ISSN 2956-8609
Po co nam kolejny festiwal? W Polsce przecież nie brakuje imprez teatralnych! Dlaczego właśnie tu? Co jest, a co nie jest klasyką? Tego rodzaju głosy podniosły się po ogłoszeniu widomości, że Opole chce mieć festiwal teatralny.
Był styczeń 1975 roku, zbliżała się okrągła rocznica wkroczenia Armii Czerwonej do Opola. Na placu Lenina gorączka, otwarcie wznoszonego od dziesięciu lat budynku teatralnego. Jednego z kilku w PRL-u zakrojonych na skalę całego województwa, a nie jego stolicy, na miarę ambicji władz partyjnych, a nie realnych potrzeb wówczas nieco ponad stutysięcznego miasta – widownia dużej sceny liczyła 670 miejsc, widownia małej 200.
Znalezienie patrona dla nowej instytucji i określenie profilu festiwalu to historia wpisująca się w propagandową narrację tego czasu, a jednocześnie bardzo lokalna. Wiadomo – Ziemie Odzyskane, powrót do starych piastowskich grodów… Nie bez powodu właśnie Opole dwanaście lat wcześniej zostało gospodarzem Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki. O wyborze patrona dyskutowano publicznie, przeprowadzano ankiety. Rozmawiano także w redakcyjnym gronie miesięcznika „Opola”, Marek Jodłowski (poeta, krytyk literacki i teatralny, tłumacz) wykoncypował, że skoro Mickiewicz, Słowacki, Wyspiański, a nawet Norwid i Fredro już są obsadzeni w innych miastach, to można uhonorować autora pierwszej polskiej tragedii – Jana Kochanowskiego. Pomysł padł na podatny grunt, władze szybko ustaliły, że gwary Śląska Opolskiego przechowały polszczyznę Jana z Czarnolasu. „Trybuna Opolska” donosiła:
Sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR towarzysz Józef Gruszka […] wyraził radość, że [inauguracja dokonuje się] w roku obchodów 30 rocznicy powrotu Śląska Opolskiego do Macierzy. […] Mickiewicz, Słowacki, Sienkiewicz byli najbardziej poczytnymi autorami wśród rodzimej ludności Opolszczyzny1.
Teatr otwarto 23 i 24 stycznia premierami Przedwiośnia Stefana Żeromskiego na dużej scenie oraz Protesilasa i Laodamii Stanisława Wyspiańskiego na małej. Zaproszono też gości z kraju. Setki miejsc na widowni zapełniły się na spektaklach Polskiego Teatru Tańca Conrada Drzewieckiego, Wrocławskiego Teatru Pantomimy Henryka Tomaszewskiego, Krystyny Skuszanki z Teatru im. Juliusza Słowackiego z Krakowa. Apetyt na gościnne występy był ewidentny. I tu znów redaktor Jodłowski trafił w dziesiątkę: skoro patronem jest Kochanowski, skoro w kraju nie ma festiwalu poświęconego klasyce polskiej – zorganizujmy go u nas! Marek Jodłowski – Kielczanin z pochodzenia – stał się dobrym duchem tej imprezy. Pisał o niej jako krytyk, jako autor tekstów programowych do katalogów festiwalu, wreszcie wielokrotnie jurorował konkursowi.
Mariusz Dmochowski doprowadził budowę teatru do końca, otworzył go dla widzów i… wrócił do Warszawy. 1 lutego 1975 roku dyrekcję objął trzydziestotrzyletni Krakus – Bogdan Hussakowski. Pociągnął za sobą „pół Krakowa”: Andrzeja Mleczkę, Tadeusza Nyczka, Mirosława Obłońskiego, Macieja Szybista, Joannę Braun, Jana Polewkę, a wraz z nimi klimat Piwnicy pod Baranami, teatru studenckiego, kontrkultury, artystycznych kawiarni. Grono to zasilali doraźnie starsi metrykalnie, ale nie duchem, mistrzowie: Jerzy Goliński, Lidia i Jerzy Skarżyńscy, Wojciech Krakowski.
Z właściwą dla tego środowiska dozą szaleństwa, dyrektor debiutant zobowiązał się wobec władz wojewódzkich, którym podlegał teatr, że zorganizuje festiwal jeszcze w bieżącym sezonie. Oczywiście za „aprobatą i przy poparciu” Ministerstwa Kultury i Sztuki. Coroczny przegląd wpisano do statutu teatru. Cel określono jasno: „Konfrontowanie tendencji inscenizacyjnych, nowych odczytań klasyki ponad sezonowymi ocenami”2. Uznano, że klasyka to teksty powstałe przed 1939 rokiem. Formalny organizator, Wydział Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego w Opolu, rozesłał zaproszenie do teatrów w całej Polsce. Kto się zgłosił, ten przyjechał, nie było selekcji. Po pierwsze, nie było na nią czasu. Po drugie, zapis, że mają to być premiery tylko z ubiegłego roku, jeszcze nie obowiązywał. Po trzecie, władza nie szczędziła grosza na imprezę. Odzew (zaprezentowano aż piętnaście przedstawień) świadczył o tym, że profil został wybrany trafnie. Prestiż imprezy podniósł akces takich zespołów jak Teatr Narodowy z Beniowskim Słowackiego w reżyserii Adama Hanuszkiewicza (premiera sprzed czterech lat) czy Teatr Powszechny z Warszawy ze Sprawą Dantona Stanisławy Przybyszewskiej w reżyserii Andrzeja Wajdy – premiera sprzed czterech miesięcy, ale obsypana już nagrodami.
Sto dni później Bogdan Hussakowski nie bez patosu ogłosił otwarcie I Opolskich Konfrontacji Teatralnych „Klasyka Polska”:
w 30 rocznicę zwycięstwa nad niemieckim faszyzmem, w budynku, który wzniesiony został prawie dokładnie w tym samym miejscu, gdzie hitlerowskie władze miasta zamierzały wybudować teatr niemiecki3.
Historia OKT to część historii Polski, rejestruje nie tylko „tendencje inscenizacyjne, nowe odczytania klasyki”, ale także zmiany polityczne, ekonomiczne i społeczne w kraju. Choćby zwyczaj zapraszania przez lokalne władze zespołów na ceremonialne spotkania – z uwzględnieniem hierarchii: I Sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR przyjmował w Złotej Sali urzędu teatry rangi Narodowego, Starego; zespoły niższej rangi przypadały władzom miejskim, partiom satelickim, czyli Zjednoczonemu Stronnictwu Ludowemu i Stronnictwu Demokratycznemu, „wiodącym” organizacjom społecznym i młodzieżowym. Patronaty nad poszczególnymi teatrami przypisano wyznaczonym opolskim zakładom pracy. Ich listę dyrektor Hussakowski opatrzył uwagą:
Zasada patronatu polegać będzie na indywidualnie przez dany zakład określonych formach gościnności, na obecności przedstawicieli zakładu pracy na spektaklach, na ofiarowaniu zespołowi kwiatów, złożeniu gratulacji i życzeń itp.4.
Miejscowy oddział ZASP wydelegował do każdego zespołu po dwoje członków jako opiekunów. Każde spotkanie to przyjęcia i prezenty. Z edycji na edycje powstawały coraz szczegółowsze instrukcje.
W czasie spotkań z władzami wręczone zostaną upominki z ceramiki ręcznie zdobionej przez opolskich twórców ludowych. Dla dużych zespołów przewiduje się upominek zbiorowy – wazon wartości ok. 5 tys. zł (ze specjalnym napisem IV Opolskie Konfrontacje Teatralne – Opole 1978) oraz indywidualny dla dyrektora teatru – komplet do kawy na 6 osób (wartość ok. 3500 zł). Uczestnicy pozostałych, mniejszych teatrów, otrzymają upominki tylko indywidualne – kufle, patery, czerpaki5.
Proponuje się, aby dla teatrów Narodowego z Warszawy i Starego z Krakowa były oddzielne kosze kwiatów od I Sekretarza KW A. Żabińskiego i Wojewody Opolskiego J. Masnego6.
Te rytuały – utrapienie artystów – ucięła dopiero zmiana ustroju w 1989 roku. Nie było czasu na właściwą oprawę informacyjną. Zakłady zbiorowo wykupywały bilety, które rozdawano pracownikom za darmo, a ci często nie przychodzili. Tylko Beniowski i dwukrotnie zagrana Sprawa Dantona wypełniły ogromną salę. Na innych spektaklach na widowni świeciły przykre dla aktorów pustki, w ostatniej chwili łatane żołnierzami.
Regulamin przewidywał publiczne obrady jury, ale prasa ich nie odnotowała. Grand Prix za najlepszy spektakl przyznano Sprawie Dantona. Budżet wytrzymał wręczenie dwudziestu pięciu nagród. Nazwę dla nagrody głównej – Laur Koryfeusza – wymyślili w ostatniej chwili jurorzy Jerzy Got i Marek Jodłowski. Była to metaloplastyka opolskiego artysty Mariana Nowaka.
Formuła Grand Prix za przedstawienie została źle odebrana przez środowisko, że to nie zawody sportowe, w sztuce kryteria oceny są względne, że powinno się wyróżniać indywidualnie twórców, Grand Prix ewentualnie dawać zespołom. Tę zasadę wprowadzono przy drugiej edycji i przestrzega się jej do dziś. Z pierwszej edycji wyciągnięto także inne wnioski, że konieczna jest selekcja repertuaru, promocja, zwiększenie indywidualnej sprzedaży biletów, przesunięcie imprezy na koniec marca, kiedy przypada Międzynarodowy Dzień Teatru, tak by Opole rozpoczynało coroczny cykl festiwalowy, a termin nie kolidował z festiwalem współczesnej polskiej dramaturgii we Wrocławiu i spotkaniami w Kaliszu, wreszcie by do programu spotkań z twórcami włączyć także widzów.
Program kolejnych edycji ustalano na zasadzie „tak krawiec kraje, jak materii staje” w poprzednim roku, choć nie brakowało wytykania, że kogoś pominięto, czy przeciwnie – przypadków odmów uczestnictwa z przyczyn technicznych, terminowych, artystycznych, a nawet ambicjonalnych. Wiecznie narzekano, że kiedyś to poziom był lepszy, a po roku okazywało się, że nie był taki najgorszy. I tak w kółko.
To, że festiwal był ważny dla środowiska teatralnego, dało się odczuć już podczas drugiej edycji, kiedy uczczono Konrada Swinarskiego, który zginął w katastrofie lotniczej, trzy miesiące po pierwszej edycji. Myślano o przemianowaniu nagrody głównej na Laur Konrada (także z myślą o konotacjach literackich) i przeznaczaniu jej dla młodych reżyserów, organizatorów wyprzedziła jednak redakcja dwutygodnika „Teatr”. Opole obejrzało (poza konkursem) jeden spektakl Swinarskiego, Wyzwolenie ze Starego Teatr, w 1976 roku. Jan Paweł Gawlik, dyrektor krakowskiego zespołu wspominał:
A gdy wybrzmiała muzyka – zupełna cisza, która zaległa na scenie trzymała nas przez chwilę w pełnym oczadzeniu. Dopiero po niej zaczęła się owacja. Wówczas cały zespół zjawił się na scenie. Na co dzień nigdy się u nas tego nie czyni – bo taka była wola i koncepcja reżysera. Przyszli jednak tym razem, jeszcze rozedrgani a już prywatni, by odebrać brawa i jak każe zwyczaj: pokłonić się publiczności. […] – tylko Jego nie było. Nie było go fizycznie, nie było go materialnie, ale odczuliśmy jak nigdy obecność autora w jego dziele7.
Mimo selekcji, program drugiej edycji oceniono jako słaby. Niemniej zainteresowanie Opolan przerosło wszelkie oczekiwania. Pulę biletów zbiorowych dla zakładów pracy mocno ograniczono, a i tak na każdy spektakl na dużej scenie sprzedawano po dwieście wejściówek. Konfrontacje miały wychowywać lokalną publiczność. Zaproponowano dużo imprez towarzyszących: wystawy, sesję naukową, występy Teatru 77 z Łodzi, koncert piosenek do tekstów Leszka A. Moczulskiego, jurora tej edycji. Organizatorzy musieli długo przekonywać cenzurę, że poeta Leszek Aleksander nie jest przywódcą Konfederacji Polski Niepodległej. Przez cenzurę przechodziło wszystko, poczynając od zestawienia tytułów w programie, także imprez towarzyszących, przez wszelkie druki, po skład jury – ten uzgadniano także z Wydziałem Kultury Komitetu Centralnego PZPR i Departamentem Teatru Ministerstwa Kultury i Sztuki. Ostatnie pismo do cenzury wysłał dyrektor Maciej Korwin 30 marca 1989 roku.
Skład jury i imprezy towarzyszące świadczyły o próbach integracji różnych środowisk: artystów, teatrologów, dziennikarzy, lokalnych twórców i animatorów kultury z resztą kraju. Tak jest do dziś.
Opolska publiczność upodobała sobie nie tylko stołecznych aktorów, pokochała Stary Teatr – Noc listopadową w reżyserii Wajdy musiano zagrać trzy razy, by zaspokoić oczekiwania: przedstawienie obejrzało 2842 osoby, nadkomplet na popołudniówce wyniósł 350 wejściówek. Triumfy święciła też staropolszczyzna w inscenizacji Kazimierza Dejmka (Dialogus de Passione z Teatru Nowego w Łodzi). Jako że wejściówki pobierała głównie młodzież, która siadała i stała gdzie bądź – na schodach, a nawet na scenie – bilety te nazywano „dżinsowymi”. Wydawanie ich przez długoletniego kierownika biura obsługi widzów, legendarnego Ryszarda Matuszewskiego, ukróciła ochrona przeciwpożarowa dopiero w 1982 roku, roku stanu wojennego, ale i tak widzowie przedzierali się na widownię nawet przez dach. „Trybuna Odrzańska” donosiła:
pierwszego dnia sprzedaży [...], około 17.45, kiedy zamykano owego wtorku kasy – pozostały mizerne resztki biletów.
Niektóre zakłady pracy składały zamówienia już w grudniu ubiegłego roku. Palmę pierwszeństwa trzymają w tym względzie Opolskie Zakłady Naprawy Samochodów, prosząc już 14 grudnia 1977 r. o 100 biletów, kiedy jeszcze o ostatecznym obliczu programowym Konfrontacji nawet najważniejsi organizatorzy mieli dość mgliste pojęcie8.
Podczas czwartej edycji, w 1978 roku, zrobiło się światowo: codziennie w samo południe Ośrodek Telewizji Wrocław realizował po sąsiedzku, w Biurze Wystaw Artystycznych, spotkania z gośćmi imprezy, wydrukowano nawet eleganckie teczki na materiały festiwalowe (wszystkie druki zaprojektował Eugeniusz Get-Stankiewicz), zaczęto wydawać „Kurier. Biuletyn Prasowy”.
Gazetkę festiwalową, ukazującą się co dwa dni, projektował Andrzej Mleczko, pisali głównie Nyczek, Szybist, Magdalena Raszewska, Anna Schiller, skrywani zazwyczaj za pseudonimami, rysował także Kazimierz Wiśniak. Redakcja bardzo dobrze się bawiła, w duchu „Przekroju”, a nawet jeszcze odważniej, co już mniej podobało się oficjelom, którzy woleli by podnoszono na przykład sześćdziesiątą rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, a nie to kto z kim się spotkał, co powiedział i co wypił.
Widzowie doskonale wyczuwali atmosferę teatralnego święta. Marek Jodłowski odnotował:
Chociaż festiwalowa publiczność nadzwyczaj hojnie obdarzała wykonawców brawami, to przecież tylko raz się zdarzyło, iż po spektaklu reżyser wywołany został na scenę. Spotkało to Krystiana Lupę, realizatora Nadobniś i koczkodanów Witkiewicza. Wiwatowała głównie młodzież9.
Z sezonem 1979/1980 roku dyrekcję teatru, a tym samym i festiwalu, przejął kolejny trzydziestotrzylatek, Bohdan Cybulski, reżyser, któremu bliski był kierunek prowadzenia festiwalu przez Hussakowskiego. W gazetach krytykowano nawet dobre samopoczucie artystów i satelitów teatru skupionych wokół „Kuriera. Biuletynu Prasowego”.
W edycji z 1980 roku na życzenie publiczności zorganizowano dodatkowy pokaz Dziadów w reżyserii Macieja Prusa z Teatru Wybrzeże w Gdańsku, wyczuwano w nich nastroje społeczne, które doprowadziły do Sierpnia. Program zredukowano do ośmiu przedstawień, ale i tak był to pierwszy festiwal, na którym nie przyznano nagrody za reżyserię, jedynie wyróżnienia dla Janusza Nyczaka (za Sędziów z teatru w Opolu) i Witolda Zatorskiego (za Pana Jowialskiego z Teatru Polskiego we Wrocławiu). Za ograniczeniem programu stał nie tylko poziom zrealizowanych w poprzednim roku premier, ale i pogłębiający się kryzys gospodarczy w kraju, także aprowizacyjny. Dyrekcja pisze do odpowiednich organów w mieście:
W uzgodnieniu z Prezydent ob. Teresą Stępień prosimy uprzejmie o przydział wędlin wysoko-gatunkowych [!], galanterii czekoladowej i innych słodyczy do bufetu zakładowego jak i bufetu dla publiczności, na okres trwania VI Opolskich Konfrontacji Teatralnych, które odbędą się w dniach 15–22 marca 1980 r.10.
Ten wątek gościł w urzędniczej korespondencji do 1989 roku i zadekretowania wolnego rynku.
Kolejną edycję krytyka oceniła bardzo surowo, że teatr nie przystaje do swego czasu, podniosły się nawet głosy by Konfrontacje organizować co dwa lata.
[...] po wypadkach w Bydgoszczy, w czasie strajku ostrzegawczego, przed decyzją o strajku generalnym, w trakcie negocjacji Solidarności z Rządem. Dziewięć przypadkowych przedstawień spotkało się z życiem. […]
Od Słupska po Rzeszów, od Gdańska po Opole ta sama irytująca ignorancja, powierzchowność, tradycja oleodrukiem i aluzją skwitowana, aluzją łzawą, bogoojczyźnianą i formą sprzed kilku lub kilkudziesięciu sezonów. Był to teatr oddzielony od życia… i sztuki żelazną kurtyną. Teatr bez aktorów i reżyserów, bez programu, idei – teatr bez duszy11.
Werdykt, napisany przez Bohdana Korzeniewskiego i sygnowany przez pozostałych członków jury, nie odzwierciedlał tego niepokoju. Przeciwnie, dostrzegał wartości „ponad sezonowymi ocenami”, co było rolą jurorów. Warto go zacytować w dłuższym fragmencie, by poczuć emocje tamtego czasu.
Jury VII Konfrontacji postanowiło zatem poddać przedstawienia występujące w Opolu próbie, która by pozwoliła bodaj w przybliżeniu odpowiedzieć na pytanie, czy teatry dzisiejsze wnoszą pomysły, propozycje i umiejętności przydatne dla przyszłego teatru narodowego. Teatru, który będzie zdolny świadomie uczestniczyć w kształtowaniu charakteru odradzającego się narodu.
Przy takim rozumieniu swojego zadania Jury wprowadziło zmiany do przyjętego systemu nagród. Postanowiło mianowicie ustanowić nagrody honorowe stawiając je na pierwszym miejscu przed nagrodami pieniężnymi. Uznało, że publiczne wyrazy uznania powinny odzyskać dawne wysokie znaczenie. […]
W przekonaniu Jury, do przedstawień, które udowodniły, że na drodze prowadzącej do teatru narodowego nie znalazły się przypadkiem, należą Uciechy staropolskie zrealizowane w łódzkim Teatrze Nowym przez Kazimierza Dejmka. […] Dejmek odzyskał dla współczesności dramat dawnej i trudnej polszczyzny i okazał przy tym taką wytrwałą pasję, że uczynił go najważniejszym dziełem swego życia. […]
Odmienny, ale równie samodzielny sposób przystosowania dramatu z innej epoki do potrzeb naszych czasów obrał Maciej Prus przy realizacji Kniazia Potiomkina Tadeusza Micińskiego w Teatrze Wybrzeże. […] Modernistyczne upodobania do mistycyzmu bardzo dalekie od tego rozumnego skupienia religijnego, które występowało w czasie wydarzeń sierpniowych, umiał Prus przybliżyć naszym odczuciom. Przemówił do nas językiem teatru pełnym siły i namiętności […]
Przedstawienie Pamiątek Soplicy zrealizowane przez Mikołaja Grabowskiego w Teatrze im. Jaracza w Łodzi wniosło do dzisiejszego teatru pozycję nową, odznaczającą się bujną świeżością. […] adaptacja wymagała od wszystkich wykonawców poszukiwania trafnego wyrazu dla tej polskości, która budzi bardzo różnorodne uczucia odbiorców12.
Jako że nie przyznawano nagród przedstawieniom, Dejmek otrzymał nagrodę honorową dla „twórcy wzorowego zespołu teatralnego”.
W roku kolejnym, obowiązywania stanu wojennego, nastroje zapanowały zgoła przeciwne. Teatry zamknięto na kilka miesięcy, nie odbywają się Warszawskie Spotkania Teatralne i Festiwal Polskiej Sztuk Współczesnych we Wrocławiu. Opole walczy. Wojciech Zeidler, od nowego sezonu dyrektor teatru i festiwalu, prosi komisaryczne władze miasta o przesunięcie godziny milicyjnej do pierwszej w nocy, zapewnia, że uruchomi specjalne autobusy, które będą odwoziły widzów na odleglejsze osiedla. Starania zakończyły się sukcesem. Pokazano siedem przedstawień, odbyły się imprezy towarzyszące. Oczywiście nic za darmo. Zespół Teatru Wybrzeże, który słowami Micińskiego „przemówił do nas językiem teatru pełnym siły i namiętności”, podejmował Pierwszy Sekretarz KW PZPR.
Jury przyznało nagrodę honorową Witoldowi Zatorskiemu, reżyserowi Skiza z Teatru Dramatycznego w Warszawie. Zatorski jeszcze w poprzednim roku jurorował na OKT, pięć miesięcy później zginie w wypadku samochodowym. Innych nagród nie było, tylko wyróżnienia.
W 1983 roku w programie znalazło się jedenaście tytułów. Krytyka odebrała repertuar jako zapowiedź zmiany warty w polskim teatrze, staropolszczyznę w realizacjach Dejmka i Jana Skotnickiego przeciwstawiono pracom „młodych”: Krzysztofa Babickiego, Jacka Bunscha, Mikołaja Grabowskiego, Krystiana Lupy, Jacka Wekslera. Jury przyznało nagrody koncyliacyjnie, zarówno „młodym” (Lupie za pracę nad Witkacym), jak i „starym” (Dejmkowi i Skotnickiemu za reżyserię).
Lupa, który pokazywał dwa przedstawienia zrealizowane w dwóch różnych teatrach, nie podołał ceremonialnym obowiązkom. „Trybuna Opolska” donosiła, że wraz z dyrekcją i zespołem jeleniogórskiego teatru „spotkali się z prezesem KW ZSL, Józefem Niewińskim. Jak zwykle przy okazji podobnych spotkań, wymieniono poglądy na temat życia kulturalnego w regionach”13, ale już dyskusja po Bezimiennym dziele ze Starego Teatru nie odbyła się „z powodu fizycznego i psychicznego wyczerpania reżysera”14, spowodowanego próbami i dwoma spektaklami w ciągu dnia.
To jeszcze nie był czas na triumfy nowych form teatralnych, ceniono kunszt aktorski i dowcip w operowaniu konwencją. W 1985 roku nagroda honorowa dla zespołu powędrowała do Teatru Polskiego w Warszawie i Ślubów panieńskich w reżyserii Andrzeja Łapickiego ze znakomitymi rolami Joanny Szczepkowskiej (Aniela) i Jana Englerta (Gustaw) oraz debiutującej Ewy Domańskiej (Klara). Łucja Kossakowska odebrała nagrodę za scenografię – jak podkreślono w werdykcie „stylową”. Rok później ten sam teatr uhonorowano za Żywot Józefa Mikołaja Reja w reżyserii Dejmka, ze scenografią Andrzeja Stopki – w uznaniu za „rangę artystyczną i znaczenie dla ciągłości narodowej tradycji teatralnej”.
O solidarności środowiska świadczy fakt, że gdy w 1985 roku spłonął Teatr Narodowy, zaledwie tydzień przed Konfrontacjami, doszło do pokazów Lilli Wenedy. Skuszanka pokazała spektakl na okotarowanej scenie, bez dekoracji, aktorzy zagrali z pożyczonymi z opolskich magazynów rekwizytami, w foyer ustawiono skarbonkę na odbudowę gmachu.
W połowie lat osiemdziesiątych pojawiają się innowacje w formule OKT. W 1984 roku jury zwraca uwagę „na wybitne wartości artystyczne i ideowe” spektaklu zaprezentowanego poza konkursem – dzieło teatru lalkowego, szczecińskiej Pleciugi, Spowiedź w drewnie i Żywoty świętych Jana Wilkowskiego (teatry lakowe muszą poczekać jeszcze dwanaście lat, by ich premiery włączono do konkursu). Po raz pierwszy też na Konfrontacje zaproszono obserwatorów zagranicznych, co prawda tylko z krajów socjalistycznych, w tym z Kuby, a do programu imprez towarzyszących teatr z zagranicy, choć grający po polsku – Scenę Polską z Czeskiego Cieszyna, która odtąd dość regularnie gościła w Opolu. Poza konkursem pojawiły się spektakle Teatru Telewizji i dyplomy szkół teatralnych. Niezmienne były wizyty u władz i podania o aprowizację:
Dyrekcja Teatru im. J. Kochanowskiego i Komitet Organizacyjny XII Opolskich Konfrontacji Teatralnych „Klasyka Polska”, uprzejmie prosi o dodatkowy przydział:
1. Ogórki konserwowe – 100 słoi
2. Papryka konserwowa – 100 słoi
3. Kawa naturalna – 5 kg
4. Batony, ciastka w polewie czekoladowej i galanteria cukiernicza wg uznania.
5. Papierosy „Klubowe”
Dla bufetu Nr 11 PPS „Społem” działającego w naszym Teatrze15.
W związku z organizowanymi XIII Opolskimi Konfrontacjami Teatralnymi uprzejmie prosimy o dodatkowy przydział masy mięsnej, wędlin, szynki i podrobów na kawiarnię Artystyczną w Opolu. Kawiarnia ta jest tradycyjnym miejscem spotkań zaproszonych zespołów teatralnych i zaproszonych gości16.
Niezmienne było też zainteresowanie publiczności.
Koło Naukowe Teatrologów Uniwersytetu Śląskiego zorganizowało obóz naukowy poświęcony analizie i opisowi konfrontacyjnych widowisk. Dlatego też uważamy, że opolski teatr wykazał się skandaliczną bezmyślnością dzieląc zbiorowe bilety wśród przypadkowych widzów […] a w stosunku do studentów teatrologii, nie tylko z Katowic, ale również z Krakowa i Łodzi zastosowano zasadę bezwzględnego niewpuszczania ich do teatru17.
Uczennica II LO w Opolu zrelacjonowała w prasie swoje i koleżanki wrażenia z OKT:
A potem przerwa. Wyszłyśmy z sali, by trochę rozprostować kości. Zbliżamy się do bufetu i widzimy, że są batony czekoladowe „Pinokio”. Kolejka była już kilometrowa a kupowano po 20–25 batonów. […] Zaraz po przerwie jedna z mam siedzących za nami rozpakowała „Pinokio” i podała dziecku. Ono z wdzięczności „jadło” tak głośno, że kilka osób obejrzało się, ale trudno – dziecko musi coś zjeść. Po chwili synek oznajmił, że już zjadł, po czym wytarł rączki o pluszowe fotele18.
Pokoleniowa rewolta dokonała się w 1987 roku, jej autorem był Tadeusz Bradecki, który pokazał spektakl z macierzystego Starego Teatru – Wiosnę Narodów w Cichym Zakątku Adolfa Nowaczyńskiego i przedstawienie z Teatru im. Jaracza z Łodzi – Pana Jowialskiego Aleksandra Fredry. Obydwa spodobały się publiczności i jurorom. Reżyser otrzymał jednogłośnie – co podkreślono w werdykcie – od dawna nieprzyznawane Grand Prix.
Sala huczała oklaskami, niektóre rzędy starały się skandować: „re-ży-ser!”, „re-ży-ser!”, a Tadeusz Bradecki, reżyser właśnie, kłaniał się – nieco zażenowany – stojąc przy prawej kulisie, blisko, bliziutko, niemal przyklejony do niej. Tak że wielu widzów nawet nie zauważyło, że inscenizator wyszedł do ukłonów. A inni, patrząc na młodego człowieka, stojącego skromnie obok gromady aktorów, nie domyślali się z kolei, że to twórca widowiska. […]
Tak więc sala huczała oklaskami, a nim wybuchły brawa – widzowie śmiali się do łez, Nie był to jednak śmiech pusty19.
W sezonie 1987/1988 dyrekcję Teatru im. Kochanowskiego po Zeidlerze objął Maciej Korwin, aktor i reżyser młodszej generacji. Narzekano na organizację festiwalu, a rada programowa i jurorzy na repertuar teatrów. Nie przyznano żadnej nagrody za reżyserię, scenografię i muzykę, jedynie wyróżnienia. Nagrodzono natomiast aktorów – Jana Peszka za rolę Jakuba i Annę Dymną za rolę Adeli w Republice marzeń według Brunona Schulza w reżyserii Rudolfa Zioły ze Starego Teatru. Jurorzy zwrócili uwagę także na studentki – Aleksandrę Konieczną w roli Róży van der Glass w Bezimiennym dziele Stanisława Ignacego Witkiewicza i Małgorzatę Hajewską-Krzysztofik w tytułowej roli w Iwonie, księżniczce Burgunda Witolda Gombrowicza. Dyplomami szkół teatralnych entuzjazmowała się zwłaszcza młoda część publiczności.
Po edycji bez nagród podniosły się głosy, by zlikwidować festiwal. Tym bardziej, że koszt organizacji wzrósł trzykrotnie, a ministerstwo znów rozważało subsydiowanie imprezy co dwa lata. Współfinansujący festiwal Urząd Wojewódzki podtrzymał jednak chęć utrzymania formuły corocznej, bo jak tu likwidować, skoro nadchodzi jubileuszowa piętnasta edycja? Poszerzono więc program o literaturę światową, a w nazwie pozostawiono tylko słowo „Klasyka”. Mimo to uzbierano ledwie sześć przedstawień, w tym zaledwie jeden polski tekst – Fredrowskiego Męża i żonę w wykonaniu gospodarzy. Ze względu na zmianę formuły minister Aleksander Krawczuk zabronił numeracji festiwalu, postanowił, że piętnastą edycję urządzi się za rok. Ale za trzy miesiące, 4 czerwca 1989, odbyły się wybory do parlamentu, minister odszedł, a organizatorzy wrócili do numeracji i starej formuły.
Przyszły nowe czasy, nowy rząd z nowym ministrem w osobie dobrze znanej i docenianej na OKT Izabelli Cywińskiej, która… odmówiła współfinansowania festiwalu, zasłaniając się stanem finansów III RP. Z pomocą przyszedł Teatr Rzeczpospolitej, dzieląc z organizatorami koszty sprowadzenia Wyzwolenia Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Macieja Prusa z Łodzi i Termopil polskich Tadeusza Micińskiego w reżyserii Andrzeja Marii Marczewskiego z Bydgoszczy. Pierwszy raz do festiwalowego budżetu dołożyło się miasto i sponsorzy. Teatr opublikował numer konta, na które można było wpłacać datki, przyjmował też dzieła sztuki jako nagrody rzeczowe dla artystów. Akcja przypominała zbiórkę na Fundusz Daru Narodowego, uchwaloną przez rząd Tadeusza Mazowieckiego. W przededniu zakończenia Konfrontacji minister Cywińska zdecydowała o wsparciu festiwalu, co umożliwiło przyznanie pozostałych nagród (poziom festiwalu był wysoki, więc i lista laureatów długa). Prusa uhonorowano za wspomnianą inscenizację Wyspiańskiego, Grabowskiego za adaptację tekstu księdza Jędrzeja Kitowicza i koncepcję Opisu obyczajów, Nyczaka (był to jego ostatni występ w Opolu, zmarł kilka miesięcy później) za reżyserię Dam i huzarów Aleksandra Fredry. Dyrektor Korwin odebrał honorową nagrodę dziennikarzy za to, że zaprezentował w programie trzy ciekawe opolskie inscenizacje klasyki polskiej20 i… z końcem sezonu pożegnał się z Teatrem im. Kochanowskiego. Jego miejsce zajął Szczepan Szczykno, niedawno jeszcze student reżyserii, dostrzeżony na poprzednim festiwalu jako autor oryginalnej interpretacji Akropolis, zrealizowanej na opolskiej scenie.
Mimo że ministerstwo powróciło do finansowania festiwalu, a nowe samorządy województwa i miasta podtrzymały zamiar jego dotowania, zastępca dyrektora Leszek Kodrzycki pisał do Prezydenta Opola:
Proszę o wydzierżawienie na czas Konfrontacji Teatralnych tj. od 17–25.03.1991 r. pl. Lenina w celu zorganizowania na betonowych chodnikach jarmarku. Opłaty placowe, jakie zostałyby zebrane od właścicieli straganów zasiliłyby fundusz konfrontacyjny21.
To był czas handlu z polowych łóżek i „szczęk”, rozstawianych na placach i ulicach. Brakowało pieniędzy na reklamę, na organizację spotkań z twórcami. Bilety były drogie, nawet dla mediów, stąd mało akredytowanych dziennikarzy. Zakłady pracy po raz pierwszy nie złożyły zamówień, w przedsprzedaży rozeszło się czterdzieści karnetów i tylko połowa biletów. Nie zawiedli wejściówkowicze, wypełniając puste miejsca z naddatkiem. Grand Prix znów odebrał Bradecki i zespół Starego – tym razem za Fantazego Słowackiego. Podobał się też po raz pierwszy obecny w Opolu Piotr Cieplak, pokazał komedię muzyczną Stanisława Dobrzańskiego i Juliana Tuwima Żołnierz królowej Madagaskaru. Ale powróciło pytanie, czy wszystko, co napisane przed 1939 rokiem jest klasyką. Czy można nagrodzić farsę? Jury utworzyło kategorią młodego reżysera i dostrzegło aktorów Teatru im. Wilama Horzycy w Toruniu.
Aż nadszedł rok 1992, w którym nie udało się uratować Konfrontacji. I w tym roku właśnie zmarł Marek Jodłowski.
Szczepan Szczykno poddał się po jednym sezonie, zastąpił go Jan Feusette, opolski dziennikarz, poeta, za dyrekcji Zeidlera kierownik literacki teatru. Po rocznej przerwie przystąpił do organizacji OKT. Sponsorzy nie uratowali budżetu i choć rada programowa typowała premiery z dwóch sezonów, zaproszono tylko sześć przedstawień, dwumecz Warszawianka – Cracovia urozmaicili gospodarze. Przyjazd Mazepy Gustawa Holoubka z Teatru Ateneum opłacił Instytut Teatru Narodowego. Budżet wystarczył na spotkania z twórcami i na nagrody dla artystów Starego Teatru za Rękopis znaleziony w Saragossie według Jana Potockiego w reżyserii Bradeckiego oraz Wesele Wyspiańskiego w reżyserii Wajdy.
To jednak nie były objawienia, przyszedł na nie czas w następnym roku. Przedstawieniem, które wielokrotnie przerywano brawami, a po zakończeniu widzowie wywołali reżysera, była Historyja o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim z Wrocławskiego Teatru Współczesnego. Ku zdziwieniu publiczności Piotr Cieplak stał już na scenie, bo zastąpił aktora, którego pobito niedługo przed występem.
Bohaterami przedstawienia są współcześni młodzi ludzie, Chrystus przypomina buntowniczego przywódcę, na scenie na żywo gra na elektronicznych instrumentach rockowa kapela. […] Reżyser zerwał z Dejmkowską tradycją wystawiania tego tekstu […]. Jego zasługą jest, że teatr daje świadectwo wiary żywsze i bardziej przekonujące niż powołane do tego instytucje. […] Przedstawienie Cieplaka nie musi zachwycać. Wystarczy, że jest głęboko prawdziwe22.
Cieplak dostał Grand Prix razem z grającym na żywo zespołem Kormorany, odebrał także nagrodę dziennikarzy. Stary Teatr ze Snem srebrnym Salomei Słowackiego w reżyserii Jerzego Jarockiego wyjechał z trofeami niższej kategorii.
Walka o domknięcie budżetu trwa przez kolejne lata. Minister kultury Kazimierz Dejmek znów rozważa finansowanie OKT w trybie dwurocznym, miasto wspiera nieregularnie, podobnie województwo, któremu teatr wciąż podlega. W 1995 roku, na cztery dni przed rozpoczęciem festiwalu, organizatorzy mają mniej niż połowę budżetu, zrzutka sponsorów wystarcza na zaproszenie sześciu przedstawień. Krótki program, ale mnóstwo nagród z jedną niespodzianką. Po raz pierwszy w historii festiwalu do konkursu włączono teatr lalkowy – białostockie Parady Jana Potockiego w reżyserii Wiesława Czołpińskiego. Co więcej, BTL wyjechał z nagrodą główną!
Nową energię wprowadził do Opola kolejny Krakowianin na fotelu dyrektora. Funkcję tę od sezonu 1996/1997 powierzono trzydziestokilkuletniemu Adamowi Sroce, który sam ułożył program Konfrontacji. Postawił na reżyserów swojego pokolenia, absolwentów krakowskiej reżyserii. I to był sztos! Grzegorz Jarzyna, Paweł Szumiec, Maciej Fugas, Anna Augustynowicz, Tomasz Obara, Wiesław Hołdys. Grand Prix przebojem wziął Bzik tropikalny według Witkacego w reżyserii Jarzyny z Teatru Rozmaitości w Warszawie, krok z nim plasowała się Iwona, księżniczka Burgunda Gombrowicza w reżyserii Augustynowicz z Teatru Współczesnego w Szczecinie. Te dwie sceny stanowiły wtedy szpicę pokolenia „młodszych, zdolniejszych” reżyserów.
Mnożą się patronaty medialne, sponsorzy, w przerwach przedstawień rozdawane są lody, oficjałki ustępują niezobowiązującej atmosferze. Sukces tej strategii ugruntowuje Grand Prix kolejnej edycji festiwalu dla Dziadów albo młodych czarodziejów według Mickiewicza w wykonaniu gospodarzy i w reżyserii Sroki, manifestu pokolenia martensów.
W 1999 roku, po dwudziestu latach nieobecności, Opole doczekało się Jerzego Grzegorzewskiego. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych skutecznie zniechęcał organizatorów do sprowadzenia swych głośnych premier: La Bohème według Wyspiańskiego z Teatru Studio, Dziadów – 12 improwizacji ze Starego Teatru, Nocy listopadowej z Teatru Narodowego. Na 24. OKT stanął do konkursu z kameralnymi Sędziami z Narodowego. Reżysera uraził werdykt jury pod przewodnictwem Gustawa Holoubka, które przyznało Grand Prix za Ferdydurke Teatru Provisorium z Lublina. Grzegorzewski dostał nagrodę za reżyserię, ale postanowił już nigdy nie stawiać Teatru Narodowego do konkursu. Dziennikarze też nagrodzili Ferdydurke, choć recenzent „Rzeczpospolitej”, zazwyczaj bardzo krytyczny wobec Grzegorzewskiego, nie krył oburzenia.
Nie byłbym w porządku z własnym sumieniem, gdybym nie wyraził dezaprobaty dla tak wysokiego uhonorowania najcenniejszymi trofeami prostackiej zgrywy, w której zasadniczym źródłem wesołości uczyniono radosną młodzieńczą masturbację pod pulpitem szkolnej ławki oraz koncert na puszczanie wiatrów. Moje gratulacje.
W tym kontekście następne w kolejności awanse twórców i wykonawców czystych jak łza, perfekcyjnych w zamyśle Sędziów oraz muzyki [Jacka Ostaszewskiego] do Powrotu Odysa [Lupy], pozostają jedynie nagrodami pocieszenia, jeśli nie policzkiem dla ich talentu, smaku i wrażliwości23.
W nowe tysiąclecie Teatr im. Kochanowskiego wkracza z nowym dyrektorem – Bartoszem Zaczykiewiczem, reżyserem generacyjnie przynależącym do pokolenia „ojcobójców”, ale odległym od nich estetycznie, nieprzeciwstawiającym jednak jednych drugim. Jego dwukadencyjne rządy stabilizują teatr i OKT. Zaczykiewicz chwali sobie współpracę z władzami województwa:
Marszałkowie nie robią sobie zdjęć z gwiazdami, nie ściskają ich dłoni – za to potrafią bronić Konfrontacji, rokrocznie o nie walczyć24.
Za swój największy sukces w pierwszej edycji uznał sprowadzenie Wesela w reżyserii Grzegorzewskiego z Teatru Narodowego, chociaż występ odbył się poza konkursem. Grand Prix Konfrontacji znów zdobywa Grzegorz Jarzyna, który pokazuje (jak niegdyś Bradecki) dwa przedstawienia – Iwonę, księżniczkę Burgunda ze Starego i Magnetyzm serc według Fredry z Rozmaitości. Kasa oblężona, dyrektor Zaczykiewicz zaciera ręce, choć innowacje jak konkurs spektakli Teatru Telewizji czy wystawienie do konkursu głównego widowiska plenerowego nie wypalają.
Teatr prowadzony przez Zaczykiewicza mocno zaznacza swą obecność na Konfrontacjach. W kolejnych edycjach Opole zdobywa Grand Prix za Matkę Joannę od Aniołów według Iwaszkiewicza w reżyserii Marka Fiedora (2002) oraz nagrody za reżyserię dla Zaczykiewicza za Niepoprawnych, czyli Fantazego (2003), dla studenta Pawła Passiniego za Klątwę (2004), dla debiutantki Bogny Podbielskiej za 30 sekund według Horsztyńskiego (2007).
Polska klasyka jest wystawiana przez „młodych” i „starych”, żywo odbierana przez widzów, co rejestruje druga w historii OKT gazetka festiwalowa, „ConFronta”, redagowana przez aktorów Kochanowskiego – Dominika Bąka i Macieja Namysłę – oraz opolskich studentów i uczniów. Towarzyszy Konfrontacjom przez wiele kolejnych lat. Niby jest dobrze, ale wysłanniczka miesięcznika „Teatr” Joanna Chojka słusznie zwraca uwagę na tendencję w wystawianiu polskiej klasyki: „ani jeden aktor w historycznym kostiumie, żaden nie tematyzował stylu gry czy inscenizacji”25.
Jubileuszowe trzydzieste OKT rozpoczęło pożegnanie mistrza. Niespełna tydzień przed rozpoczęciem festiwalu umarł Jerzy Grzegorzewski. Inny mistrz – Jerzy Jarocki – wyjeżdża z kolejnych edycji z nagrodami za całokształt pracy, ale nie z Grand Prix. W 2003 roku pokazał Trzeci akt według „Szewców” ze Starego i odebrał „nagrodę honorową za wybitne inscenizacje sztuk Stanisława Ignacego Witkiewicza na scenach polskich od 1964 roku”. Błądzenie z Narodowego w 2005 roku otrzymało Najwyższą Nagrodę „za próbę syntezy dzieła Witolda Gombrowicza”. Ostatnie spektakle Jarockiego, zrealizowane w Teatrze Narodowym, nie goszczą już w Opolu, choć wszystkie oparte były na klasyce polskiej: Kosmos, według Gombrowicza Tango, Mrożka Sprawa według Samuela Zborowskiego Słowackiego.
Na Konfrontacjach dominuje nowe pokolenie: Artur Tyszkiewicz, Michał Zadara, Jan Klata. Starszym reżyserom wypomina się, że udają teatr młodych. Wałbrzyską Iwonę, księżniczkę Burgunda w reżyserii Tyszkiewicza jako jedyny spektakl na festiwalu publiczność nagrodziła owacją na stojąco, a jury kilkoma nagrodami indywidualnymi, także dla reżysera. Ksiądz Marek Słowackiego w reżyserii Zadary ze Starego Teatru i Fanta$y Słowackiego w reżyserii Klaty z Wybrzeża podobały się, ale nie zyskały aż takiego uznania. Wszyscy zwrócili uwagę na młodą aktorkę Starego Teatru – Barbarę Wysocką, która zagrała Judytę w Księdzu Marku i Agnieszkę w Ósmym dniu tygodnia Hłaski w reżyserii Armina Petrasa. Dokonano także kilku modyfikacji w formule festiwalu: w jury zasiadła osoba z zagranicy, a w latach 2006–2010 w nurcie imprez towarzyszących przedstawiano plon pięciu edycji Konkursu na Teatralną Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Europejskiej, powołanego przez Ministerstwo Kultury z racji wejścia Polski do Unii Europejskiej. Dla widzów była to atrakcja, która jednak rozmywała wyrazisty profil festiwalu.
W takiej kondycji stery opolskiego teatru przejął w sezonie 2007/2008 Tomasz Konina, kolejny trzydziestoparolatek. Nowy dyrektor zaczyna od skandalu. Wywiesza prowokacyjne hasło festiwalu „Po co nam ta klasyka?” i pomijając rekomendacje rady programowej (do czego miał prawo), odrzuca Dziady w reżyserii Lecha Raczaka. Trafiła kosa na kamień. Jacek Głomb, dyrektor Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy, pisze do Koniny list, od razu go upubliczniając, w którym pyta, dlaczego ten ignoruje głos selekcjonerów, dlaczego w ciemno zaprasza Sprawę Dantona Klaty z Wrocławia, której premiera odbędzie się dwa tygodnie przed festiwalem. Konina odpowiada, że ma prawo do autonomii, że Przybyszewska od dwudziestu pięciu lat nie była wystawiana i regulamin promuje takie przedsięwzięcia. Głomb na to, dlaczego więc pomija o dwa tygodnie wcześniejszą od wrocławskiej bydgoską premierę tego dramatu, zrealizowaną przez Pawła Łysaka. I oświadcza, że i tak Dziady pokaże w czasie festiwalu. Zwołuje w Opolu konferencję prasową, zdobywa fundusze i przedstawienie zostaje zagrane w Eko Studio pierwszego dnia Konfrontacji. To jedyny tego rodzaju przypadek w historii OKT.
Pierwszy raz też zorganizowano wtedy wyjazd widzów i jury na spektakl, właśnie na Sprawę Dantona do Teatru Polskiego. Awantura rozmyła się. Klata dostał Grand Prix, a w przyszłym roku dyrektor Konina wyprawił autokar na Przybyszewską do Bydgoszczy. Tym razem obyło się bez laurów. A Jan Klata triumfował rok po roku, bo w 2009 odebrał Grand Prix za Trylogię według Henryka Sienkiewicza ze Starego Teatru.
Konina, szukając oszczędności, zrezygnował na rok z rady programowej, wyprawiał publiczność na trzy spektakle do ich macierzystych scen. Im dalsza podróż, tym mniejsze było zainteresowanie Opolan. W budynku na placu Teatralnym (Lenin stracił patronat w 1991) pokazano tylko pięć spektakli, w tym jeden gospodarzy. Publiczności brakowało spotkań z twórcami, impreza przyciągnęła mniej gości z kraju i miała mniejszy odzew w mediach.
Koninie nie można jednak odmówić zasług. Uczynił z Konfrontacji święto dla miasta, przenosząc inaugurację w plener jako imprezę publiczną, zapraszał na grochówkę i fajerwerki, na opolską klasykę kulinarną, dbał o wciąganie dzieci w życie festiwalowe. Opolski Teatr Lalki i Aktora sprawił mu niespodziankę – Iwona, księżniczka Burgunda, a raczej jej reżyser Marián Pecko otrzymał nagrodę specjalną, równorzędną w intencji jury z nagrodą główną dla Klaty za reżyserię Ziemi obiecanej w Teatrze Polskim we Wrocławiu. To rozróżnienie wywołało skandal, bo przymiotnik „specjalny” kojarzył się ze „specjalną troską”, a argument, że to pierwsza obecność w konkursie teatru lalkowego nie była prawdziwa – czternaście lata temu Konfrontacje wygrały przecież Parady BTL-u.
Narastała mizeria finansowa Teatru im. Kochanowskiego, ale nie brakuje triumfu. W 2011 roku Grand Prix zdobywają gospodarze – spektaklem koncertem A ja, Hanna. Własną adaptację Trenów Kochanowskiego wyśpiewała Grażyna Rogowska, muzykę skomponował i wyreżyserował przedstawienie Tomasz Hynek. Warto przytoczyć opinię przewodniczącej jury Moniki Strzępki:
Literatura, która nie jest wypowiedziana, jest w pewnym sensie martwa. Kiedy dochodzi do takiej sytuacji, że ten piękny i trudny, archaiczny tekst Kochanowskiego, poprzez jego wyśpiewanie, poprzez ciało aktorki, ożywa na scenie i nieprawdopodobnie się aktualizuje, to takie podejście do tekstu klasycznego mnie bardzo satysfakcjonuje. Wtedy rozumiem, po co jest dziedzictwo kulturowe26.
W kolejnym roku ministerstwo dało mniejszą dotację, województwo podobnie, zabrakło sponsorów. Konina stanął przed dramatycznym wyborem – odwołać czy jeszcze bardziej okroić OKT, konkurs z nagrodami zamienić w przegląd. Wybrał drugą opcję. Pana Tadeusza w reżyserii Mikołaja Grabowskiego ze Starego zestawił z ofertą swego teatru – premierą Iwony, księżniczki Burgunda w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego i „zdarzeniem performatywnym”, czyli Dziadami Mai Kleczewskiej. Jako imprezy towarzyszące organizowano plenerowe projekcje filmów opartych na polskiej klasyce, prasa żartowała, że na festiwalu teatralnym jest więcej kina niż teatru. Iwona w reżyserii Garbaczewskiego stanęła do konkursu w kolejnej edycji i otrzymała Grand Prix.
Kolejne lata to walka o przetrwanie. Teatr wnioskował w ministerialnych konkursach o dotacje, raz je dostawał, raz nie, bywało, że skutecznie się odwoływał. Finansowanie przez samorządy lokalne wciąż nie było stabilne. W oczekiwaniu na przyznane już pieniądze przesuwano termin festiwalu, na szczęście o miesiące, a nie o rok. Wracał pomysł organizowania imprezy co dwa lata, tak jak opolskiego festiwalu teatru lakowego. Pisma do ministerstwa z prośbą o wsparcie Konfrontacji słały ZASP, Towarzystwo Przyjaciół Śląska w Warszawie. Przełom nastąpił w 2015 roku, na 40-lecie festiwalu i w roku jubileuszu 250-lecia teatru publicznego w Polsce. Urzędy przestały przerzucać się odpowiedzialnością za finansowanie festiwalu o ogólnopolskim zasięgu, a formalnie organizowanym przez władze lokalne. 14 października Województwo Opolskie podpisuje umowę z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego na współprowadzenie OKT. Konfrontacje stają się prezentacją finalistów Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa”. Konkurs przeprowadza Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, prezentację wyłonionych w nim finalistów organizują władze lokalne. Obydwa etapy mają swoje ciała jurorskie i odrębną pulę nagród. Patronem nagrody głównej, za którą stoją potężne pieniądze dla teatru na kolejną premierę, uczyniono Wojciecha Bogusławskiego. Statut Teatru im. Kochanowskiego zostaje zmieniony, w nazwie festiwalu przymiotnik „Polska” zastępuje „Żywa”, a Konfrontacje zamiast podsumowywać sezon teatralny, rekapitulują rok kalendarzowy. Granicę tego, co klasyczne, a co już nie przesunięto na 1969 – rok śmierci Gombrowicza.
Beneficjentem negocjowanej od wiosny umowy, w czym uczestniczył dyrektor Konina, stał się nowy (od sezonu 2015/2016) szef opolskiego teatru – Norbert Rakowski, który kieruje tą sceną do dziś.
Tym burzliwym przemianom towarzyszą triumfy Dziadów. W 2014 roku Grand Prix otrzymuje Radosław Rychcik za spektakl Teatru Nowego w Poznaniu, w którym reżyser przeniósł świat Adama Mickiewicza w realia amerykańskiej popkultury; Bartosz Porczyk odbiera Wielką Nagrodę Aktorską za rolę Gustawa w spektaklu Michała Zadary z Teatru Polskiego we Wrocławiu, obejmującego części I, II i IV poematu oraz wiersz Upiór. W 2015 roku Zadara dał premierę Dziadów części III, ale w Opolu przyćmił ją spektakl Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego nie-boska komedia. WSZYSTKO POWIEM BOGU! ze Starego Teatru. Laureatem pierwszej Nagrody Bogusławskiego został jednak Teatr Polski we Wrocławiu za tak zwaną inscenizację Dziadów „bez skreśleń”, przygotowaną przez Michała Zadarę.
Stabilność finansowa pozwoliła Rakowskiemu rozwinąć program imprez towarzyszących. Zmodernizowane foyer tętni życiem festiwalowym do późnych godzin, za sprawą koncertów wylewającym się na Plac Teatralny. W tej sielance przydałby się dobry teatr oparty na klasyce polskiej i pełne widownie. Po raz pierwszy granicę czasową tego, co jest klasyką, a co nie, określono w regulaminie jako ruchomą: to teksty napisane co najmniej trzydzieści pięć lat przed bieżącą edycją konkursu.
Edycję w 2018 roku jednogłośnie wygrało Wesele w reżyserii Klaty, spektakl, którym reżyser pożegnał się z dyrekcją Starego Teatru, będący demonstracją oporu wobec polityki kulturalnej i personalnej PiS-u, a zarazem demonstracją siły zespołu – co zresztą doceniło jury, przyznając całej obsadzie nagrodę aktorską. Laury dostali także reżyser, scenografka Justyna Łagowska, choreograf Maćko Prusak. Tak jak muzyczność wiersza Wyspiańskiego Klata zderzył z grającym na żywo zespołem Furia, tak rok później Konfrontacje wygrał spektakl, w którym muzyka też pełniła kluczową rolę – Beniowski. Ballada bez bohatera z Teatru Nowego im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu w reżyserii Małgorzaty Warsickiej i z nagrodzoną muzyką Karola Nepelskiego.
Tę energię przerwała pandemia. Festiwal w 2020 roku nie odbył się. COVID-19 położył się cieniem na kolejnej edycji. W ostatniej chwili przyjazd odwołał Teatr im. Juliusza Osterwy z Lublina, bo wśród obsługi technicznej spektaklu odnotowano zakażenie i zespół musiał poddać się kwarantannie. Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej odtworzono z nagrania. I właśnie ten spektakl najbardziej spodobał się jury, które w werdykcie zwróciło uwagę na pracę zespołu i jego „umiejętność gry ironią”. Długo nie milkły głosy oburzenia, że rejestracja wideo nigdy nie będzie tym, co granie na żywo i nie może stawać do konkursu. Co do artystycznych walorów lubelskiego Nad Niemnem trudno było mieć zastrzeżenia, doceniono i reżysera Jędrzeja Piaskowskiego, i autora adaptacji Huberta Sulimę.
Po pandemicznej przerwie sale teatralne wypełniały się po brzegi, publiczność chętnie zostawała na rozmowach z twórcami. Gorącą atmosferę podgrzewała polityka. W 2022 roku ministerstwo zwlekało z powołaniem jury do ostatnich tygodni przed rozpoczęciem festiwalu. W rekomendacjach Komisji artystycznej Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa” znalazły się dwie (na sześć) premiery Teatru im. Słowackiego z Krakowa, zespołu na cenzurowanym u ministra Piotra Glińskiego z powodu angażowania się w sprawy publiczne w niewłaściwy, jego zdaniem, sposób. Władze wojewódzkie związane z PiS, którym podlega krakowski teatr przy pl. Św. Ducha, zawiesiły dyrektora w obowiązkach. Kością w gardle stały zwłaszcza Dziady w reżyserii Kleczewskiej, w których Konrad był kobietą, a więzienie zapełniły uczestniczki Strajku Kobiet; tłem wydarzeń był ołtarz Wita Stwosza z Kościoła Mariackiego. Nagroda Bogusławskiego trafiła do Opolskiego Teatru Lalki i Aktora, który wystawił Balladynę, w uzasadnieniu napisano: „za podjęcie dialogu z oryginalnym tekstem i umiejętną pracę z wierszem oraz za konsekwentną inscenizację”. Do twórców spektaklu powędrowała także nagroda zespołowa „za umiejętność gry w drużynie i udowodnienie, że tekst Słowackiego brzmi dziś aktualnie i to bez mikroportów”. Uznanie zyskała druga propozycja krakowskiego zespołu – Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale w reżyserii Cezarego Tomaszewskiego, w osobach Tomasza Leszczyńskiego za aranżację muzyczną i przewrotną grę z konwencją oraz Igi Gańczarczyk i Darii Kubisiak za adaptację i dramaturgię tekstu Bogusławskiego. Gra z konwencją, wręcz kampowa stylizacja, podobała się też rok później. Mowa o Znachorze według Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, także z Teatru im. Słowackiego – nagrodzono autora adaptacji i reżysera Jakuba Roszkowskiego. Tym razem jednak jury podzieliło nagrody za reżyserię, przyznając drugą Piotrowi Cieplakowi za skrajnie różną propozycję – w legnickim Śnie srebrnym Salomei doceniono „szlachetny minimalizm, który umożliwił stworzenie przestrzeni dla słowa i ukazał powiązania między dramatem Juliusza Słowackiego i współczesnością”.
Apetyt na klasykę polską rósł, w 2024 Komisja artystyczna wybierała finalistów OKT z rekordowej liczby sześćdziesięciu zgłoszeń. Nagrodę Bogusławskiego podzielono między Chłopów według Władysława Reymonta z Teatru Ludowego w Krakowie w reżyserii Remigiusza Brzyka i Wyzwolenie z Teatru Wybrzeże w Gdańsku w reżyserii Jana Klaty. Nie było gry z konwencją, ale dwie różne i radykalne próby skomunikowania tekstów z innej epoki ze współczesnością.
Chłopów trzeba odnotować też z innego powodu. W werdykcie Komisji artystycznej czytamy:
tekst Reymonta został ukazany z perspektywy współczesnej, feministycznej, a nawet zwierzęcej, ponieważ w obsadzie spektaklu znajduje się pies [suczka – M.Z.] Sójka, wyróżniony przez nas za rolę Łapy27.
Mimo repertuarowego boomu, minister Gliński postanowił rozszerzyć repertuar polski o klasykę europejską. Uzasadnieniem zmian były dwudziesta rocznica wstąpienia Polski do Unii Europejskiej i dziesiąta edycja ministerialnego Konkursu „Klasyka Żywa”. Liczba zgłoszeń przekroczyła setkę. Czy zmiana formuły wpłynęła na repertuar i poziom Opolskich Konfrontacji? Za wcześnie mówić, tym bardziej, że premiery tekstów europejskich są dopuszczane na innych zasadach niż polskich.
Jury w zeszłym roku Nagrodą Bogusławskiego uhonorowało Ciemności kryją ziemię Jerzego Andrzejewskiego w adaptacji i reżyserii Tomasza Fryzła, młodego artysty, który w ascetycznym, charakterystycznym dla siebie stylu inscenizacji, „odważnie postawił pytania o kondycję etyczną człowieka”. Wśród finalistów znalazły się dwa przedstawienia oparte na klasyce europejskiej. Kieleckie Wszystko dobre, co się dobrze kończy Williama Shakespeare’a w reżyserii Szymona Kaczmarka nie zyskało uznania, Jana Klatę nagrodzono zaś za „podjęcie odważnej próby zainstalowania traktatu filozoficznego na scenie” – w scenicznej wersji Państwa Platona w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie. Wyróżniona została także praca Olgi Śmiechowicz, autorki przekładu z języka starogreckiego, adaptacji i dramaturgii przedstawienia.
Nagroda Bogusławskiego to osiemdziesiąt tysięcy złotych, teatr otrzymuje tę sumę na przygotowanie premiery na podstawie klasycznego tekstu w następnym roku. Wybrzeże, zeszłoroczny beneficjent, pokazało aż trzy inscenizacje: Brytanika Jeana Racine’a, Nosferatu na motywach filmu F.W. Murnaua i Pchłę Szachrajkę Jana Brzechwy. To przedstawienia imponujące inscenizacyjnym rozmachem i precyzją, różnorodne, świadczące o sile zespołu aktorskiego, ale żadne nie znalazło się w programie tegorocznych Konfrontacji, w których pięć polskich tekstów skonfrontuje się z czterema europejskimi. Kto wygrał? Dowiemy się późnym wieczorem 21 czerwca 2026 roku podczas finału 50. Opolskich Konfrontacjach Teatralnych.
Przypisy: