ISSN 2956-8609
Artystyczne
i publiczne życie Andrzeja Wajdy składa się z wielu różnych etapów. Jeden z
nich, chronologicznie nam najbliższy, obrósł wieloma mitami, niechęcią jednych a sakralizacją
drugich. Chodzi o ostatnie trzy dekady życia mistrza. Czasy Polski już niepodległej,
bez cenzury i komunizmu, kiedy Wajda zyskał status skarbu narodowego, najważniejszego
filmowca i niemalże wieszcza. To wtedy ostatecznie stał się „władcą
polskich demonów”1.
W tym czasie istotnie był już raczej władcą niż kreatorem.
Przyjmijmy, że dla Wajdy początek III RP wyznaczył bardzo ważny film, zrealizowany na przełomie epok, czyli Korczak. Film ten powstawał jeszcze w PRL, ale premierę miał już w Polsce postkomunistycznej. Koniec jest łatwiejszy do ustalenia. To uroczyste, narodowe obchody dziewięćdziesięciolecia urodzin mistrza, połączone z premierą jego ostatniego (jak się okaże) filmu – Powidoków (2016). W tym samym roku reżyser zmarł po ciężkiej chorobie i nastąpiło pożegnanie, już wtedy naznaczone narodowym konfliktem i do dziś w niego zaplątane. Od tej pory trwa Wajdowe „życie po życiu”.
Wajda półbóg
Kiedy Cezar został dyktatorem Rzymu na Kapitolu umieszczono jego posąg, opatrzony inskrypcją: „Cezar jest półbogiem” (wprawdzie następców Cezara obwoływano bogami, ale wcześniej taki tytuł był przełomem). W 1989 roku Wajda stał się Cezarem polskiego kina. Jeszcze nie bóstwem, bo deifikacja artysty nastąpiła dopiero po jego śmierci, ale półbogiem: liderem, przywódcą i najwyższym autorytetem. Wajda był symbolem polskiego kina na zewnątrz i wewnątrz. W roku 1989 stał się też politykiem i do końca życia już nim pozostał.
O ile przed 1989 rokiem zawsze musiał się swoją pozycję z kimś dzielić, o tyle teraz pozostał na nieboskłonie sam. Jerzy Kawalerowicz powoli odsuwał się od kina, kończąc swoją karierę słabą ekranizacją Quo vadis. Jerzy Hoffman nie stanowił już zagrożenia dla pozycji Wajdy, podobnie jak Janusz Majewski i Krzysztof Zanussi. Krzysztof Kieślowski równie szybko, jak osiągnął szczyt, tak szybko umarł. Kazimierz Kutz dzielił aktywność twórczą z polityką, Agnieszka Holland reżyserowała za granicą, a Stanisław Różewicz poszedł na emeryturę. Żaden z reżyserów młodszego pokolenia nie śmiał rzucić wyzwania Wajdzie aż do jego śmierci. III RP Andrzeja Wajdy trwała w filmie dwadzieścia sześć lat.
Wajda – polityk
W niepodległą Polskę wszedł Wajda z przytupem. Nie tylko dzięki wspomnianej już, międzynarodowej koprodukcji o Korczaku i warszawskim getcie, ale także przez niezwykle mocny akces do świata polityki: mistrz znalazł się bowiem na listach kandydatów Solidarności do Senatu. Wajda startował z województwa suwalskiego, z którym związany był miejscem urodzenia. I do Senatu się dostał. Inny polityczny wybór Wajdy z tego okresu to udział w założeniu „Gazety Wyborczej”. Pierwotnie traktowana jako wyborczy organ Solidarności, formalnie od początku miała status spółki wydawniczej, której Wajda był akcjonariuszem.
W maju 1989 roku nikomu się jeszcze nie śniło, że z biegiem czasu podziały „Polski solidarnościowej” będą się tak pogłębiać, że przesłonią wielki sukces, jakim było odzyskanie niepodległości.
Jednak Andrzej Wajda jest zbyt ważną postacią, by jego polityczne znaczenie rozpatrywać tylko w kontekście oficjalnych funkcji, pełnionych w latach 1989–1991. Jego słowo znaczyło dlatego, że był „Wajdą”, a nie – senatorem. Zwłaszcza, że jako człowiek zajęty, nie był senatorem przesadnie aktywnym. Niemniej, gwoli sprawiedliwości, należy odnotować, że Wajda jako parlamentarzysta walczył o prawa filmowców i artystów, trafnie przewidując załamanie się państwowego finansowania kinematografii.
Od roku 1991, wraz z wygaśnięciem senatorskiego mandatu, reżyser obejmuje nieformalne, choć powszechnie uznawane przywództwo w środowisku filmowym, które potrwa ćwierć wieku. Równocześnie kontynuuje, z różnym natężeniem, karierę filmową.
Mit artystycznego upadku
Zajmijmy się post-transformacyjnym aktywnością Wajdą jako artysty. Otwarcie lub półgębkiem formułowana jest opinia o osłabieniu formy twórczej reżysera. Prawda jest nieco bardziej skomplikowana. Pewien spadek artystycznej aktywności mistrza zanotowano już w połowie lat osiemdziesiątych. Wcześniej, przez niemalże trzy dekady wypuszczający jeden film fabularny w roku, a do tego reżyserujący w teatrze, Teatrze Telewizji i kręcący dokumenty twórca, po Dantonie (1982) i Miłości w Niemczech (1983) realizuje znacznie mniej filmów (do końca lat osiemdziesiątych – trzy). Nie da się więc spadku aktywności w żadnej mierze połączyć z przełomem politycznym. Wręcz przeciwnie, w latach dziewięćdziesiątych reżyseruje więcej, impet wytraca w ostatnich szesnastu latach życia (co nie jest niczym dziwnym zważywszy wiek – każdemu siedemdziesięcioletniemu czy osiemdziesięcioletniemu reżyserowi należałoby życzyć takich sił witalnych; inni, jak Kawalerowicz, pracowali rzadko, albo, jak Wojciech Jerzy Has, w ogóle przestali reżyserować). Ostatniej premiery swojej fabuły Wajda nie doczekał, niemniej dołączył do nielicznego klubu reżyserów dziewięćdziesięciolatków.
Nie do udowodnienia wydaje się również twierdzenie o obniżeniu przez Wajdę poziomu artystycznego. Żadnego z jego filmów fabularnych czy telewizyjnych, zrealizowanych po roku 1990, nie można określić jako słaby. Doszukiwanie się za wszelką cenę przejawów kryzysu twórczego u artysty, który zmienił polskie kino, wydaje się małostkowością. Po roku 1990 Wajda wciąż realizuje dobre filmy. Niektóre można docenić dopiero po latach. Panna Nikt (1996), schlastana przez krytyków, dziś wydaje się ciekawym głosem o polskiej transformacji. Pierścionek z orłem w koronie (1992), Wałęsa – człowiek z nadziei (2013) czy Tatarak (2009) są z kolei dopełnieniem wątków podejmowanych przez Wajdę jeszcze przed 1989 rokiem. Pierwszy nawiązuje do Popiołu i diamentu (1958), drugi – domyka robotniczą trylogię, a trzeci jest adaptacją prozy Iwaszkiewicza, zajmującego szczególne miejsce w filmografii Wajdy. Zresztą nawet filmy słabsze, takie jak Wielki Tydzień (1996), mają niewątpliwą klasę i porządny warsztat.
Prawdą jest jednak, że Wajdzie nie udało się narzucić Polakom obrazu trzydziestolecia. Sam unikał zajmowania się współczesnością, choć nawoływał do tego innych twórców. Czy wpłynął na to niechętny stosunek krytyki i publiczności do Panny Nikt? W każdym razie w powszechnym odbiorze Wajda pozostał piewcą i krytykiem narodowych mitów, Homerem kręcącym filmy o naszej historii, przestał być jednak kronikarzem bieżących wypadków. Mimo to dzieje III RP nie mogą być opisane z pominięciem Wajdy, choćby dlatego, że Katyń (2007) i Wałęsa – człowiek z nadziei stały się elementem gry politycznej. O tym jednak później…
Co może to zagarnia
„Wmaszerowuje Armia | Co może to zagarnia…” – ten cytat z wiersza Josifa Brodskiego w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka odnosi się do wojny, niemniej o Wajdzie też mówiono, że „co może to zagarnia…”. Że rezerwuje dla siebie tematy, faworytów wynosi, a innych poniża i zniechęca do sztuki. Że jest carem i bogiem. Rzeczywiście, pozycja Wajdy była niekwestionowana. To on swoim wsparciem dla Psów i Władysława Pasikowskiego na początku lat dziewięćdziesiątych uratował karierę reżysera, broniąc masakrowany przez wielu krytyków film przed zaszczuciem; we wspomnieniach pisze o nim jako najciekawszym dziele o przełomie. Dziś Psy są klasyką, a wcale tak być nie musiało. Władysław Pasikowski współpracował potem z Wajdą przy scenariuszu Pana Tadeusza (1999).
Wiele kontrowersji wzbudziła kwestia zaanektowania przez mistrza tematu katyńskiego. Andrzej Wajda miał do tej zbrodni stosunek osobisty. Jego ojciec Jakub Wajda – przedwojenny oficer – został przez Sowietów wzięty do niewoli i zamordowany, prawdopodobnie w Piatichatkach pod Charkowem. O konieczności podjęcia tematu Wajda mówił od końca lat osiemdziesiątych, ale wtedy skończyło się na realizacji dokumentu w reżyserii Marcela Łozińskiego. Na film fabularny czekano siedemnaście lat. O blokowanie innych twórców, którzy się do tematu przymierzali, oskarżali Wajdę Robert Gliński i Kazimierz Tarnas.
Wajda bywał zresztą obiektem krytyki różnych środowisk. Obecnie niechęć do Wajdy przypisuje się prawicy, choć zasadniczo przed 2010 rokiem krytyka z tej strony zdarzała się sporadycznie. Na początku lat dziewięćdziesiątych w Wajdę uderzało choćby Urbanowskie „Nie”, w odwecie za antykomunizm Pierścionka z orłem w koronie przypominając mu flirty z komunistyczną władzą.
Przez pierwszych piętnaście lat niepodległości sytuacja polskiej kinematografii była mocno niestabilna, dopiero później zbudowano system wsparcia finansowego, który po latach zaowocował filmowymi sukcesami. W realiach kapitalizmu nie odnalazło się wielu artystów. Szukano winnych i jednym z nich okazał się Andrzej Wajda, który nigdy nie miał problemów ani z finansowaniem, ani z realizacją filmu. W jednym z trudniejszych momentów polskiej kinematografii, w latach 1998–2002, Wajda realizuje Pana Tadeusza, obraz, obok Hoffmanowskiego Ogniem i mieczem, skazany na sukces frekwencyjny i komercyjny. Powstają też trzy produkcje telewizyjne: film Wyrok na Franciszka Kłosa (2000) oraz spektakle Bigda idzie! (1999) i Noc czerwcowa wg Iwaszkiewicza (2001); całość wieńczy kinowa adaptacja Fredrowskiej Zemsty (2002). W tym samym czasie Wajda otrzymuje honorowego Oscara, którego wręczenie ogląda w nocy cała Polska. Po powrocie do kraju mistrz odbywa tryumfalny wjazd do Krakowa, gdzie statuetka zostaje złożona w depozyt na Uniwersytecie Jagiellońskim. Większym kultem otaczano w tym czasie tylko Jana Pawła II. W tych okolicznościach trudno się dziwić frustracji młodych reżyserów narzekających, że problemem polskiego kina jest dominacja reżyserów starej daty, nie tylko Wajdy.
