.
8.
Wiosną
2008, kiedy organizowałem obchody setnej rocznicy urodzin Ireny Eichlerówny
w Teatrze Narodowym, poznałem bratanicę
aktorki, Barbarę Eichler-Andruszkiewicz. Odbyliśmy kilka długich i – jak sądzę
– szczerych rozmów. Pani Barbara wyciągnęła z pawlacza to, co pozostało po
sławnej ciotce – wspomnianą na początku biografię Grodzickiego z uwagami
aktorki, zdjęcia, kilka odznaczeń, maszynopis scenariusza zrealizowanego w
Teatrze Telewizji Wspomnienia Johna
Murrella (1984), trochę listów od różnych nadawców i jeden duży zbiór
wieloletniej korespondencji prowadzonej z Władysławem Sheybalem, młodszym o
piętnaście lat aktorem i reżyserem, kolegą i homoseksualnym (czy też
biseksualnym) życiowym partnerem gwiazdy.
Związali się na początku lat pięćdziesiątych, rozstali, kiedy on wyemigrował w 1957 do Londynu, gdzie jako Vladek Sheybal zrobił autentyczną karierę. Korespondowali kolejne trzydzieści lat. Dla złaknionych sensacji czytelników listy okażą się rozczarowaniem, nie ma w nich głębokich przemyśleń o naturze świata czy teatru, przeważnie komentują codzienność. Pozwalają jednak określić relację Eichlerówny i Sheybala, już nie pary kochanków, raczej starszej siostry i młodszego brata. Po śmierci obojga miesięcznik „Teatr” opublikował przejmujące, pełne wdzięczności wspomnienie Sheybala o Eichlerównie5.
9.
Eichlerówna
drugą wojnę światową spędziła na Zachodzie, wróciła do Polski dopiero w 1948
roku. Wybrała „wygodne” życie w Brazylii, odmawiając uczestnictwa w okupacyjnym
dramacie w Polsce. Nie przeżyła codzienności łapanek, aresztowań, konspiracji,
piekła obozów koncentracyjnych, tragedii Powstania Warszawskiego. Czy cierpiała
z tego powodu? Nie sądzę, choć podejrzewam, że brak doświadczenia narodowej traumy
mógł jednak stanowić pewien problem. „Z prób zapamiętałem, że kiedy grała scenę
w sądzie z Cauchonem i innymi, to zaczęła płakać. Pytałem «dlaczego? », to mi się nie podobało,
a ona powiedziała, że chce odpokutować, bo nie mieszkała w Polsce, kiedy ludzi
męczono. Tłumaczyłem, że w taki sposób niczyjego szacunku nie zyska –
dziewczyna przesłuchiwana przez gestapo, niemęczona nawet, nietorturowana, która
by płakała, nie wzbudzi sympatii. Nie mogła tego zrozumieć”6 – wspominał Axer, który reżyserował w Teatrze Kameralnym Domu Żołnierza w Łodzi
Joannę z Lotaryngii Maxwella
Andersona (1948), pierwsze przedstawienie z udziałem aktorki po powrocie do
kraju. Czternaście lat później Eichlerówna zagrała w Teatrze Narodowym Matkę
Courage w antywojennym, epickim dramacie Brechta (1962). „To kreacja na wskroś
oryginalna, wyrosła z polskich doświadczeń ostatniej wojny i okupacji”7 – napisał Grodzicki. Wierzę, że oryginalna, ale o osobistej perspektywie aktorki
nie może być w tym przypadku mowy.
10.
Grodzicki nie podważa siły przekazu
artystycznego ról aktorki w schyłkowym okresie jej twórczości, całkowicie ignorując
fakt, że teatr podlegał dynamice zmian społecznych, politycznych, estetycznych.
Jej ostatnia rola w teatrze (Matylda von Zahnd w Fizykach Dürenmatta, 1986) okazała
się klęską z wielu powodów, ale może właśnie dlatego warto się nad nią
pochylić?
Jest dla mnie oczywiste, że karierę artystki trzeba prezentować w szerokich ramach epoki, które pozwalają spojrzeć na twórczą pracę Eichlerówny z różnych perspektyw. Nie jestem oryginalny, kto inny już przetarł te szlaki. Dorota Sosnowska pozycjonowała Eichlerównę na tle innych diw polskiej sceny – Niny Andrycz i Elżbiety Barszczewskiej, rozpoznając w ciągu ich „królewskich” kreacji różne modele kobiecości, a następnie konfrontując je ze społeczną i polityczną rzeczywistością PRL-u, z historią, która „zerwała się z łańcucha” i z gorącymi wydarzeniami kulturalnymi tamtych dni8. Podobnie Ewa Hevelke umieściła model scenicznej i ekranowej kobiecości Eichlerówny (aktorka wystąpiła przed wojną w dwóch filmach, Wyroku życia i w Róży) w obyczajowym i społecznym kontekście II RP9.
11.
Może
najtrudniej uchwycić punkty wspólne między sceną a widownią, wymianę energii
między aktorami i publicznością? Udało się to Erwinowi Axerowi w przywołanym
już tekście z Ćwiczeń pamięci, kiedy
opisywał bieg wypuszczonej z więzienia Marii Stuart, który w interpretacji
Eichlerówny stawał się metaforą wolności i nadziei w stalinowskiej Polsce. Ale,
żeby tak zagrać, trzeba – poza talentem i warsztatem – samemu być wolnym
człowiekiem. Bez tego nie ma prawdziwej twórczości. Eichlerówna nie dała się podporządkować
komunistycznemu systemowi, pozostała wolna w swojej sztuce i chyba to interesuje
mnie najbardziej, stanowi motywację i siłę napędową pracy badawczej. Polemika z
biografią Grodzickiego to tylko skutek uboczny.
12.
Barbara
Eichler-Andruszkiewicz zmarła kilka miesięcy po naszych rozmowach. Rodzina
przekazała archiwum Ireny Eichlerówny do Muzeum Teatralnego. W 2025 roku
przeglądałem więc – nie bez wzruszenia – te same papiery, które miałem po raz
pierwszy w ręku w 2008 roku. Książki Grodzickiego, z odręcznymi zapiskami
aktorki na marginesach, już wśród nich nie było.
Przypisy: