Raptularz
  • archiwum
  • podcasty
  • autorzy
  • pół serio
e-teatr
e-teatr

ISSN 2956-8609

Anna Pajęcka

Tragikomedia relacji

12.06.2026

Radosław Maciąg, reżyser i dramaturg, jest o rok starszy ode mnie i pochodzi z podradomskich Pionek, ja zaś z podłódzkich Pabianic. Mamy podobne pochodzenie klasowe i podobne doświadczenia rodzinne. Być może dlatego czytam język jego teatru osobiście: przez wspólnotę doświadczenia, także pokoleniowego. Po głośnym Tęsknię za domem (Teatr Powszechny w Radomiu, 2024), nagrodzonym Gdyńską Nagrodą Dramaturgiczną, a ostatnio także za sprawą wystawienia Magicznej rany na podstawie prozy Doroty Masłowskiej (Teatr Studio w Warszawie, 2025), Maciąg jawi się dziś jako jeden z ciekawszych twórców z pokolenia wczesnych roczników dziewięćdziesiątych. Tych, którzy nie pamiętają transformacji, ale odziedziczyli jej skutki: prekariat, internet, aplikacje, wielkomiejskie neurozy. A także doświadczenia bardziej podstawowe: dom, z którego wyjechali; język, którego zaczęli się wstydzić; rodzinę, której nie da się naprawić; i awans społeczny, przy którym czujemy w głębi, że coś jest nie tak.

Radosław Maciąg, Tęsknię za domem, reż. Radosław Maciąg, Teatr Powszechny w Radomiu, 2024 | Filip Łannik (Maciej) | fot. Natalia Kabanow, Bogdan Karczewski | Teatr Powszechny w Radomiu

Zanim jednak pojawiła się Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna, Maciąg wypróbował język pokoleniowy w spektaklu Ćmienie, wystawionym w offowym Teatrze Druga Strefa (1924). W  miejsce realistyczno-naturalistycznej opowieści rodzinnej zaproponował formę bardziej rozproszoną. Nie prowadził akcji przez linearnie rozwijaną fabułę, lecz przez urywane rozmowy, pojedyncze wypowiedzi i sytuacje, w których na pierwszy plan wychodziły lęki, napięcia i emocjonalne zablokowanie bohaterów. Rafał Turowski recenzję tego spektaklu zakończył słowami: „Zabierz zatem swojego trzydziestolatka do teatru”1, podkreślając generacyjny charakter tekstu. Spektakl zapowiadano właśnie jako „portret pokolenia, mierzącego się z własnymi pragnieniami, ambicjami i zagubieniem”. W Ćmieniu Maciąg jest autorem dramatu i reżyserem. Feliks Platowski na łamach „Teatru”2 porównywał jego metodę pisarską, pełną niedopowiedzeń, do tej praktykowanej przez Jona Fossego. Ich bohaterowie, którzy mówią dużo, uporczywie albo nie do końca wypowiadają to, co naprawdę w nich siedzi. U obu autorów ludzie stoją blisko siebie, mówią do siebie albo obok siebie, wracają do tych samych zdań, a sens przesuwa się w pauzy, zawahania i repetycje. Maciąg jest jednak od Fossego bardziej społeczny w tym, jakie tematy porusza w swoich, do tej pory nielicznych, sztukach. Pewnie także dlatego ważnym punktem odniesienia w jego pracy reżyserskiej jest Dorota Masłowska. W 2021 roku w Teatrze im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu, gdzie pełnił wówczas funkcję sekretarza literackiego, wyreżyserował jej dramat Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku. 

Maciąg mówił wtedy o „brzydkim języku” Masłowskiej, którym, mam wrażenie, przesiąkła duża część pokolenia osób piszących, urodzonych na początku lat dziewięćdziesiątych. Ja sama – jako studentka twórczego pisania – miałam takie właśnie aspiracje. Gdy zwierzyłam się z tego doktorowi Leszkowi Karczewskiemu, prowadzącemu zajęcia z dramatu, usłyszałam, że muszę w takim razie zdjąć słuchawki i zacząć słuchać, jak mówią ludzie na ulicy, zamiast wymyślać im język. To osłuchiwanie się z językiem jest bliskie także temu, jak pisze Maciąg. W jego najgłośniejszym dramacie, Tęsknię za domem, język jest najważniejszy. W rozmowie dla „Dialogu”3, zapytany przez Justynę Jaworską, czy nagrywał swoją rodzinę, odpowiedział, że kilkukrotnie wyciągnął dyktafon, ale nigdy nie skorzystał z nagrań. Podczas pisania czytał tekst na głos i układał go, kształtował, aż zaczynał brzmieć naturalnie. W innej rozmowie, opublikowanej na łamach e-teatru, mówił: „W sztuce posługuję się mową potoczną – żywą, surową, czasem niezrozumiałą dla osób spoza tego kręgu. Aktorzy bywali zaskoczeni, pytali mnie, czy «tak się w ogóle mówi?». Ale to właśnie w tym języku tkwi autentyczność i rytm postaci”4.

Radosław Maciąg, Tęsknię za domem, reż. Radosław Maciąg, Teatr Powszechny w Radomiu, 2024 | Filip Łannik (Maciej), Izabella Brejtkopf (Mama), Iwona Pieniążek (Babcia)
fot. Natalia Kabanow, Bogdan Karczewski | Teatr Powszechny w Radomiu
od lewej: Piotr Kondrat (Tata), Filip Łannik (Maciej)

Z radomskiego przedstawienia najbardziej zapamiętałam wielką niesprawiedliwość, którą czułam w finale, i złość na głównego bohatera. Ba, to uczucie było tak głębokie, że chciałam wejść na scenę i nim potrząsnąć, mimo że podczas spektaklu momentami mogłam się w nim przejrzeć. Główny bohater, Maciej jest artystą, co sam wyraźnie podkreśla. Coraz mniej pasuje do świata, z którego pochodzi. Po lekturze twórczości Didiera Eribona i jego polskich kontynuatorów, jesteśmy już oswojeni z opowieściami o tym, jak różnice kapitału kulturowego rozluźniają więzi, jak zanika poczucie przynależności, a pojawia się coraz głębsze doświadczenie obcości, nawet wobec najbliższych. Macieja sprowadza do domu rodzinny dramat – próba samobójcza ojca. Rzeczywiście, dopiero katastrofa potrafi tu na nowo aktywować wygasające więzi. Maciej wraca jednak nie tylko z poczucia obowiązku. Pragnie dla ojca lepszego życia; wydaje mu się, że rozumie go lepiej niż matka i brat. To jest właśnie ta dobrze nam znana opowieść o domu po transformacji: o postrobotniczym mieście, rodzinie dotkniętej ekonomicznym i emocjonalnym rozpadem; o awansie społecznym, który trudno jest samemu sobie poukładać.

Wystawiając teksty Masłowskiej, Maciąg nie czerpie wyłącznie z językowego geniuszu autorki, ale traktuje ją jako realistkę epoki późnego kapitalizmu. Kilka lat po kaliskim spektaklu Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku sięgnął po Magiczną ranę, adaptując wraz z Konradem Hetelem wybrane opowiadania z tomu. W warszawskim spektaklu spróbował – z powodzeniem – nadać tym opowiadaniom ramę narracyjną. Zaczął opowieść od wędrówki Damiana; chłopiec, uciekając od samotności i obojętności bliskich, przez muszlę klozetową spłynął do morza, gdzie odnalazł zaginionego wujka. Ich dalsza wspólna podróż przez przestrzenie: mieszkania, hotele, siłownie, piekarnie, place budowy, fantazmaty klasy średniej i jej lęki, pozwala Maciągowi wydobyć to, co kryje się pod specyficzną groteską Masłowskiej: samotność, wstyd, autokreację i ogólny rozpad współczesnego człowieka. Masłowska świetnie współbrzmi z językiem teatralnym Maciąga, którego, jak się zdaje, interesuje tragikomiczność relacji.

Maciąg sięgał także po dramaty klasyczne oraz współczesną dramaturgię obcą i polską. Zadebiutował w 2018 roku spektaklem Łaknąć według Sarah Kane, wystawionym w Teatrze Studio w Warszawie. Mówił wówczas: „Łaknąć to wołanie o pomoc i ostrzeżenie: nie idźcie tą samą drogą. Nie idźcie w stronę światła”5. Już w tym debiutanckim przedstawieniu objawił jeden z najbardziej charakterystycznych wyznaczników teatru Maciąga: zainteresowanie człowiekiem rozbitym, głodnym sensu i bliskości, ale uwięzionym w języku, który nie umożliwia porozumienia. Krytycy zwracali wówczas uwagę na scenografię przypominającą pułapkę: ascetyczną, niemal site-specificową przestrzeń, w której cztery postaci zostają uwięzione przez geometryczny układ instalacji Daniela Burena. Agnieszka Supińska na łamach „Teatru dla Wszystkich” pisała wówczas: „Przedstawienie umiejscowione jest w tak dobrze znanym nam świecie, w którym ludzie są pogubieni i odarci z filarów moralności, etyki i wartościowania. Gdzie jednostki nie wiedzą, co ze sobą zrobić – ćpają, chleją, popełniają samobójstwa, bo nie są w stanie odnaleźć klucza do wewnętrznego porządku”6. Ten ton odbioru dobrze pokazuje, że Maciąg od początku nie interesował się psychologicznym kryzysem jako abstrakcją, lecz raczej jako stanem wpisanym w konkretną rzeczywistość i okoliczności.

Dorota Masłowska, Magiczna rana, reż. Radosław Maciąg, Teatr Studio w Warszawie, 2025 | fot. Natalia Kabanow | Teatr Studio
w Warszawie

W 2020 roku w Teatrze Wybrzeże zrealizował dramat Marka Modzelewskiego Inteligenci, tragikomedię o nowoczesnej, dobrze sytuowanej rodzinie z wyższej klasy średniej, która uważa się za liberalną, postępową i rozsądną, dopóki codzienne zdarzenia nie zaczynają testować tych deklaracji. Co ciekawe, w jednym z wywiadów Maciąg przywołuje określenie „rodzinna tragikomedia” jako formułę, którą usłyszał w kontekście własnej sztuki Tęsknię za domem. W rozmowie z Przemysławem Guldą mówił: „Przy pierwszym kontakcie w Inteligentach szczególnie inspirujące wydało mi się ulokowanie najbardziej drażliwych tematów, dotyczących współczesnej polskości, w świetnie skrojonych postaciach i dialogach”7. W tej samej rozmowie ujawnia podejście do widza, stwierdzając: „Wrażliwość na sztukę nie jest przecież kwestią klasowej tożsamości”. Później, w rozmowach wokół Tęsknię za domem, powtarza podobną intuicję: „Moja strategia polega na nawiązywaniu dialogu z publicznością, budowaniu jakiejś płaszczyzny dla spotkania, ale też na mierzeniu się z samym sobą […] tekst, który wyrósł z mojego osobistego doświadczenia, trafił emocjonalnie zarówno do widzów z klasy robotniczej, z której się wywodzę, jak i szerokiego grona ludzi sztuki (do którego chyba wciąż aspiruję), a nawet przekonał do siebie jurorów Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, którzy na teatrze zjedli zęby. Rzecz nie do przecenienia”8.

Laboratorium domu i rodziny, które stworzył na gdańskiej scenie, Maciąg kontynuuje w Kto się boi Virginii Woolf ? Edwarda Albee’ego, wystawionym dwa lata później w Teatrze im. Bogusławskiego w Kaliszu. Reżyser nie bał się dobrze napisanego, klasycznego dramatu konwersacyjnego, czworga aktorów zamkniętych ścianach w pokoju, alkoholu, narastającej gry okrucieństw. Portal „Kultura u Podstaw” przywoływał wypowiedź jednej z widzek: „oglądając spektakl, miałam wrażenie, że jestem osobą, której nie powinno tam być; nie powinnam być świadkiem kłótni, wyzwisk i poniżania bohaterów. Czułam, że przełamuję pewną barierę intymności postaci”9. Autor tekstu uznał tę reakcję za „najlepszą recenzję dla reżysera Radosława Maciąga”, skupionego na psychologii postaci i postaciach w ogóle.

W 2025 roku Maciąg powrócił do Teatru Wybrzeże, aby na sopockiej scenie wyreżyserować dramat Z miłości Alana Ayckbourna. Malwina Kipiel w recenzji dla „Teatru dla Wszystkich” pisała: „Maciąg z komedii obyczajowej stworzył dramat o codzienności, o tym, jak uczucia stają się narzędziem kontroli”10. Ja tę sztukę zapamiętałam przede wszystkim jako spektakl o miłości rozumianej nie romantycznie, lecz operacyjnie. Maciąg wydobywał z Ayckbourna to, czym zajmuje się konsekwentnie we własnych dramatach: śmieszność relacji, które dawno przestały być niewinne. Komedia nie znosiła tu ciężaru, tylko go odsłaniała. Im sprawniej działał mechanizm farsy, im szybciej krążyły riposty i sytuacyjne nieporozumienia, tym wyraźniej było widać, że bohaterowie nie tyle kochają, ile używają języka miłości do podtrzymywania układów władzy. Sam Maciąg, znów w rozmowie z Przemysławem Guldą na łamach „Gazety Wyborczej”, podkreślał: „zamiłowanie do tragikomedii jako gatunku pozwalającego na ukazanie całej irracjonalnej złożoności ludzkich relacji, to coś, co jest mi bliskie także w mojej autorskiej twórczości”11. 

Alan Ayckbourn, Z miłości, reż. Radosław Maciąg, Teatr Wybrzeże w Gdańsku, 2025 | od lewej: Agata Woźnicka (Nikki), Piotr Chys (Hamish), Piotr Łukawski (Gilbert), Katarzyna Kaźmierczak (Barbara) | fot. Dawid Stube | Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Był to także, po prostu, bardzo dobrze wyreżyserowany spektakl, coś, co dzisiaj można by nazwać „teatrem środka” albo – jak wolę – przyjemnością z dobrze zrealizowanego przedstawienia. Ale czy klasyfikowałabym teatr Radosława Maciąga właśnie jako teatr środka? Raczej nie. To określenie pasuje do niego tylko częściowo i może być mylące. Jego spektakle są komunikatywne, dobrze skonstruowane, oparte na aktorach, dialogu i czytelnych sytuacjach. Ale niezależnie od przejrzystej fabularności w tle jest ciężar emocjonalny, który musi udźwignąć widz. Jak w ostatniej scenie Tęsknię za domem, w której widownia pozostaje w upiornym zawieszeniu. Ja zostałam tam z czymś podobnym, co czuła widzka Kto się boi Virginii Woolf? – krępującym dyskomfortem. W teatrze Maciąga naprawdę ważne jest to, że na jego spektaklach można coś poczuć. Spod powierzchni dobrze opowiedzianej historii wypływają bowiem tematy ostre: przemoc w relacjach, klasowy wstyd, rodzinne milczenie, samotność, depresja, lęk przed porażką, potrzeba kontroli. Maciąg nie rozbraja ich formalnym eksperymentem, tylko pokazuje przez zwykłe sytuacje i codzienny język. I to jest jego siłą. Bardzo bym chciała, żeby pisał jeszcze więcej.

Przypisy:

  • 1 Rafał Turowski, Ćmienie, https://e-teatr.pl/cmienie-45046.
    2 Feliks Platowski, Życie i śmierć spawacza Ireneusza, „Teatr” 2025 nr 1.
    3 Pionki, Pionki. Z Radosławem Maciągiem rozmawia Justyna Jaworska, „Dialog” 2024 nr 11/12.
    4 Tęsknota, która łączy. [Z Radosławem Maciągiem rozmawia Karolina Czepkiewicz], https://e-teatr.pl/tesknota-ktora-laczy-58498.
    5 https://www.aict.art.pl/2018/10/28/laknac/.
    6 Agnieszka Supińska, Łaknąć Boga, https://e-teatr.pl/Laknac-boga-a260813.
    7 Laboratorium zwane rodziną [Przemysław Gulda rozmawia z Radosławem Maciągiem], „Gazeta Wyborcza” (dod. „Trójmiasto", 11.02.2020).
    8 Pionki, Pionki, dz. cyt.
    9 https://kulturaupodstaw.pl/oda-do-pozycia-pomalzenskiego-czyli-pani-wolff-u-boguslawskiego/.
    10 Malwina Kiepiel, Seks, kłamstwa i bijatyka, https://e-teatr.pl/seks-klamstwa-i-bijatyka-62625.
    11 Sprawdź, czy twoja miłość to nie fake.  [Przemysław Gulda rozmawia z Radosławem Maciągiem], „Gazeta Wyborcza” (dod. „Trójmiasto", 19.04.2025).
115

Pokolenie YZ

Czytaj również:

  • Między bliskością a pęknięciem. O teatrze Katarzyny Minkowskiej
    12.06.2026
  • Sojusznictwo
    12.06.2026
  • Białaszek
    12.06.2026
Raptularz

ISSN 2956-8609

Wydawca

Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego
ul. Jazdów 1
00-467 Warszawa

www.instytut-teatralny.pl

Redakcja

kolegium w składzie:
Grzegorz Kondrasiuk, Małgorzata Piekutowa,
Michał Smolis, Maryla Zielińska (do 31.12.2024)

raptularz@instytut-teatralny.org

współpracują:
Michał Januszaniec, Dorota Kołodziejczyk,
Alicja Borowiec