Katyń vs. Wałęsa
Film fabularny o Katyniu rzeczywiście mógł zrobić tylko Andrzej Wajda. I nie chodzi tu o przywilej „rezerwacji” tematu. Tylko on spośród polskich twórców miał światową renomę, która pozwalała przeprowadzić temat przez polityczne rafy. Gdyby film wyreżyserował twórca kojarzony z prawicą, na pewno nie chwaliła by go „Gazeta Wyborcza”. W filmie laureata honorowego Oscara nie doszukiwano się też polskiego nacjonalizmu. Także pozycja Wajdy w Rosji chroniła go przed atakami z tamtej strony, co potwierdził tragiczny kwiecień 2010 roku. W dniu, w którym Katyń odwiedzili Putin i Tusk, film wyświetlono w kulturalnym kanale publicznej telewizji. Chwalili go wtedy tacy ludzie jak słynący z imperialnych sympatii Nikita Michałkow. Po katastrofie prezydenckiego samolotu film pokazano w głównym programie rosyjskiej telewizji. Żaden inny polski twórca nie mógłby powiedzieć Rosjanom prawdy o Katyniu, a zdarzyło się to po raz pierwszy i ostatni. Potem putinowska Rosja załgała prawdę o Katyniu, ale dzięki dziełu Wajdy o ludobójstwie dowiedział się świat.
Premiera Katynia jesienią 2007 roku zainicjowała proces przywracania pamięci o tej zbrodni. Polska czasów „pierwszego PiS-u” nie była jeszcze podzielona tak silnie jak później. Przeżywaniu narodowej żałoby przewodził Andrzej Wajda. Spóźniony o dwadzieścia lat film biograficzny o Lechu Wałęsie powstawał już w zupełnie innych okolicznościach. Tragedia smoleńska podzieliła kraj. Środowiska lewicowo-liberalne, do których przynależał Wajda, wzięły Wałęsę na sztandary. Prawicowa opozycja wyrzucała mu grzechy przeszłości, opisane w głośnych tekstach Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka. Film był sprawą polityczną, powstawał zresztą wysiłkiem finansowym wielu państwowych instytucji.
I znowu: jedni Wałęsę. Człowieka z nadziei wynieśli na wyżyny, inni uznali film za słaby. Nie jest to arcydzieło, rodzaj dopełnienie Człowieka z żelaza (1981). Raf związanych z przeszłością Wałęsy Wajda uniknął, ale ich nie przemilczał, jednak w 2013 i 2014 roku nikomu już o prawdę nie chodziło. Sam przywódca Solidarności nie mógł być zadowolony, oglądając Roberta Więckiewicza w niewyidealizowanej wersji samego siebie.
Zima patriarchy
Ostatnie lata Andrzeja Wajdy to odchodzenie, którego nikomu nie wydawało się realne. Mistrz otrzymuje Order Orła Białego, co przyjmuje z rezerwą, bo od 1959 roku, kiedy władza nagradza go po raz pierwszy, otrzymał już sporo odznaczeń. Powoli zamyka swoje sprawy, przypomina artystów dla niego ważnych, takich jak Andrzej Wróblewski (film dokumentalny Wróblewski według Wajdy, 2015). Kiedy w Gdyni, Gdańsku i Krakowie odbywają się wielkie obchody dziewięćdziesięciolecia artysty, Wajda finalizuje swoje ostatnie dzieło – Powidoki o Władysławie Strzemińskim. Film opowiadał o czasach, gdy Wajda studiował na łódzkiej filmówce. Wówczas młody Wajda nie bronił Strzemińskiego, teraz oddał mu hołd.
Wajda umarł, to koniec…
To Andrzejowi Dudzie przyszło żegnać Andrzeja Wajdę na Cmentarzu Salwatorskim w październiku 2016 roku. Pogrzeb stał się jednym z epizodów wojny polsko-polskiej.
Okazało się, że kino polskie bez Wajdy jest jednak możliwe. Ci, którzy za własne niepowodzenia obwiniali reżysera, nie nakręcili wielkich filmów – zrobili je jednak następni. Wajda przestał być wszechmocnym „panem Andrzejem”, na powrót jest artystą, którego możemy na nowo odkrywać.
Przypisy: